21.07.2024, 18:25 ✶
Wpatrywaliśmy się w siebie. Nie chciałem drgnąć, żeby nie uznał mnie za wroga, ale też musiałem drgnąć, żeby stąd iść czy się teleportować. Nie mogłem tu dłużej przebywać i zamierzałem mu zniknąć z oczu. Tylko... jak miałem to przekazać zwierzęciu, które widziało we mnie wroga, że zamierzam się stąd ewakuować i już nigdy tu nie wracać?
Huh! Właściwie, to ja byłem tym wrogiem. Nie mogłem oszukać jego instynktu tak samo, jak nie mogłem oszukać własnego. Chciał gryźć to ugryzie, ja chciałem gryźć to... NIE! NIE ZROBIĘ TEGO! NIE ZROBIĘ TEGO! NIE ZROBIĘ, KURWA, TEGO!!! Nie będę gryzł. Nie chciałem gryźć... Ależ chciałem, KURWA, bardzo.
Nie byłem pewien, co się zadziało. Może ujrzał we mnie ten mroczny błysk, to zawahanie, tę paskudną myśl... Potrafił czytać emocje? Potrzeby? Pragnienia? Tak, chciałem krwi. Tak, chciałem gryźć. ...ale nie mogłem na jego warcie. Nie zamierzał mi na to pozwolić, reagując zawczasu, zanim zdążyłbym go zablokować, uniemożliwić mu walkę, może nawet zdekapitować...?
Nie miałem chwili, żeby rozmyślać nad błędną drogą mojego myślenia. Duma rzucił się na mnie i to sprawiło, że dopadła mnie panika, ale jednocześnie chciałem wprowadzić w życie swój własny, drapieżny plan. Zabić nim on zabije.
Dziki charkot wyrwał się z mojej piersi, kiedy próbowałem go od siebie odepchnąć. Dziki charkot, który wprawił mnie konsternację na drobną chwilę. Na drobną, bo bestia wciąż chciała mnie zabić. Drapała moje odzienie, drapała moją skórę, próbując dorwać się do mojego gardła. Tak, wyszarpnęłaby ze mnie ostatnie tchnienie, sprawiła, żebym się tu wykrwawił, dusząc się, topiąc we własnej krwi. Może powinienem zaserwować jej podobne doznania...?
NIE-E!!!
Nie mogłem mu nic zrobić. Ani Laurentowi. Nikomu. Odepchnąłem z całej siły psa od siebie, wykorzystując tę drobną chwilę by wpaść do pokoju obok. Najbliższe drzwi. Zatrzasnąłem je szybko, nie dbając o to, co tam się znajdowało.
Oddychałem szybko. Chciałem dobrze, chciałem dobrze, chciałem dobrze. Nie przyszedłem tu by kogokolwiek i cokolwiek atakować, ale wyszło jak wyszło. Chciałem dobrze, nie chciałem nikogo gryźć. Jadłem już, na Boginię Matkę, jadłem już. Nie mogłem. Nie mogłem. Nie chciałem. Nie mogłem. Nie chciałem. Nie zrobię tego.
Cały drżałem. Duma ujadała. Zamiast pocieszyć Laurenta... Pocieszyłem go, fakt, wspominał o tym, ale dołożyłem mu ostatecznie jeszcze więcej zmartwień.
- PRZEPRASZAM!!! - krzyknąłem, próbując przekrzyczeć drzwi i Dumę. Bez przedłużania teleportowałem się do mieszkania Geraldine. Wiedziałem, byłem pewien, że jeśli jeszcze chwilę dam sobie na zebranie myśli... Czułem swoje zęby. Mrowiły paskudnie, ale nie zamierzałem znowu pić krwi. I tak, we własnym mniemaniu, robiłem to zbyt często.
A u Laurenta zapewne zapadła cisza...? Nie było już bestii zagrażającej jego życiu. Pozostała po niej kusza w przedpokoju i niepokój w sercach domowników Raju.
Huh! Właściwie, to ja byłem tym wrogiem. Nie mogłem oszukać jego instynktu tak samo, jak nie mogłem oszukać własnego. Chciał gryźć to ugryzie, ja chciałem gryźć to... NIE! NIE ZROBIĘ TEGO! NIE ZROBIĘ TEGO! NIE ZROBIĘ, KURWA, TEGO!!! Nie będę gryzł. Nie chciałem gryźć... Ależ chciałem, KURWA, bardzo.
Nie byłem pewien, co się zadziało. Może ujrzał we mnie ten mroczny błysk, to zawahanie, tę paskudną myśl... Potrafił czytać emocje? Potrzeby? Pragnienia? Tak, chciałem krwi. Tak, chciałem gryźć. ...ale nie mogłem na jego warcie. Nie zamierzał mi na to pozwolić, reagując zawczasu, zanim zdążyłbym go zablokować, uniemożliwić mu walkę, może nawet zdekapitować...?
Nie miałem chwili, żeby rozmyślać nad błędną drogą mojego myślenia. Duma rzucił się na mnie i to sprawiło, że dopadła mnie panika, ale jednocześnie chciałem wprowadzić w życie swój własny, drapieżny plan. Zabić nim on zabije.
Dziki charkot wyrwał się z mojej piersi, kiedy próbowałem go od siebie odepchnąć. Dziki charkot, który wprawił mnie konsternację na drobną chwilę. Na drobną, bo bestia wciąż chciała mnie zabić. Drapała moje odzienie, drapała moją skórę, próbując dorwać się do mojego gardła. Tak, wyszarpnęłaby ze mnie ostatnie tchnienie, sprawiła, żebym się tu wykrwawił, dusząc się, topiąc we własnej krwi. Może powinienem zaserwować jej podobne doznania...?
NIE-E!!!
Nie mogłem mu nic zrobić. Ani Laurentowi. Nikomu. Odepchnąłem z całej siły psa od siebie, wykorzystując tę drobną chwilę by wpaść do pokoju obok. Najbliższe drzwi. Zatrzasnąłem je szybko, nie dbając o to, co tam się znajdowało.
Oddychałem szybko. Chciałem dobrze, chciałem dobrze, chciałem dobrze. Nie przyszedłem tu by kogokolwiek i cokolwiek atakować, ale wyszło jak wyszło. Chciałem dobrze, nie chciałem nikogo gryźć. Jadłem już, na Boginię Matkę, jadłem już. Nie mogłem. Nie mogłem. Nie chciałem. Nie mogłem. Nie chciałem. Nie zrobię tego.
Cały drżałem. Duma ujadała. Zamiast pocieszyć Laurenta... Pocieszyłem go, fakt, wspominał o tym, ale dołożyłem mu ostatecznie jeszcze więcej zmartwień.
- PRZEPRASZAM!!! - krzyknąłem, próbując przekrzyczeć drzwi i Dumę. Bez przedłużania teleportowałem się do mieszkania Geraldine. Wiedziałem, byłem pewien, że jeśli jeszcze chwilę dam sobie na zebranie myśli... Czułem swoje zęby. Mrowiły paskudnie, ale nie zamierzałem znowu pić krwi. I tak, we własnym mniemaniu, robiłem to zbyt często.
A u Laurenta zapewne zapadła cisza...? Nie było już bestii zagrażającej jego życiu. Pozostała po niej kusza w przedpokoju i niepokój w sercach domowników Raju.