21.07.2024, 19:27 ✶
Południowe stragany
Tak naprawdę, to chociaż mówił różne rzeczy i próbował ubierać swoje uczucia w nazwy, to nie miał pojęcia czy mu na niej zależało. Nie miał pojęcia na temat wielu zjawisk, które go dotyczyły. Czy gdyby mu na niej prawdziwie zależało, to nie powinien zagadać do niej wcześniej niż po trzech latach ciszy? Tylko że to samo mógłby powiedzieć o Cainie, a wyczekiwał jego powrotu z Nigdziebądzia jak czegoś, co miało nagle uzdrowić jego dusze po wielu koszmarnych dniach niemal czystej rozpaczy. Może faktycznie mu na niej zależało. Na kimś, kto mu tak miło kibicował i chciał spędzać z nim czas, a nie obserwował go z zaciekawieniem i fascynacją, ale budował wokół siebie bezpieczny dystans. Czuł się przy niej dobrze. Jakby rzeczy, które mówił, nie pochodziły z kosmosu, jakby nie był jakimś dziwnym eksponatem w galerii, tylko... człowiekiem. Takim wartym zaproszenia na piwo i opowiedzenia mu o swoich problemach. Niestety to pozostawiało takie nieprzyjemne uczucie w żołądku - ukłucie znaku zapytania - czy zależało mu na Viorice, czy na tym poczuciu normalności? Idąc za rękę z kimś takim jak Laurent Crow czuł się dobrze, ale to nie miało nic wspólnego z normalnością. Nic w Laurencie nie było normalne, a ich dziwactwa skręcały w zupełnie różne strony.
- Oby. Zasługuje na kogoś, kto będzie dla niej miły i nie będzie się jej wstydził - mruknął. Oczywiście, że projektował na nią własne kompleksy i... heh. Powiedziałby, że zasługiwała też na kogoś, kto ją dobrze zerżnie, ale to wciąż była projekcja własnych potrzeb, a poza tym Laurent nie poznał jej na tyle, aby mógł rzucić takim tekstem. Zwłaszcza po tym jak Cedric zbudował wokół siebie wrażenie osoby niemającej pojęcia gdzie znajduje się łechtaczka.
- Aha.
Zadał to pytanie, ale niekoniecznie miał pomysł na pociągnięcie dalej tej rozmowy. Oddał mu ten koszyk niechętnie, szczególnie po tym co powiedział. Mimo wszystko leciutko pchnął bioderkiem Augustusa i wcisnął się do stanowiska obok, bardzo zawzięty i zmotywowany do tego, żeby z tej loterii wreszcie skorzystać.
- Zaraz wracam. I gdzie to się... ooo... Patrzy pan - zwrócił się do jednego z wiewiórzych bliźniaków - i zdjęcia robi, mam zajebiste szczęście do takich imprez i zawsze wracam do domu z ośmioma parami kapci. Mam nadzieję, że tym razem trafię te rozbierane karty z Lorettą Lestrange. - Zmierzył go jeszcze spojrzeniem, ale nie, z żadnym z tych bliźniaków flirtować nie chciał, ale nawet sympatyczni mu się wydali, więc korzystając z zabawy, czarował ich swoim uśmiechem.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.