21.07.2024, 19:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.07.2024, 19:57 przez Maximilian Addams.)
Ta ulica zawsze była pełna życia, nawet wtedy gdy nie było przesadnego ruchu. Nawet godzina nie grała zbytnio roli. Zwłaszcza we dzień taki jak dzisiaj. Max nie był jakoś specjalnie za świętami, nigdy nie był. Zawsze to sprawiało, że czuł ukłucie zazdrości widząc ludzi ze swoimi rodzinami. Zadowolonych i uśmiechniętych. Co prawda to było irracjonalne, nie powinien się tym specjalnie przejmować w końcu tego w swoim życiu nie zmieni.. Nie sprawi, że za pstryknięciem palców stanie przed nim jego rodzina. Przez lata jednak nauczył się to ignorować. I tak jak dzisiaj mieć gdzieś co się dzieje dookoła. Jak bardzo ludzie kipią radością i ekscytacją z powodu jakiś głupich świąt czy festiwali. Zawsze takowe ignorował i zajmował się zwyczajnie swoim. Tym co miało dla niego znaczenie i mogło sprawić, że nie czuł się tak samotny, chociaż to nie tak, że ten fakt mu przeszkadzał.
Polityka to również nie jego rzecz. Starał się w nią nie mieszać czy nawet specjalnie nie interesował. Jedynie na tyle by wiedzieć co się dookoła dzieje. Nie opowiadał się po żadnej stronie. Nie wybierał mniejszego czy większego zła. Pod tym względem był neutralny i się nie wychylał. Nawet jeśli współpracownicy go podburzali i starali jakkolwiek wywrzeć presję by w końcu się opowiedział po jednej stronie, że będzie łatwiej? - Nie uznawał jednak tej łatwej drogi, bardziej zależało mu na byciu szczerym z samym sobą. Starał się też nie myśleć o kruchości życia. Jak łatwo je przerwać bezpowrotnie. Sam nie miał nic przeciw śmierci i tak nie zostawił by nic po sobie. Nikt by nie zapłakał, nie przyniósł kwiatków na jego grób.. No może Viorica.. Chyba jedna z nielicznych osób, która przedarła się przez twarde serducho Maxa. Zawiązała się między nimi przyjaźń chociaż nie można uznać jej za typową. Mimo wszystko, Addams bardzo ją doceniał. Jedna z niewielu dobrych rzeczy, jakie spotkały go w życiu.
Święto miłości? To było jedno z tych, które przyprawiały go o wymioty. Sprawiały, że miał ochotę się zaszyć w mysiej dziurze byle nie patrzeć na paradujące i całujące się parki. Na młodzików gruchających niczym białe gołąbki na gałęzi, co jedynie tylko sprawiało, że jeszcze bardziej nienawidził swojej własnej osoby. To święto całkowicie skreślał ze swojej listy. Gdyby nie fakt, że miał taki a nie inny plan dnia, zapewne siedziałby teraz w swojej chatce w dolinie Godryka. Z dala od tego zgiełku.
Zwykle nikt się do niego nie odzywał i nie zaczepiał, przynajmniej nie w tej części świata. Inaczej było jednak, gdy był w świecie mugoli, jednak to historia na inny czas. Dlatego nie spodziewał się, że ktokolwiek przejmie się jego stanem i odezwie, zadał to jakże proste i neutralne pytanie, które jednak sprawiło, że na twarzy Addamsa wymalował się szok. Akurat trzymał w zębach kawałek bandaża, który puścił by spojrzeć na chłopaka. Wydawał się być w podobnym wieku. - Po prostu ciężki dzień.. - Faktycznie, jego włosy dalej były oblepione potem i nie tylko one, by cały chłopak był spocony. Nie miał jeszcze okazji wrócić do domu by się ogarnąć. Jego oczy studiowały Laurenta, jakby niedowierzał, że ten może mieć szczere intencje. Zawsze tak było. Zawsze w takich momentach budziła się jego nieufność do innych. Dopiero po tym jak padłu słowa z jego ust, przyjrzał się. Jego nieufność się pogłębiła. Wyglądał jak jeden z tych dla, których czystość krwi ma znaczenie. Jak ktoś z nie jego świata. Ubrany w biel, z włosami ułożonymi, normalnie jak jakaś wielka szycha czy celebryta w porównaniu do niego. Całego w pocie, usmolonego i poranionego, do tego ubranego w jakieś pospolite ciuchy, które niczym go nie wyróżniały. Jedynie co sprawiało, że się wyróżniał to były jego azjatyckie rysy i policzki pokryte piegami. Zwykle faktycznie, zachowywał by się w stylu " Kurwa spierdalaj, nie twój biznes." Dzisiaj jednak nie miał ochoty na jakieś zgrzyty i ewentualną kłótnie na środku tego placu, z kimś kogo raczej nie znał a nawet jeśli niespecjalnie zwrócił na to uwagę, jak względem wielu innych rzeczy czy ludzi.
Zębami rozerwał bandaż, który był lekko za długi i jego resztę wrzucił do torby, wraz z resztą medykamentów, które nie były najwyższych lotów, na nie jednak mógł sobie pozwolić i większości były robione ręcznie, chociaż niekoniecznie przez niego. Dopiero gdy to zrobił spokojnie się uniósł. Gdy tak się stało jego wzrost wyrównał się z tym Laurenta. W tym momencie wyglądali jak dwa przeciwieństwa samych siebie. jeden ten dobrze urodzony a drugi, niczym ktoś wychowany na najniższych szczeblach. - Nie powinno Cię to z resztą interesować. - Wymamrotał swoim niskim i głębokim głosem obrzucając go jeszcze raz spojrzeniem. Co powinien więcej powiedzieć? Jak się zachować? Nie był przyzwyczajony do takich sytuacji, wcale a wcale. Może powinien podziękować ? Chociaż nie prosił się o zainteresowanie?
Polityka to również nie jego rzecz. Starał się w nią nie mieszać czy nawet specjalnie nie interesował. Jedynie na tyle by wiedzieć co się dookoła dzieje. Nie opowiadał się po żadnej stronie. Nie wybierał mniejszego czy większego zła. Pod tym względem był neutralny i się nie wychylał. Nawet jeśli współpracownicy go podburzali i starali jakkolwiek wywrzeć presję by w końcu się opowiedział po jednej stronie, że będzie łatwiej? - Nie uznawał jednak tej łatwej drogi, bardziej zależało mu na byciu szczerym z samym sobą. Starał się też nie myśleć o kruchości życia. Jak łatwo je przerwać bezpowrotnie. Sam nie miał nic przeciw śmierci i tak nie zostawił by nic po sobie. Nikt by nie zapłakał, nie przyniósł kwiatków na jego grób.. No może Viorica.. Chyba jedna z nielicznych osób, która przedarła się przez twarde serducho Maxa. Zawiązała się między nimi przyjaźń chociaż nie można uznać jej za typową. Mimo wszystko, Addams bardzo ją doceniał. Jedna z niewielu dobrych rzeczy, jakie spotkały go w życiu.
Święto miłości? To było jedno z tych, które przyprawiały go o wymioty. Sprawiały, że miał ochotę się zaszyć w mysiej dziurze byle nie patrzeć na paradujące i całujące się parki. Na młodzików gruchających niczym białe gołąbki na gałęzi, co jedynie tylko sprawiało, że jeszcze bardziej nienawidził swojej własnej osoby. To święto całkowicie skreślał ze swojej listy. Gdyby nie fakt, że miał taki a nie inny plan dnia, zapewne siedziałby teraz w swojej chatce w dolinie Godryka. Z dala od tego zgiełku.
Zwykle nikt się do niego nie odzywał i nie zaczepiał, przynajmniej nie w tej części świata. Inaczej było jednak, gdy był w świecie mugoli, jednak to historia na inny czas. Dlatego nie spodziewał się, że ktokolwiek przejmie się jego stanem i odezwie, zadał to jakże proste i neutralne pytanie, które jednak sprawiło, że na twarzy Addamsa wymalował się szok. Akurat trzymał w zębach kawałek bandaża, który puścił by spojrzeć na chłopaka. Wydawał się być w podobnym wieku. - Po prostu ciężki dzień.. - Faktycznie, jego włosy dalej były oblepione potem i nie tylko one, by cały chłopak był spocony. Nie miał jeszcze okazji wrócić do domu by się ogarnąć. Jego oczy studiowały Laurenta, jakby niedowierzał, że ten może mieć szczere intencje. Zawsze tak było. Zawsze w takich momentach budziła się jego nieufność do innych. Dopiero po tym jak padłu słowa z jego ust, przyjrzał się. Jego nieufność się pogłębiła. Wyglądał jak jeden z tych dla, których czystość krwi ma znaczenie. Jak ktoś z nie jego świata. Ubrany w biel, z włosami ułożonymi, normalnie jak jakaś wielka szycha czy celebryta w porównaniu do niego. Całego w pocie, usmolonego i poranionego, do tego ubranego w jakieś pospolite ciuchy, które niczym go nie wyróżniały. Jedynie co sprawiało, że się wyróżniał to były jego azjatyckie rysy i policzki pokryte piegami. Zwykle faktycznie, zachowywał by się w stylu " Kurwa spierdalaj, nie twój biznes." Dzisiaj jednak nie miał ochoty na jakieś zgrzyty i ewentualną kłótnie na środku tego placu, z kimś kogo raczej nie znał a nawet jeśli niespecjalnie zwrócił na to uwagę, jak względem wielu innych rzeczy czy ludzi.
Zębami rozerwał bandaż, który był lekko za długi i jego resztę wrzucił do torby, wraz z resztą medykamentów, które nie były najwyższych lotów, na nie jednak mógł sobie pozwolić i większości były robione ręcznie, chociaż niekoniecznie przez niego. Dopiero gdy to zrobił spokojnie się uniósł. Gdy tak się stało jego wzrost wyrównał się z tym Laurenta. W tym momencie wyglądali jak dwa przeciwieństwa samych siebie. jeden ten dobrze urodzony a drugi, niczym ktoś wychowany na najniższych szczeblach. - Nie powinno Cię to z resztą interesować. - Wymamrotał swoim niskim i głębokim głosem obrzucając go jeszcze raz spojrzeniem. Co powinien więcej powiedzieć? Jak się zachować? Nie był przyzwyczajony do takich sytuacji, wcale a wcale. Może powinien podziękować ? Chociaż nie prosił się o zainteresowanie?