Aaach, kto na co zasługuje, a co nie powinno mu być dane... Najwyraźniej tego dnia, w tej chwili, decydował o tym właśnie Fleamont Bell - osoba o szemranej reputacji i wątpliwej moralności. Hej - przynajmniej był osobą, która nie chciała przekręcać każdego karku. Która chciała kogoś chronić. Więc? Takie złe było złożenie losu co poniektórych w jego dłonie? Gdyby składać te miłosne, jak u ołtarza Afrodyty, wyszłoby z tego wielkie poplątanie. Każdy byłby przynajmniej szczęśliwy? Wątpliwe. Na pewno jednak Flynn mógłby powiedzieć, że każdemu to szczęście próbował dać. Intencje ponoć miały znaczenie w tym świecie i baczyło się na nie. Kto ci dobrze życzy, kto życzy źle. Więc... jakkolwiek "mocno" by nie zależało Flynnowi na tej kobiecie, jakąkolwiek relację mieli, to dobrze jej życzył. O tym, jak wiele przekładał na nią swoich braków, pragnień i innych tego typu rzeczy pojęcia nie miał. Jak zresztą o mnóstwie rzeczy dziejących się w głowie Flynna. Dzisiejszego dnia czarnowłosy wyjątkowo nie chciał mu odpowiadać na wiele pytań, a Laurent wcale nie zamierzał być nadmiernie upierdliwym. Był głównie zniechęcony.
A teraz może po prostu trochę smutny, może zmęczony, może przebodźcowany. I tak jak Flynn dobrze życzył Viorice, tak Laurent życzył dobrze jej, temu uroczemu chłopakowi, Cecilowi i Wronie, która stanęła przy kole i chciała nim kręcić. Życzył mu szczęścia w tej miłości, która nie chciała go widzieć i w tym, żeby mu poleciał coś... coś fajnego. Cokolwiek by sobie nie zażyczył. Blondyn się zastanawiał, jakie prezenty mogłyby go zachwycić, poświęcał temu swoje myśli, a najlepszym i najbardziej wstydliwym było to, co próbował dla niego stworzyć. Czy to miało sens, czy nie - robił to. I być może nigdy mu tego nie da, albo będzie musiało poczekać, bo pochłaniało to dużo czasu, którego czasami było mu aż nadto brak. Aha. Przyjął kota, który wychylił na moment łeb, żeby zobaczyć, co się dzieje i schował go z powrotem w koszulkę. Mógł tylko wzruszyć ramionami, albo nie zrobić nic. Uśmiechnął się zachęcająco.
- Czy w takim razie powinniśmy poszukać jakichś, jeśli żadne ci nie wypadną? - Kapcie, się znaczy. Tradycji w końcu miało stać się zadość. Z ciekawością spoglądał na kolejne rzeczy, które kończyły w dłoniach Flynna. - Poczekaj... mam parę biletów, więc możesz zrobić kilka losowań, jeśli chcesz. - Jeśli sprawiało mu to frajdę... Laurent wszedł z tym kotem do tego koła i albo podał bileciki, żeby to Flynn zakręcił za niego, albo wymienił się z nim miejscami - i zakręcił sam.