- Co ja bym bez ciebie zrobiła. - Powiedziała całkiem lekko zważając na to, co zasugerował jej Stanley. Może faktycznie powinna nieco bardziej sprawdzać swoich pracodawców. Kto właściwie wiedział, jakie miał zamiary wobec niej ten stary dziad. Może za bardzo ufała ludziom? Nie dało się ukryć, że raczej nie doszukiwała się w nich zła. Była nieco naiwna i łatwowierna, zważając na to, że raczej średnio potrafiła się bronić może powinna być bardziej ostrożna. Wiłe umiejętności mogą nie wystarczyć, aby sobie kogoś podporządkować, a tak naprawdę to był jedyny dar jaki posiadała, poza tym raczej nie należała do wybitnych czarownic. Była przecież artystką, delikatną i kruchą. Łatwo było ją skrzywdzić. Dobrze, że Stanley po raz kolejny otworzył jej oczy. Miała szczęście, że trwał przy niej od tylu lat i ją wspierał.
- Nie wiem, czy te sztuczki by wystarczyły. - Mało kto potrafił się oprzeć jej ukrytym talentom, ale zdawała sobie sprawę, że niektórzy czarodzieje mieli swoje metody i na nich nie mogła korzystać ze swojego daru. Kto wiedział, jakie sztuczki mógł znać ten stary typ. Powinna być ostrożniejsza, tak, teraz już na pewno będzie.
- Nie masz mnie za co przepraszać. - Przecież nic takiego się nie stało. Każdy czasem wpadał w melancholię, nie musiał się z tego powodu tłumaczyć.
Dostrzegła rękę, którą wyciągnął w jej kierunku, zeskoczyła ze stołu i złapała go za nią. - Faktycznie aura tego miejsca nie jest najlepsza, świetny pomysł, chodźmy do mnie. - Nie miała pojęcia, że nie chodzi tu tylko i wyłącznie o jej szefa. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że Borgin był poszukiwany, że nie pracował już w BUMie, że jego życie tak bardzo się zmieniło. Nie dzielił się z nią swoimi tajemnicami, także niczego nieświadoma wyszła z nim stąd i udali się do jej mieszkania. Chcąc nie chcąc chyba ukrywała u siebie przestępcę, przynajmniej przez chwilę.