10.01.2023, 01:40 ✶
Nie lubił, gdy ktoś traktował go protekcjonalnie, a właśnie to - mimo wszystko - wyczuwał z wypowiedzi oraz nastawienia swojego rozmówcy. Ciemne oczy Sauriela błądziły chwile po pomieszczeniu, jakby sam mężczyzna sprawdzał, czy na pewno nie są sami. Dopiero teraz dotarło do Charlesa, że są w domu, gdzie każdy tak naprawdę może ukrywać się w cieniu, słuchać, a potem wyjść z niego w odpowiednim dla siebie momencie. Nie przestraszył się, przynajmniej nie wizją konsekwencji dla siebie. Gdyby to od niego zależało już dawno wykrzyczałby to, co uważa ojcu, głowie rodu czy komu trzeba było, ale wiedział, że wyrzuceniem za próg by się to nie skończyło, zdawał sobie sprawę, że Fineas potrzebował jakiejś podpory, nawet tak niestabilnej. Tylko dlatego wciąż nie zapakował ostatnich rzeczy i nie wyniósł się z tego teatrzyku, bo czuł, że starszy brat go potrzebował, a wizja opuszczenia go, zostawienia za sobą przyjemnych wspomnień z Devonu go przerastało. Charlie, mimo wejścia w 20 rok życia pare miesięcy temu, wciąż chciał zostać dzieckiem, chłopcem, nie ponosić odpowiedzialności, nie dźwigać jej na barkach, bo nie uważał, że powinni. Oczywiście nie chodziło tutaj o sprzątanie po sobie, wychodzenie do pracy, czy tak trywialne czynności - żadne z nich, pomimo różnicy wieku, nie powinno było być zmuszane do tego, aby taszczyć brzemię niezrozumienia, brzemię poświęcania się dla rodziny, w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu. Charles żałował ich wszystkich - matki, ojca, rodziców Sauriela i jego samego poniekąd też, nie rozumiał przymusu jakim się kierowali, ten był dla niego tylko tradycją, zakurzoną pamiątką, którą można było zostawić na strychu, wspominać o niech w księgach, nie zapominać o istnieniu, ale nie używać na codzień, nie szczycić się nią w rozmowach, nawet jeżeli tylko z najbliższymi i tymi, którzy podobne, zakurzone pamiątki posiadali.
- Kurna, przecież wiesz, że nie o to mi chodzi, sarkastyczny gałganie - wciąż filtrował słowa, bo po pierwszej wypowiedzi Sauriela zauważył, ze ten szukał zaczepki, to samo zresztą po jego kolejny gestach i ruchach, przynajmniej tak mu się wydawało, tak mu podpowiadała intuicja, więc Rookwood jej ufał.
- Byłoby mi łatwiej mówić ciszej gdybyś traktował to, co mówię poważnie. - sarknął tylko, przygryzając policzek, bo był na skraju wytrzymałości, miał wrażenie, że zirytowanie dosięgnęło swojego limitu, zmarszczył brwi ponownie, ale musiał przyznać, że niczego dobrego nie wskóra wykrzykując te rzeczy tutaj. Fakt, faktem chciał z Finem porozmawiać na spokojnie, wyciągnąć go z domu i dopiero wtedy kontynuować, ale sytuacja, w jakiej się znalazł i fakt, ze nie stanął w cztery oczy z bratem, a z kimś całkiem innym, wyprowadził go z równowagi, w której i tak już ledwo się trzymał.
- Chce ten problem rozwiązać, najlepiej raz na zawsze. Nie rozumiem po co tu siedzisz, skoro jest taki spierdolony. Jaki jest sens lgnąć do czegoś, co widocznie cię zabija? Im dłużej tu jesteś tym większym spierdoleniem przesiąkasz, tak to chyba działa, nie? - nie miał zamiaru się wycofać, ale nie mówił już tak głośno i dobitnie, zszedł z tonu, tylko po to, aby nie wzbudzać niepotrzebnego zainteresowania, jakby ktoś akurat przechodził obok pokoju.
- A skoro tak cię rozbawiło to, co mówiłem to może przedstawisz mi swoją opinię na temat tego wydrukowanego gniota, co? To się razem pośmiejemy. - rzucił drugiemu mężczyźnie odłożoną przed chwilą na szafkę gazetę, fakt była pognieciona i lekko podarta, ale dało się spokojnie rozczytać artykuł na okładce, który był zwieńczony charakterystycznymi, ruszającym się fotografiami.
Charles chciał być brany na poważnie, miał dużo przemyśleń, też sporo rzeczy widział w pracy, ale gdy słowa wypuszczały jego usta to albo brzmiał jakby się nad sobą użalał, albo jak chłopak ze szkoły, który zawsze skręciłby ci blanta, a dokuczającego ci gnojka pobił za garażami, nic pomiędzy. Zazdrościł Saurielowi wyrachowania w sarkazmie oraz tak dobrze wyważonych odpowiedzi.
- Kurna, przecież wiesz, że nie o to mi chodzi, sarkastyczny gałganie - wciąż filtrował słowa, bo po pierwszej wypowiedzi Sauriela zauważył, ze ten szukał zaczepki, to samo zresztą po jego kolejny gestach i ruchach, przynajmniej tak mu się wydawało, tak mu podpowiadała intuicja, więc Rookwood jej ufał.
- Byłoby mi łatwiej mówić ciszej gdybyś traktował to, co mówię poważnie. - sarknął tylko, przygryzając policzek, bo był na skraju wytrzymałości, miał wrażenie, że zirytowanie dosięgnęło swojego limitu, zmarszczył brwi ponownie, ale musiał przyznać, że niczego dobrego nie wskóra wykrzykując te rzeczy tutaj. Fakt, faktem chciał z Finem porozmawiać na spokojnie, wyciągnąć go z domu i dopiero wtedy kontynuować, ale sytuacja, w jakiej się znalazł i fakt, ze nie stanął w cztery oczy z bratem, a z kimś całkiem innym, wyprowadził go z równowagi, w której i tak już ledwo się trzymał.
- Chce ten problem rozwiązać, najlepiej raz na zawsze. Nie rozumiem po co tu siedzisz, skoro jest taki spierdolony. Jaki jest sens lgnąć do czegoś, co widocznie cię zabija? Im dłużej tu jesteś tym większym spierdoleniem przesiąkasz, tak to chyba działa, nie? - nie miał zamiaru się wycofać, ale nie mówił już tak głośno i dobitnie, zszedł z tonu, tylko po to, aby nie wzbudzać niepotrzebnego zainteresowania, jakby ktoś akurat przechodził obok pokoju.
- A skoro tak cię rozbawiło to, co mówiłem to może przedstawisz mi swoją opinię na temat tego wydrukowanego gniota, co? To się razem pośmiejemy. - rzucił drugiemu mężczyźnie odłożoną przed chwilą na szafkę gazetę, fakt była pognieciona i lekko podarta, ale dało się spokojnie rozczytać artykuł na okładce, który był zwieńczony charakterystycznymi, ruszającym się fotografiami.
Charles chciał być brany na poważnie, miał dużo przemyśleń, też sporo rzeczy widział w pracy, ale gdy słowa wypuszczały jego usta to albo brzmiał jakby się nad sobą użalał, albo jak chłopak ze szkoły, który zawsze skręciłby ci blanta, a dokuczającego ci gnojka pobił za garażami, nic pomiędzy. Zazdrościł Saurielowi wyrachowania w sarkazmie oraz tak dobrze wyważonych odpowiedzi.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you