Miała świadomość, że Lou skontaktował się z nią z jakiegoś powodu, wspominał o tym przecież w liście. Jak zawsze jednak wykazał zainteresowanie tym, jak się czuje. Był bystry, nic mu nie umykało, więc dostrzegł, że coś jest z nią nie tak. Nie miała problemu, żeby podzielić się z nim tym, co ją kłopotało. Akurat jemu ufała, wiedziała, że nie da jej zrobić krzywdy, że może powiedzieć mu wszystko. Może aż nadto wierzyła w jego dobre intencje, ale był jedną z nielicznych osób które traktowała w ten sposób. Miała wrażenie, że on też wiedział, że może przyjść do niej ze wszystkim, zawsze była gotowa go wspierać. Nie działo się tak dlatego, że byli rodziną, w końcu jej familia była całkiem spora, niewiele osób miało takie specjalne miejsce w jej czarnym serduszku.
Nie miała pojęcia po co był mu ten naszyjnik. Nie wiedziała komu chce go wręczyć, nie obchodziło jej to zbytnio. Skoro Lou potrzebował, aby go przeklęła, to zamierzała to zrobić. Nie musiała wiedzieć nic więcej. Istotne było tylko i wyłącznie to, że kuzyn tego potrzebował.
Panna Black nie zwlekała, bardzo szybko wzięła się do roboty. Skupiła na tym swoją całą złość, aby klątwa była jak najbardziej uciążliwa. Oczywiście udało jej się osiągnąć cel, bardzo szybko. Nie, żeby ją to zaskoczyło, była pewna, że dokładnie tak będzie. Kiedy dokonała swojego dzieła uśmiechnęła się od ucha do ucha. Była zadowolona z tego co osiągnęła, miała pewność, że będzie on działał dokładnie tak, jak chciał Louvain.
Trixie była prymuską, nie da się tego nie zauważyć, zawsze wszystko musiała robić najlepiej jak tylko potrafiła, tak, aby efekt końcowy był bliski ideału.
Usłyszała jego głos znad swojego ramienia. Cieszyło ją to, że był z niej dumny. Nie wiedzieć czemu zależało jej na jego uznaniu, nie chciała go zawieść, miała nadzieję, że zawsze będzie jej się udawało spełniać oczekiwania starszego kuzyna.
W powietrzu można było wyczuć zapach czarnej magii, z początku trochę drażnił Bellę, z czasem jednak kiedy zaczęła jej więcej praktykować zaczął być jedną z jej ulubionych woni. Przymknęła na moment oczy i zaciągnęła się nim głęboko. Było jej bardzo przyjemnie.
Poczuła jego oddech na swoim karku, znajdował się bardzo blisko niej nie widziała w tym jednak nic złego. Mogli razem napawać się tą chwilą, sukcesem, który osiągnęli. Kiedy dotknął rękoma jej bioder po jej ciele przeszedł dreszcz, nie spodziewała się podobnych gestów z jego strony. Odwrócił ją do siebie i pocałował. Był to naprawdę ciekawy sposób na świętowanie tego sukcesu. Odwzajemniła jego pocałunek, chociaż nigdy nie zakładała, że w ogóle kiedykolwiek do niego dojdzie. Dała się ponieść tej krótkiej chwili.
Nie wydawało jej się, żeby to było coś złego. Czyż wszyscy czystokrwiści nie zachowywali się podobnie?
- Nie przejmuj się. - Nie było w niej wstydu, najwyraźniej i ona nie uważała, żeby w tej krótkiej chwili zapomnienia na którą sobie pozwolili wypadało doszukiwać się czegoś, czego nie powinni robić. Byli przecież dorośli, a to był tylko i wyłącznie jeden, zupełnie niewinny pocałunek.
Na jej ustach malował się uśmiech, nawet kiedy dotykał ich swoimi palcami. Nie odsunęła się od niego na krok, ale nie uważała, żeby był sens komentować to, co między nimi zaszło.
- Dziękuję, twoje słowa to miód na moje serce. - Nigdy nie szczędził jej komplementów, naprawdę doceniała to, że zawsze może liczyć na to, że ją doceni.
Udało jej się wykonać zadanie, które jej zlecił, więc czas najwyższy opuścić te miejsce, bo jeszcze ktoś zacznie się o nią niepokoić. - Dziękuję za wszystko i powodzenia. - Z tym naszyjnikiem, miała nadzieję, że bardzo dobrze spełni swoje zadanie. Później odwróciła się na pięcie i ruszyła do wyjścia.