• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony

[01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#12
21.07.2024, 22:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2024, 07:43 przez Anthony Shafiq.)  

Jakoś przetrwał kolejne pokpiwania z powodu swojej obecności na Lammas. Z każdym krokiem, z każdym słowem przeszkadzały mu coraz mniej, jakby zmęczony pobudką przed świtem umysł zwyczajnie odpuszczał, niczym noga mocno pozostawiona w przeproście, aby rozluźnić skurcz. Anthony był dumny, mimo pozy jaką starał się prezentować na zewnątrz: skrupulatnie odmierzanego poziomu dziwactw i ekstrawagancji, które oferował światu. Z jednej strony sprzyjała temu potrzeba ocieplenia wizerunku, ale bardziej nawet zależało mu na sprawianiu pozoru nieco śmiesznego, absolutnie niegroźnego, mało istotnego pionka. Duma musiała się przy tym chować, ustępując miejsca oportunizmowi. Tymczasem w rozmowach z bliskimi, wbrew pozorom dość łatwo było go urazić. Wieloletnim przyjaźniom wybaczał więcej, krótkochwilnym znajomościom mniej. Słowa Erika bodły go przez większość ich interakcji na kiermaszu, bodły go i teraz, ale cierpliwie czekał, po prostu czekał aż usłyszy to co chciał usłyszeć.

Skinął głową, uśmiechając się łagodnie na znak, że godzina mu pasuje. Per astera ad astra, tak właściwe dosłownie, gdy przemierzali las, by - być może, bardzo na to liczył - pooglądać wspólnie gwiazdy. Tak właściwe metaforycznie, gdy spanikowany umysł wypatrywał oznak lekceważenia i niechęci, gdy humor miał być zapewne tylko błyszczącą posypką poczucia bezpieczeństwa, w którym można było sobie dogryzać bez obaw, że rdzeń znajomości jest inny, niż wzajemny szacunek. Trzecia lub czwarta wypaliły się wewnątrz czaszki, i bardzo dużo energii musiał poświęcić dyplomata na to, by osadzić się w obecnej chwili, miast oddać fantazji na temat jutrzejszego obiadu. Kolejna godzina skradziona w zapchanym kalendarzu napawała go większym zadowoleniem niż dopełnienie kolekcji rubinowych smoków, których Tahira musiała szukać po całym globie.

Insynuacje o przebieraniu się rozbawiły go do tego stopnia, że roześmiał się otwarcie i szczerze, aż część ptactwa spłoszona wzleciała ku niebu. Dopiero zwątpił czy był to żart, gdy zobaczył minę swojego rozmówcy, choć miał w pamięci, że ten droczenie uważa za dyscyplinę w olimpijską w której obowiązkowo wypadałoby stanąć chociaż na podium, a najlepiej sięgnąć po złoto.
– Mój drogi...– podjął z emfazą, nie hamując własnego uśmiechu i iskier w stalowych oczach – Współorganizator wspólnie organizuje. To oznacza, że decydujemy czy ktoś ma się przebrać za kota, kto to ma być, za ile i na jak długo, a potem zatrudniamy go i pilnujemy aby dopełnił swoich wobec gości obowiązków, ewentualnie dając mu premię lub zapisując na czarną listę osób, które nigdy więcej nie będą prezentować swojego kociego futra publicznie w naszej obecności. – Zachował uśmiech, nie odpowiadając na wzmiankę o licytacji. To byłoby bardzo odważne albo głupie zakładać, że Anthony chciałby się Erikiem z kimkolwiek dzielić. Gdy dowiedział się o tym incydencie, który odbył się na wiosnę, kiedy nie było go w kraju, cieszył się niesamowicie, że ominęła go ta wątpliwa rozrywka. Nie był bowiem pewien własnej reakcji - czy wyszedłby w pierwszych chwilach ogłoszonej licytacji śmiertelnie obrażony faktem, że jego ulubiony pan Detektyw traktowany jest jak mięso, czy pozostałby i wziął udział w tej chorej grze, doprowadzając do tego, że jego apartament przy Alei Horyzontalnej poszedłby pod młotek.

◀▶

Nie wiedział do końca jak się za to zabrać, więc na próbę stworzył złocistą żyłkę, którą - podobnie jak przerażające monstrum w ogrodzie Abbotów - zamierzał potraktować mniej groźne łodyżki chwastów. Nie był jednak zadowolony z efektu. Raz, że nie wyszło mu to dostatecznie równo, dwa że ścięte rośliny owszem położyły się grzecznie, ale to co pozostało, to co wciąż wystawało z ziemi było twardsze niż pierwotny chwast. Shafiq mgliście przeczuwał, że położenie na tym koca nie wystarczy by te roślinne diabelstwa punktowo nie wbijały się w pośladki i uda. Podrapał się po głowie zafrapowany całą sytuacją i wyzwaniem, które przedstawił przed nim los. A jeszcze Erik zaczął marudzić na to, że nie będzie rąbał drew. Jego niedoczekanie.

– Niestety, musi Ci wystarczyć podziwianie mojego naturalnego talentu łuczniczego – czy może tego, że byłem w stanie w ogóle napiąć tę cholerną cięciwę dodał w myślach, na drugim torze myśli wciąż analizując dostępne rozwiązania przygotowania dla nich miejsca. W końcu zdecydował ukształtować dość spory magiczny koc, który był przy okazji bardzo, bardzo ciężki. Uznał, że odpowiednio sprasuje rośliny nakłaniając je do współpracy, jednocześnie nie powodując bolesnego buntu ściętych głów. Zupełnie jak podatki...
– Sądzę, że wykorzystałem już swoje szczęście na dziś, jeśli chodzi o obsługę morderczych narzędzi przymusu bezpośredniego i albo bym nie trafiał w drewno, albo co gorsza trafiałbym w siebie. Może i zabrałem coś do jedzenia, ale opatrunków nie noszę w tej torbie. – pokrzykiwał z zewnątrz, wciąż nie wchodząc do miejsca, które pachniało tak, a nie inaczej.

To jednak miało się zmienić...
Przez ostatnie dni, konkretnie od momentu, gdy Erik opuścił jego dom, Anthony zastanawiał się, czy gdyby zaprosił go na tę osławioną randkę sześć lat temu, zaraz po powrocie z Włoch, czy to wszystko też poszłoby tak zaskakująco gładko. Patrzył teraz przez otwarte na oścież drzwi, patrzył na jego uśmiechniętą twarz, na ufnie wyciągniętą znów dłoń zachęcającą do wspólnej modlitwy i widział w tym odpowiedź tak, jak wróżbici widzą odpowiedź w migoczących ciałach niebieskich oddalonych setki tysiące kilometrów od ziemi.

Sześć lat temu nie przyjąłby zaproszenia do zapuszczonej chaty w górach.

Pięć lat temu stojąc na przystanku, kazałby się teleportować bezpośrednio pod drzwi, a potem widząc ten obraz nędzy i rozpaczy, bez słowa powróciłby znów teleportacją do Little Hangleton, myśląc mocno nad swoimi preferencjami i wyborami życiowymi.

Cztery lata temu wyśmiałby Erika, punktując brak szacunku, brak warunków, czy też brak jakiegokolwiek sensu ich obecności tutaj.

Trzy lata temu zalecił metodycznie posprzątanie, zaproponował delegowanie do tej czynności własnego skrzata domowego (skoro wasz wyraźnie nie domaga) i oczekiwałby drugiego zaproszenia, gdy wszystko będzie uporządkowane.

Dwa lata temu zatrzymałby się w progu, odpalając w milczeniu papierosa. Poczekałby, aż Erik zrobi to co ma do zrobienia, a potem zabrał go w jakieś przyjemniejsze miejsce, jakim była chociażby Prowanska winnica.

Rok temu...oddałby pół swojego majątku, by spędzić z Erikiem choć jeden wieczór więcej.

Czas nadał mu perspektywę, a tęsknota szarpiąca jego sercem od chwili odmowy wspólnego wyjazdu... cóż, ostatnie tygodnie, po nieudanej próbie odzyskania tego kontaktu, były tylko destylatem miesięcy, w czasie których udawał, że może normalnie funkcjonować bez odliczania do ich kolejnej wyprawy, bez szczypty ekscytacji wobec pytań: cóż zachwyci młodego kochanka, a co sprawi, że znów będzie kręcić nosem i grymasić na smakołyki i rozrywki podtykane mu jedna po drugiej. Czas dobitnie uświadomił mu, jak wiele znaczyła dla niego ta relacja i jak wiele znaczy teraz, gdy przekraczał próg starej, zapomnianej przez wszystkich małej chaty.

Erik życzył im wspólnego nieba, a Anthony zachłysnął się myślą o tym, że właśnie tak mogłoby ono wyglądać. W miejscu, gdzie nie musieliby szarpać się z życiem, z wojną, z maskami przyrośniętymi do twarzy. W miejscu gdzie największym problemem byłaby licytacja o to, kto dziś narąbie drwa i czy Erik koniecznie musi mieć do tej aktywności założoną koszulkę. W miejscu, w którym przy drwach trzaskających w kominku i przy kieliszku wykwintnego hiszpańskiego wina (Tak kochany, nie zawsze trzeba pić słodkie czerwone, ale nie martw się, znam dobry sposób, by umilić Ci degustację mojego dzisiejszego wyboru...), mogliby razem czytać. On mógłby jemu czytać coś, po co Erik nigdy nie sięgnąłby z własnej, nieprzymuszonej woli. Mógłby opowiadać mu o kontekstach, nawiązaniach, o przenikaniu się dzieł. Opowiadać o opowieściach, które w ten sposób zachowywały swoją żywotność, o ich sensie dla społeczeństwa, o informacjach, które przemycały, podtekstach, których nie było widać na pierwszy rzut oka. Mógłby też po prostu milczeć, patrząc w dogasający żar, zasłuchany w miarowy oddech wtulonego w niego ufnie mężczyzny. Nie potrzebowaliby chmur, nie potrzebowaliby lir...

Oczy zeszkliły mu się, nawet jeśli cyniczna część umysłu podpowiadała - całkiem słusznie - że to nie jest prawdziwe życie, że rychło znudziłoby się im tkwienie w oderwaniu od przyjaciół i wyzwań, od trudności, które przezwyciężone dają prawdziwą satysfakcję i szczęście. Jak teraz. Jak uczucie rozlewającej się ulgi w miejsce bólu osamotnienia. Nikt nigdy bowiem prawdziwie nie doceni wody, kto nie umierał z pragnienia.

Podszedł do niego w ciszy. Ostrożnie. Tak aby niczego nie dotknąć. Swoją torbę pozostawił na zewnątrz, na magicznym kocu tak, aby nie ubrudzić jej miękką kołdrą zapomnienia otulającą wnętrze budynku. Spojrzał na chleb i zioła, spojrzał na świecę i odetchnął płytko, czując wibrującą podniosłość tego momentu. Nigdy nie był człowiekiem religijnym, wiarę uważając za opium pomagające sterować ogłupionym liczebnością tłumem. Nigdy się nie modlił, wierząc w siłę intelektu i kontroli, mądrości starożytnich i odpowiednio zbudowaną siatkę wzajemnych zależności i przysług, po których spłatę można było w godzinie kryzysu przyjść. Ale teraz jego serce przepełniała wdzięczność, zaś modlitwa zdawała się adekwatną drogą, by dać jej upust. Stanął na przeciwko Erika, po drugiej stronie kuchennego stołu, czekając na ten moment skupienia, na tę chwilę, gdy myśli obu zaczną płynąć ku Księżycowej Pani.

– Dziękuję Ci Matko za to, że choć księżycowym blaskiem winnaś odganiać wilki od domostw, to oświetliłaś jednemu ze swych dzieci drogę wprost do mojego ogrodu. Dziękuję Ci Matko za drugie szanse, które kładziesz u naszych stóp, nas błądzących pośród mgieł codzienności. Dziękuję Ci za to, że błogosławisz nawet wtedy, gdy nikt Cię o to nie prosi – oddawał swoje myśli, oddawał swoje radości, mając wrażenie, że na ołtarzu ofiarnym być może lepsze to nawet będzie niż krew, którą utoczył o poranku, gdy okadził już dymem świecy własny dom. I choć mało w tym było konwenowej formuły, mało szaleństwa charyzmatyków, to czuł że nigdy jeszcze nie przyszło mu modlić się tak szczerze, jak o zmierzchu w małej chacie, która ledwie mogła pomieścić jego szczęście płynące z tego, że mógł się w niej znaleźć.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (7578), Erik Longbottom (5216)




Wiadomości w tym wątku
[01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Erik Longbottom - 19.06.2024, 17:16
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Anthony Shafiq - 20.06.2024, 11:02
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Anthony Shafiq - 22.06.2024, 12:30
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Erik Longbottom - 21.06.2024, 18:12
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Erik Longbottom - 02.07.2024, 00:24
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Anthony Shafiq - 08.07.2024, 23:02
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Erik Longbottom - 16.07.2024, 00:31
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Anthony Shafiq - 16.07.2024, 11:32
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Anthony Shafiq - 19.07.2024, 10:56
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Erik Longbottom - 18.07.2024, 23:20
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Erik Longbottom - 21.07.2024, 00:26
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Anthony Shafiq - 21.07.2024, 22:20
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Anthony Shafiq - 25.07.2024, 13:58
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Erik Longbottom - 25.07.2024, 02:12
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Erik Longbottom - 25.07.2024, 23:55
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Anthony Shafiq - 26.07.2024, 09:33
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Erik Longbottom - 26.07.2024, 14:25

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa