Pejzaże zawsze były jej konikiem. Uwielbiała przenosić na płótno to, co udało jej się zobaczyć. Bywała w różnych pięknych miejscach, natura zawsze najbardziej ją inspirowała. Nie miała pojęcia jak to możliwe, że świat jest taki piękny, sam z siebie, bez żadnej, ludzkiej interwencji. Wręcz przeciwnie, kiedy ludzie za bardzo interesowali się przyrodą to zaczynali ją psuć. Popularyzowali te najpiękniejsze miejsca, a później niszczyli, jakby były nic nie warte. Nie umiała tego zrozumieć, jakby nie można było zostawić natury samej sobie, tylko trzeba było ją niszczyć.
Często spacerowała w różne, dziwne miejsca, aby nieco się zainspirować. Uwielbiała morze, miała jedną swoją ukochaną plażę, którą zdążyła nawet pokazać Stanley'owi. O nim również myślała, kiedy malowała. Właściwie ostatnio stał się jej jedyną bliską osobą, to on o nią dbał, doglądał jej. Wiedziała, że ostatnio nie ma dla niej zbyt wiele czasu, bo był bardzo zapracowany, jednak trochę brakowało jej jego obecności. Oczywiście nie zamierzała go o tym informować, nie chciała niepotrzebnie zabiegać o jego uwagę, miała świadomość, że pojawiły się inne priorytety, praca też była bardzo ważna, szczególnie kiedy chciał się wspinać po ścieżkach kariery. Wspominał o tym kursie aurorskim od lat, już był przecież bliski ukończenia go, tylko, że zmarła jego matka. Wreszcie miał czas, aby ponownie się tym zająć. Była z niego dumna, że chciał się rozwijać i wspinać po szczeblach kariery, szkoda tylko, że kosztowało to ich wspólny czas. Kiedyś na pewno się to zmieni.
Stella wprowadziła Brennę, bo mieszkała tutaj sama. Wyglądała zwyczajnie, ubrana jak zawsze w pastelową sukienkę, można było zauważyć na jej twarzy zmęczenie. Zapewne pracowała nad swoimi dziełami całą noc. Tak to już z nią bywało kiedy wpadała w swój twórczy ciąg. Wprowadziła pannę Longbottom do swojego salonu, który był całkiem spory, ale mocno zagracony. Wszędzie stały obrazy, a na środku znajdowała się sztaluga na której można było zauważyć kolejne dzieło, które tworzyła.
- Są gotowe, oczywiście jeśli je zaakceptujesz. - Jeśli cokolwiek nie spodoba się Brennie to weźmie się za poprawki. Zależało jej na tym, aby klienci wychodzili od niej zadowoleni. Wiedziała, że jej obrazy są wyjątkowe, dzięki temu, co nauczył ją ojciec. Mało kto potrafił tworzyć takie dzieła, w które można było wejść. Miała świadomość, że mogą się przydawać w różnych sytuacjach, chętnie więc tworzyła je dla innych.
- Te dwa, są dla ciebie, chodź. - Zachęciła Brennę ruchem ręki, aby udała się za nią. W kącie mogła dostrzec dwa obrazy, jeden z nich przypominał Dolinę Godryka, na jego środku znajdował się dom z drzwiami, które można było otworzyć, leśna chatka, nic nadzwyczajnego, nie rzucał się specjalnie w oczy i nie był za bardzo kontrowersyjny. Drugim dziełem, które przygotowała dla Longbottom była chatka na plaży, w tle znajdowało się może, domek znajdował się z prawej strony obrazu, jego drzwi również można było otworzyć. - Co myślisz, czy są odpowiednie? - Spoglądała na kobietę z zaciekawieniem, miała nadzieję, że te obrazy będą tym, czego potrzebowała.