10.08.2024, 19:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.08.2024, 20:59 przez Vakel Dolohov.)
- Nie odnieś wrażenia, jakbym na siłę chciał wyszarpać cię z bycia utwierdzoną w byciu tak blisko spotkania z bogiem, to jest bardziej moja fascynacja tematem pchająca mnie do zadawania pytań, ale ileż ja widziałem w życiu rzeczy, których nie powinienem widzieć... Nosisz w sobie wspomnienia innych osób, najpewniej przez napełnienie się energią należącą do nich, dlaczego nie mogłaś doświadczyć zetknięcia z energią, która manifestowała się taki sposób? Nabierała kształtów, jakie my ludzie możemy łatwo zrozumieć? Z jakiegoś powodu to zawsze jest człowiek. Wszędzie doszukujemy się ludzkich twarzy. W plamach, w cieniu widzianym kącikiem zmęczonego oka. Tak, to jest ta koncepcja, która zawsze przyciąga moją uwagę. - Bo boskość od zawsze była tak bliska jego sercu. Lubił nazywać się bogiem, być bogiem, doszukiwał się w tym pragnieniu ludzi do postrzegania bogów przez pryzmat ludzkich zachowań i nadawaniu im ludzkiego wyglądu inspiracji do tego, kim mógłby się stać. I jasne, u podłoży tego wszystkiego leżał narcyzm, ale też... samotność. Nie mogła się oprzeć, bo to jej obowiązek. Zupełnie jak Peregrin niepotrafiący porzucić swojego stanowiska nawet wtedy, kiedy wykraczało to poza zakres jego obowiązków. Bycie dla kogoś tak istotnym, że szalał - jego substytut miłości.
- To, w jaki sposób działają nasze ciała jest według mugolskich teoretyków wynikiem ewolucji. Zawsze lubiłem sobie wyobrażać, że wykształciliśmy zdolność przyjmowania i oddawania energii nie bez powodu. To jest zakodowane w tym jak działamy. Jednym z najprostszych zaklęć nekromanckich jest to polegające na przekazywaniu energii. Nasze ciała potrafią ją zarówno z siebie wyciągać, jak i ją odbierać. Przyjmować jako swoją i wydłużać własne życie. - Z ciężkim sercem musiał przyznać, że Victoria Lestrange zadawała dobre pytania. Sprzeczne ze zbudowanym przez niego obrazem świata, ale on tego obrazu nie bronił, nie tej części. Bo ta część, której prawdziwość kobieta podważała znakami zapytania, nie dotyczyła bezpośrednio osoby. Pytania, nawet złe, nietrafnie sformułowane, przesiąknięte emocjami, Dolohov uważał za naturalną kolej rzeczy i coś nieuniknionego, jeżeli chcieliśmy się rozwijać.
- Nie jesteś.
Pokręcił głową.
- Oczywiście. Widziałem fragment tego, co ma się wydarzyć jeszcze przed sabatem, to nie mogą więc być sprawy nieprzewidywalne. - To mówiąc, sięgnął do szuflady, w której trzymał koszyk z klejnotami i kartami. - Nie jesteś zimna jak trup. - Wrócił do poprzedniego tematu, odsuwając koszyk i zabierając się za tasowanie idealnie zachowanej, chociaż leciwej już talii. - One są zimne, bo nie płynie w nich krew, ale jakoś nie słyszałem, żeby zionęły zimnem podobnym do twojego. - Więc nie była zimna jak trup.
- W takich sytuacjach najłatwiej zaczynać od ogólników, od tego więc zacznę. Spróbuj otworzyć się na to, nawet jeżeli twój umysł to twierdza.
Przy wyborze pierwszej z kart kazał jej pomyśleć o tym, co wydarzyło się na sabacie. O emocjach, jakie wtedy jej towarzyszyły. Środkowa karta miała być obrazem teraźniejszości, a dopiero trzecia - przyszłości, która zapewne najbardziej ją interesowała.
- Sąd jest przedostatnią z kart Wielkich Arkanów i odpowiada za sytuację, w której pojawia się więcej niż jedno rozwiązanie. Znajdowałaś się w scenie, w której dalsze losy tego, na czym ci zależy zależały od twojego wyboru. Karty w rozkładnie mogą zostać wybrane w pozycji prostej lub odwróconej, twoja jest prosta Victorio, w moim odczuciu nie ma tu mowy o regresji ani poważnym błędzie. Cokolwiek się wydarzyło, poszłaś dobrą ścieżką, a wielkie dzieło, do którego prowadzi, chyli się ku końcowi. Karty mówią ci, żebyś pogodziła się z danym ci i zaakceptowała los będący konsekwencją twoich decyzji, jednocześnie zapowiada, że postawił wtedy kropkę, po której nadal toczą się kolejne zadania.
Król Mieczy to bezduszny władca swojego dworu i zwykle widuję go wtedy, kiedy nad osobą zadającą pytanie wisi ciężar jej rodziny, najczęściej ojca. Wiesz dobrze, jakie pytanie mógłbym zadać ci, prawda? - O Lorda Voldemorta. Nie zadał go, bo był zbyt zapatrzony w siebie, aby uznać, że przywódca rebeliantów wysłałby po te odpowiedzi kogoś innego. - Uważam, że ta Arkana pojawiła się w tym rozkładzie ze względu na nabytą przez ciebie duchowość. Z tej perspektywy nabiera najprzychylniejszego dla ciebie znaczenia zdobywania nowej wiedzy i pogłębiania jej, chęci pójścia naprzód. Ta karta w przeciwieństwie do ciebie jest gorąca jak ogień i parzy swoją energią, ale ona nie sparzy cię, a jedynie rozgrzeje twoją duszę.
Przyszłość...
Przesunął palcami kartę Gwiazdy. Ze wszystkich dotychczasowych wydawała się najmniej oczywista. Naga kobieta zaglądająca w taflę wody, pochylająca się nad stawem, w którym nie odbijała się żadna z gwiazd na ciemnym niebie.
- To karta wdzięku i wyrafinowania. Czeka cię tam szansa, powiew świeżości nieprzerwany niczym oprócz delikatnego szumu wiatru. Stworzysz coś, nawet jeżeli nie wiesz jeszcze, co to jest, ale urodzisz w swoim umyśle coś nowego. Twój instynkt cię nie zawiedzie, a ta historia nie jest dla ciebie czymś, co miało zakończyć twój żywot, lecz pchnąć cię do przodu. Gwiazda zapowiada, że to historia twojego wielkiego wzniesienia.
Zebrał karty i przetasował je.
- Zadaj mi konkretne pytanie.
- To, w jaki sposób działają nasze ciała jest według mugolskich teoretyków wynikiem ewolucji. Zawsze lubiłem sobie wyobrażać, że wykształciliśmy zdolność przyjmowania i oddawania energii nie bez powodu. To jest zakodowane w tym jak działamy. Jednym z najprostszych zaklęć nekromanckich jest to polegające na przekazywaniu energii. Nasze ciała potrafią ją zarówno z siebie wyciągać, jak i ją odbierać. Przyjmować jako swoją i wydłużać własne życie. - Z ciężkim sercem musiał przyznać, że Victoria Lestrange zadawała dobre pytania. Sprzeczne ze zbudowanym przez niego obrazem świata, ale on tego obrazu nie bronił, nie tej części. Bo ta część, której prawdziwość kobieta podważała znakami zapytania, nie dotyczyła bezpośrednio osoby. Pytania, nawet złe, nietrafnie sformułowane, przesiąknięte emocjami, Dolohov uważał za naturalną kolej rzeczy i coś nieuniknionego, jeżeli chcieliśmy się rozwijać.
- Nie jesteś.
Pokręcił głową.
- Oczywiście. Widziałem fragment tego, co ma się wydarzyć jeszcze przed sabatem, to nie mogą więc być sprawy nieprzewidywalne. - To mówiąc, sięgnął do szuflady, w której trzymał koszyk z klejnotami i kartami. - Nie jesteś zimna jak trup. - Wrócił do poprzedniego tematu, odsuwając koszyk i zabierając się za tasowanie idealnie zachowanej, chociaż leciwej już talii. - One są zimne, bo nie płynie w nich krew, ale jakoś nie słyszałem, żeby zionęły zimnem podobnym do twojego. - Więc nie była zimna jak trup.
- W takich sytuacjach najłatwiej zaczynać od ogólników, od tego więc zacznę. Spróbuj otworzyć się na to, nawet jeżeli twój umysł to twierdza.
Przy wyborze pierwszej z kart kazał jej pomyśleć o tym, co wydarzyło się na sabacie. O emocjach, jakie wtedy jej towarzyszyły. Środkowa karta miała być obrazem teraźniejszości, a dopiero trzecia - przyszłości, która zapewne najbardziej ją interesowała.
Rzut Tarot 1d78 - 21
Sąd ostateczny
Sąd ostateczny
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie
Nie
Rzut Tarot 1d78 - 45
Król Mieczy
Król Mieczy
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie
Nie
Rzut Tarot 1d78 - 19
Gwiazda
Gwiazda
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie
Nie
- Sąd jest przedostatnią z kart Wielkich Arkanów i odpowiada za sytuację, w której pojawia się więcej niż jedno rozwiązanie. Znajdowałaś się w scenie, w której dalsze losy tego, na czym ci zależy zależały od twojego wyboru. Karty w rozkładnie mogą zostać wybrane w pozycji prostej lub odwróconej, twoja jest prosta Victorio, w moim odczuciu nie ma tu mowy o regresji ani poważnym błędzie. Cokolwiek się wydarzyło, poszłaś dobrą ścieżką, a wielkie dzieło, do którego prowadzi, chyli się ku końcowi. Karty mówią ci, żebyś pogodziła się z danym ci i zaakceptowała los będący konsekwencją twoich decyzji, jednocześnie zapowiada, że postawił wtedy kropkę, po której nadal toczą się kolejne zadania.
Król Mieczy to bezduszny władca swojego dworu i zwykle widuję go wtedy, kiedy nad osobą zadającą pytanie wisi ciężar jej rodziny, najczęściej ojca. Wiesz dobrze, jakie pytanie mógłbym zadać ci, prawda? - O Lorda Voldemorta. Nie zadał go, bo był zbyt zapatrzony w siebie, aby uznać, że przywódca rebeliantów wysłałby po te odpowiedzi kogoś innego. - Uważam, że ta Arkana pojawiła się w tym rozkładzie ze względu na nabytą przez ciebie duchowość. Z tej perspektywy nabiera najprzychylniejszego dla ciebie znaczenia zdobywania nowej wiedzy i pogłębiania jej, chęci pójścia naprzód. Ta karta w przeciwieństwie do ciebie jest gorąca jak ogień i parzy swoją energią, ale ona nie sparzy cię, a jedynie rozgrzeje twoją duszę.
Przyszłość...
Przesunął palcami kartę Gwiazdy. Ze wszystkich dotychczasowych wydawała się najmniej oczywista. Naga kobieta zaglądająca w taflę wody, pochylająca się nad stawem, w którym nie odbijała się żadna z gwiazd na ciemnym niebie.
- To karta wdzięku i wyrafinowania. Czeka cię tam szansa, powiew świeżości nieprzerwany niczym oprócz delikatnego szumu wiatru. Stworzysz coś, nawet jeżeli nie wiesz jeszcze, co to jest, ale urodzisz w swoim umyśle coś nowego. Twój instynkt cię nie zawiedzie, a ta historia nie jest dla ciebie czymś, co miało zakończyć twój żywot, lecz pchnąć cię do przodu. Gwiazda zapowiada, że to historia twojego wielkiego wzniesienia.
Zebrał karty i przetasował je.
- Zadaj mi konkretne pytanie.
with all due respect, which is none