Nie do końca mógł sobie pozwolić na wychowywanie dzieci pod siebie. Pod wolność od tradycji rodzinnych. Musiał o to zadbać, aby młodsze pokolenia, miały pojęcie o historii ich rodziny, zwyczajach, kulturze, zachowaniach, dyscyplinie i odpowiednich manierach. Nie uda się tego osiągnąć w stu procentach. Lecz jakaś nadzieja w ponad sześćdziesięciu czy osiemdziesięciu powinna być możliwa. Z dala od rodzinnego kraju i toksycznego ojca, mógł to zrobić sam. Nie planował zakładania rodziny, ale został do tego zmuszony. Chodziło przecież o wartości rodziny, aby i nazwisko ich nie zginęło. Do spłodzenia potomka, los mu w tym przypadku sprzyjał, dając od razu dwóch zdrowych synów. Na obecne czasy. Przyszłość, miała się okazać inna.
- Nowy dom. Richard widocznie się już pochwalił.Rebecca poprawiła Anthony’ego, gdyż to dom Richard kupił nowy, a mieszkanie będą opuszczać niedługo. Za mało miejsca i przestrzeni dla siebie mieli, z dwójką chłopców, dzielących jeden pokój.
- Nie trzeba Tony…
- Będziemy wdzięczni za drobną pomoc naukową. Chłopcom się przyda.
Wtrąciła się w słowo Richardowi, który z tego nie był co prawda zadowolony. Kobieta mężowi posłała uśmiech, żeby nie odrzucał pomocy innych, jeżeli sami ją oferują. Nie mieli tutaj nikogo znajomego poza sobą. Choć mieszkają już kilka lat.
Pytanie o podróże było skierowane do chłopców.
Richard trzymając Charlesa na rękach, spojrzał na niego, jakby sprawdzał czy zrozumiał, o co Anthony go zapytał. Rozmowa po angielsku miała pomóc chłopcom utrwalać język. Gdyby dziecko miało problem, przetłumaczyłby mu na ucho po norwesku. Lecz jak widać, Charles zrozumiał. Jego wymowa szybko się także poprawiała, jak na dziecko Czystokrwistych czarodziei. Na samej odpowiedzi nie było końca. Dzieciak rozgadał mu się na ramionach, wypalając coś o języku francuskim. Aż Richarda zaskoczył.
Przeciwieństwem Charlesa był Leonard, który od razu zaprotestował odnośnie podróżowania. Rebecca poczuła, jak starszy syn zabrał rękę i schował się za jej spódnicą, trzymając ją swoimi rączkami. Shafiq właśnie był świadkiem tego, które z dzieci do którego rodzica było przywiązane.
- Leonard.Pogłaskała go po główce Rebecca, jakby chciała go w ten sposób uspokoić. Nie mogli sobie pozwalać na częste podróże. To, że Richard podróżował, to jedynie w osobistych sprawach. Nie zawsze też legalnie. Problemem były pieniądze, które musieli oszczędzać. A jego kariera aurora dopiero się rozkręcała. Dopiero też, stać było go na zakup własnego domu.
Richard westchnął, zauważając iż słowo "bajka" znów miało na dzieci tę magiczną moc. Czy i dzisiaj uda mu się zwalić to zadanie na żonę?
- Dla Ciebie i dla Leonarda, to jest wuj Anthony. Zaraz idziemy do domu.Wytłumaczył chłopcom, kim dla nich jest Shafiq. Jednocześnie też poinformował, że zaraz będą wracać do mieszkania.
Z kolei Rebecca spojrzała na Anthony’ego z pytaniem.
- Wpadniesz na herbatę?
Słysząc jej pytanie, Richard od razu skierował na nią spojrzenie z pytaniem "Co Ty robisz?". Nie zadał go ale przeniósł wzrok na Shafiqa. Nie zatrzymywał go. Mógł odmówić i wrócić do siebie. Na pewno był zmęczony całym dniem.