– Obwiązany jak baleron – dodała, gdy Brenna powtórzyła za nią, co znajdowało się za kratką. – Wkurwiony jak stado hipogryfów – ta złość, ta nienawiść w oczach poltergeista była dla Victorii wręcz namacalna. A i tak jego hmm… psikusy… czy to on powodował, że tylko ona słyszała te wszystkie dźwięki? Jeśli on to i tak nie była to pełnia mocy poltergeista, Irytek potrafił siać w Hogwarcie zmieszczenie dalece większe, a ten poltergeist, który zamienił Laurenta w kobietę…?
– No przecież wiem – burknęła niezadowolona, gapiąc się znowu w górę. Aż się odsunęła, bo z daleka łatwiej było tam zajrzeć i dojrzeć tego wkurwionego lokatora na gapę. No był tam, nadal zakneblowany, nadal nie mógł się ruszyć.
– Sebastian? – powtórzyła za nią i zmarszczyła brwi. – Czekaj, on był na potańcówce? – wysilała właśnie pamięć, bo kojarzyła, że rozmawiała przez chwilę z Patrickiem i nieznajomym… – Mówił że jest egzorcystą i twoją najnowszą ofiarą czy tam obsesją – spojrzała z ukosa na Brennę. Co Longbottom mu takiego zrobiła? Sama jednak się zastanowiła, czy jest ktoś bardziej osiągalny. Kogo sama znała…? Egzorcysta… egzorcysta… egzo– – Berht – wyrwało się jej z ust. Berht, z którym zawsze miała dobry kontakt, z początku przez Cynthię, a później… potoczyło się swoim normalnym torem. Lubila go i przyjaźnili się już od czasów szkolnych, co nigdy nie przeszkadzało Victorii suszyć mu głowy o to, że za rzadko widuje się z córką. Ale Flinty niedawno wrócił… i potrafił wypędzać duchy. – Berht jest egzorcystą – oprócz tego, że marynarzem, o czym łatwo mozna było zapomnieć, gdy kojarzyło się go głównie jako bujającego w myślach typa, który najchętniej nie złazilby z pokładu. Ale Dægberht nie schowałby się nigdzie na dźwięk słowa “poltergeist”.
– Nie mam pojecia. Nie sądziłam, że to w ogóle możliwe – co innego wcisnąć ducha do jakiegoś pojemnika, a co innego związać i wepchnąć w bardzo niezamknięty kanał wentylacyjny.