10.01.2023, 02:09 ✶
Uniósł lekko brwi, gdy ukazała mu się w bieli. Na chwilę zapomniał jak się oddycha, nie był pewien czy z zawstydzenia, skrępowania, czy braku doświadczenia co się mówi, gdy pojawia się na progu domu przyjaciół wyglądając jak ktoś kompletnie obcy. Nie próbował nawet zrozumieć jak dziwnie musi się z tym czuć Sarah, rozumiał jej nieufność, dystans, ale też zmartwił się niejako, że odsłoniła się przed kimś, kogo nigdy nie widziała. To upewniło go w przekonaniu, że przyjście tutaj było dobrą decyzją. Nie uważał, że Pannie Macmillan coś non stop zagraża, ale też poczuł znajomy instynkt, aby obronić ją przed złem tego świata, które w ostatnich miesiącach nie pełzało jedynie w ciemnych alejkach, ale opanowywało całe miasta, sam był jego ofiarą, być może z własnej głupoty, ale niepodważalnie.
- To podchwytliwe pytanie? - zaśmiał się nerwowo i widać było, że czerwień, którą wykwitły jego policzki nie bierze się jedynie z mocno smagającego powiewami wiatru - Ja się przecież patrzyłem, to było aż tak widać? Zauważyłaś? Nie, że mi jakoś głupio, ale trochę mi głupio, no debilnie wyszło, muszę przyznać. - na chwilę zapomniał, że to pytanie pewnie było po prostu takowym, które miało sprawdzić czy jest sobą. Charles od zawsze był osobą rozwiązłą i też frywolną w swoich poglądach o tym kogo można, oraz w jaki sposób, kochać, ale z osobami, które nie miały w tym temacie ekspertyzy lub ich niewinność była widoczna jak na otwartej dłoni - jak w przypadku Sary - starał się takie tematy omijać, a przynajmniej zakładał, że nie widzą w jego wyuzdaności niczego złego. O czym ty myślisz Rookwood, jesteś w poważnej sytuacji, skup się, skarcił się w myślach i przestąpił z nogi na nogę podając dziewczynie list, mając nadzieję, że odpowiedział na pytanie poprawnie.
- No musisz przyznać, że naprawdę, no wiesz, miał na czym siadać ten profesor transmutacji - dodał jakby sama wcześniejsza odpowiedź nie była wystarczająco krępująca.
Na zewnątrz było chłodno, a Sarah nie była ubrana w nic, co ochraniałoby ją od porywistych powiewów wiatru. Chciał zaproponować szybkie wejście do środka, ale powstrzymał się czekając na reakcję, odpowiedź. Bał się, że jeżeli będzie naciskać, nawet w dobrej wierze, to cała sytuacja potoczy się źle, dziewczyna uzna, że jest intruzem, zagrożeniem i już nigdy nie będą mogli się zobaczyć, a tego by chyba nie wytrzymał. Fakt, sprowadzał się w swoich scenariuszach do okropnie negatywnych rozwiązań, ale ostatnie wydarzenia w jego życiu doprowadziły, że zawsze zakładał najgorsze nie wypowiadając tego na głos. Definitywnie spoważniał i, chociaż już oznaki zmarszczek zmartwienia były widoczne na jego młodej twarzy, gdy podczas pracy w Ministerstwie widywał zburzone, spalone zaklęciami czarnomagicznymi domy wymazując pamięć tym, którzy o magii mieli zapomnieć, tak dopiero po ostatniej stracie i tragedii odczuł na własnej skórze jakie okropności nękały czarodziejską społeczność od ponad dwóch lat. Nie chciał dać za wygraną, aby smutek zgasił ognik nadzieji, jaki ma w sobie, ale utrata Christie i Fineasa mocno się na nim odbiła.
- To podchwytliwe pytanie? - zaśmiał się nerwowo i widać było, że czerwień, którą wykwitły jego policzki nie bierze się jedynie z mocno smagającego powiewami wiatru - Ja się przecież patrzyłem, to było aż tak widać? Zauważyłaś? Nie, że mi jakoś głupio, ale trochę mi głupio, no debilnie wyszło, muszę przyznać. - na chwilę zapomniał, że to pytanie pewnie było po prostu takowym, które miało sprawdzić czy jest sobą. Charles od zawsze był osobą rozwiązłą i też frywolną w swoich poglądach o tym kogo można, oraz w jaki sposób, kochać, ale z osobami, które nie miały w tym temacie ekspertyzy lub ich niewinność była widoczna jak na otwartej dłoni - jak w przypadku Sary - starał się takie tematy omijać, a przynajmniej zakładał, że nie widzą w jego wyuzdaności niczego złego. O czym ty myślisz Rookwood, jesteś w poważnej sytuacji, skup się, skarcił się w myślach i przestąpił z nogi na nogę podając dziewczynie list, mając nadzieję, że odpowiedział na pytanie poprawnie.
- No musisz przyznać, że naprawdę, no wiesz, miał na czym siadać ten profesor transmutacji - dodał jakby sama wcześniejsza odpowiedź nie była wystarczająco krępująca.
Na zewnątrz było chłodno, a Sarah nie była ubrana w nic, co ochraniałoby ją od porywistych powiewów wiatru. Chciał zaproponować szybkie wejście do środka, ale powstrzymał się czekając na reakcję, odpowiedź. Bał się, że jeżeli będzie naciskać, nawet w dobrej wierze, to cała sytuacja potoczy się źle, dziewczyna uzna, że jest intruzem, zagrożeniem i już nigdy nie będą mogli się zobaczyć, a tego by chyba nie wytrzymał. Fakt, sprowadzał się w swoich scenariuszach do okropnie negatywnych rozwiązań, ale ostatnie wydarzenia w jego życiu doprowadziły, że zawsze zakładał najgorsze nie wypowiadając tego na głos. Definitywnie spoważniał i, chociaż już oznaki zmarszczek zmartwienia były widoczne na jego młodej twarzy, gdy podczas pracy w Ministerstwie widywał zburzone, spalone zaklęciami czarnomagicznymi domy wymazując pamięć tym, którzy o magii mieli zapomnieć, tak dopiero po ostatniej stracie i tragedii odczuł na własnej skórze jakie okropności nękały czarodziejską społeczność od ponad dwóch lat. Nie chciał dać za wygraną, aby smutek zgasił ognik nadzieji, jaki ma w sobie, ale utrata Christie i Fineasa mocno się na nim odbiła.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you