22.07.2024, 12:58 ✶
– Liczby i los, to brzmi jak czysta droga w kierunku Numerologii. Czy zgadłem? – Do głowy w pierwszej chwili przyszła mu co prawda księgowość, ale to głównie przez pryzmat pracy, którą wykonywał i raporty, które jego ludzie składali w pocie czoła, a co on nadzorował od kilkunastu już lat. Zboczenie zawodowe, jakby ktoś powiedział, choć z pewnością Nie Anthony, na wypadek gdyby samo słowo "zboczenie" miało się do niego przylepić.
– Proszę mi wybaczyć rozkojarzenie, przez pewien czas byłem nieobecny w kraju, a po powrocie rzuciłem się z miejsca w wir obowiązków. Dawno nie widziani znajomi, a każdy z nich domaga się chociaż by powitania. – Lekko tylko balansował na granicy prawdy, uznając że nawet czasowa lipcowa niedyspozycja z powodzeniem mogłaby się zaliczyć do pracy. Pracy nad sobą. – Tymczasem los nam sprzyja i teraz mamy moment tylko dla siebie. – Uśmiechnął się znów, zaciągając z lubością w papierosie, odsuwając dzięki konwersacji ponure myśli, złowieszczo okaleczające jego konkurentów, niekoniecznie tych, z którymi przegrał jakąś sumę pieniędzy.
– Hazard nie jest moją domeną, już nie. Kiedyś jeszcze, kiedy podróżowałem więcej po Europie, lubiłem zatrzymywać się w magicznych kasynach, zwłaszcza tych na lazurowym wybrzeżu. Z wiekiem jednak przychodzi zapotrzebowanie na święty spokój jak i pewne znudzenie rozpatrywania kolejnego układu kart. Sądziłem, że będzie mnie to znów bawić, tak jak kiedyś, ale myliłem się. A pani? Czy dobrze widziałem, że nie przystąpiła pani do żadnej gry, pozostając li tylko obserwatorem zebranych i ich rozrywek? – Liczba miejsc była ograniczona, Anthony nie zakładał by było w tym cokolwiek złego. Sam poważnie zastanawiał się czy podejść do ruletki i obstawiać cokolwiek. Na pewno nie kolor. W jego oczach wszystko było czarne i czarne...
– Proszę mi wybaczyć rozkojarzenie, przez pewien czas byłem nieobecny w kraju, a po powrocie rzuciłem się z miejsca w wir obowiązków. Dawno nie widziani znajomi, a każdy z nich domaga się chociaż by powitania. – Lekko tylko balansował na granicy prawdy, uznając że nawet czasowa lipcowa niedyspozycja z powodzeniem mogłaby się zaliczyć do pracy. Pracy nad sobą. – Tymczasem los nam sprzyja i teraz mamy moment tylko dla siebie. – Uśmiechnął się znów, zaciągając z lubością w papierosie, odsuwając dzięki konwersacji ponure myśli, złowieszczo okaleczające jego konkurentów, niekoniecznie tych, z którymi przegrał jakąś sumę pieniędzy.
– Hazard nie jest moją domeną, już nie. Kiedyś jeszcze, kiedy podróżowałem więcej po Europie, lubiłem zatrzymywać się w magicznych kasynach, zwłaszcza tych na lazurowym wybrzeżu. Z wiekiem jednak przychodzi zapotrzebowanie na święty spokój jak i pewne znudzenie rozpatrywania kolejnego układu kart. Sądziłem, że będzie mnie to znów bawić, tak jak kiedyś, ale myliłem się. A pani? Czy dobrze widziałem, że nie przystąpiła pani do żadnej gry, pozostając li tylko obserwatorem zebranych i ich rozrywek? – Liczba miejsc była ograniczona, Anthony nie zakładał by było w tym cokolwiek złego. Sam poważnie zastanawiał się czy podejść do ruletki i obstawiać cokolwiek. Na pewno nie kolor. W jego oczach wszystko było czarne i czarne...