22.07.2024, 13:59 ✶
Nic co piękne nie może trwać wiecznie, prawda? Tak samo było i ze spokojem, który opanował ich na zaledwie chwilę. Jako pierwszy wynurzył się Atreus, na którego rzucona przez Rodolphusa tarcza działała - pytanie tylko na jak długo? A że będą jej potrzebować, to było pewne.
Bulstrode zauważył jako pierwszy sporych rozmiarów krąg. Przypominał trochę Stonehenge, lecz to, co rzucało się na pierwszy rzut oka, to zupełnie inny rodzaj materiału, z którego go wzniesiono. I oczywiście rozmiar: Stonehenge było ogromne, a okrąg, który mieli na środku ogromnej groty, był spory, ale nie ogromny. Wysokie kamienie wytworzone sztucznie przez człowieka połyskiwały złowrogo czernią i zdawały się pochłaniać światło, rzucane przez pochodnie, wbite w ziemię, i mogły mieć około dwóch metrów wysokości. Pierwszą myślą, jaka pojawiła się w głowie Aurora, był obsydian. Kamień, z którego wykonano ten krąg, musiał być obsydianem. Wyglądał na stary, gdzieniegdzie miał zarysowania i zadrapania, a w niektórych pęknięciach wił się oślizgły, zielonkawy mech. To samo zauważył Nicholas, a następnie Rodolphus, który wynurzył się zaraz za nimi.
Kolejną rzeczą była zawartość kręgu. Atreus rozpoznał w leżących tam ludziach zaginionych kolegów po fachu. Byli nieprzytomni, ktoś ułożył ich w pozycji embrionalnej. Z tej odległości nie widzieli, czy oddychają - mogli mieć tylko nadzieję, że się nie spóźnili. Mogli wyjść z wody, nikt tu na nich nie czekał, chociaż Nick i Atreus zauważyli po drugiej stronie groty wyjście. Wyjście, którym zapewne osoba odpowiedzialna za to wszystko również wchodziła. Na razie nie było tu nikogo innego, lecz sam fakt, że płonęły tu pochodnie, a obsydianowy krąg jaśniał i emanował czarną magią świadczył o tym, że albo trwa tu jakiś skomplikowany i długi rytuał, albo zaraz się zacznie. Z prawej ich strony spoczywała drewniana trumna. Wyglądała na dobrze zachowaną - była drewniana, brudna od ziemi. Miała zadrapania i wgłębienia od wykopywania spod powierzchni. Była zamknięta, lecz mężczyźni widzieli, że zawiasy, trzymające wieko na miejscu, były rozwalone, a samo wieko było odrobinę przesunięte, jakby ktoś już tu był i ją otwierał.
Lestrange nie odezwał się - wciąż trzymając różdżkę w dłoni wyszedł na brzeg, chociaż nie bez trudu. Kusiło go użycie zaklęcia, by się wysuszyć, bo przecież mokre ubrania były okropnie ciężkie i krępowały ruchy, ale nie było na to czasu. Całe to pomieszczenie śmierdziało czarną magią, a widok trumny wcale nie był tym, czego młody Niewymowny oczekiwał. Najbardziej jednak niepokoił go okrąg, który górował nad nimi złowrogo. Nie ruszył się jednak z miejsca, by pomóc aurorom - co więcej był przygotowany na to, by powstrzymać Atreusa, gdyby ten chciał podejść zbyt blisko i zbyt szybko.
Bulstrode zauważył jako pierwszy sporych rozmiarów krąg. Przypominał trochę Stonehenge, lecz to, co rzucało się na pierwszy rzut oka, to zupełnie inny rodzaj materiału, z którego go wzniesiono. I oczywiście rozmiar: Stonehenge było ogromne, a okrąg, który mieli na środku ogromnej groty, był spory, ale nie ogromny. Wysokie kamienie wytworzone sztucznie przez człowieka połyskiwały złowrogo czernią i zdawały się pochłaniać światło, rzucane przez pochodnie, wbite w ziemię, i mogły mieć około dwóch metrów wysokości. Pierwszą myślą, jaka pojawiła się w głowie Aurora, był obsydian. Kamień, z którego wykonano ten krąg, musiał być obsydianem. Wyglądał na stary, gdzieniegdzie miał zarysowania i zadrapania, a w niektórych pęknięciach wił się oślizgły, zielonkawy mech. To samo zauważył Nicholas, a następnie Rodolphus, który wynurzył się zaraz za nimi.
Kolejną rzeczą była zawartość kręgu. Atreus rozpoznał w leżących tam ludziach zaginionych kolegów po fachu. Byli nieprzytomni, ktoś ułożył ich w pozycji embrionalnej. Z tej odległości nie widzieli, czy oddychają - mogli mieć tylko nadzieję, że się nie spóźnili. Mogli wyjść z wody, nikt tu na nich nie czekał, chociaż Nick i Atreus zauważyli po drugiej stronie groty wyjście. Wyjście, którym zapewne osoba odpowiedzialna za to wszystko również wchodziła. Na razie nie było tu nikogo innego, lecz sam fakt, że płonęły tu pochodnie, a obsydianowy krąg jaśniał i emanował czarną magią świadczył o tym, że albo trwa tu jakiś skomplikowany i długi rytuał, albo zaraz się zacznie. Z prawej ich strony spoczywała drewniana trumna. Wyglądała na dobrze zachowaną - była drewniana, brudna od ziemi. Miała zadrapania i wgłębienia od wykopywania spod powierzchni. Była zamknięta, lecz mężczyźni widzieli, że zawiasy, trzymające wieko na miejscu, były rozwalone, a samo wieko było odrobinę przesunięte, jakby ktoś już tu był i ją otwierał.
Lestrange nie odezwał się - wciąż trzymając różdżkę w dłoni wyszedł na brzeg, chociaż nie bez trudu. Kusiło go użycie zaklęcia, by się wysuszyć, bo przecież mokre ubrania były okropnie ciężkie i krępowały ruchy, ale nie było na to czasu. Całe to pomieszczenie śmierdziało czarną magią, a widok trumny wcale nie był tym, czego młody Niewymowny oczekiwał. Najbardziej jednak niepokoił go okrąg, który górował nad nimi złowrogo. Nie ruszył się jednak z miejsca, by pomóc aurorom - co więcej był przygotowany na to, by powstrzymać Atreusa, gdyby ten chciał podejść zbyt blisko i zbyt szybko.