10.01.2023, 02:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.04.2023, 19:27 przez Julien Fitzpatrick.)
Czuje się jak w transie, jak w przedziwnym śnie, który oddalony jest od wszystkich problemów, negatywnych myśli, które brukają czoło zmarszczkami, gdy niebo znów zakrywa się szarymi chmurami, a po londyńskim bruku spływają brudy, tak skrzętnie przecież ukrywane, rozlewając się i rozprzestrzeniając tak intensywnie, że nawet tereny pozamiejskie czy oddalone od stolicy nie są bezpieczne, czyste od oślizgłości ostatnich miesięcy.
Liczy się teraz - świeżość zapachu trawy, mokre krople spływające po przylegających do ciała ubraniach i oniemiający widok nieznajomego, wykwity czerwieni na jego policzkach tak bardzo podkreślające karmazyn ust, układających się raz co raz w słowa, kruche jakby, ale docierające do uszu Charlesa bez problemu, jakby był światłem, do którego w ciemną, wiosenną noc lgną zagubione ćmy.
- Tak właśnie powiedziałaby zjawa - odparł, chociaż nie wiedział ile miało to wspólnego z prawdą, czuł się jakby po prostu wypowiadał to, co ślina przynosiła na język, gdy zachwycał się enigmatycznością uśmiechu i lekkością ruchu, przylegającą do ciała sukienką, oplatającą ją w ten sam majestatyczny sposób, co rzeźby greckich bóstw są przysłonięte płachtami uwydatniającymi kształty wyżłobione dłutem losu, pozostawione na pastwę chłodnego świata.
Bardzo chciał, aby chłopak dokończył myśl, już kierował dłoń, aby ująć nią ręce położone na ramionach, jak przedziwne było to, że nie czuł zagrożenia, przecież zachodzenie od tyłu nigdy nie było dobrym znakiem, ale z takiego toru myśli zepchnęło go ujęcie jego dłoni przez nieznajomego, zanim sam zdążył to zrobić. Westchnął, nawet nie próbował się powstrzymywać, aż poczuł, że gorąco, które go wypełnia nie ma raczej nic wspólnego z zawstydzeniem, a wywodzi się z chęci podążenia w ślady za tą ulotną istotą, jaka pojawiła się przed nim znikąd.
Odwrócił się doń przodem, nie luzując uścisku.
- Możesz mnie rozgrzać - odparł wręcz automatycznie, bo takie słowa podsunął mu na język splamiony pragnieniami umysł. Bratanie się z nieznajomymi, chęć przeżycia z nimi intymności było łatwiejsze, nie angażowało tyle emocji, tyle bodźców, a jedynie dawało przyjemność. Nawet jeżeli była to zjawa, nimfa... Charliego to nie interesowało, bo chyba właśnie tak czuli się ludzie pod urokiem? A może po prostu potrzebował bliskości, naiwnie, chłopięco, licząc na łut szczęścia, że nic złego mu się nie przytrafi.
- Tobie też przydałoby się trochę ciepła, wydajesz się nie z tej ziemi, ale ręce masz całkowicie ludzkie, kruche - przysunął jego dłoń do ust, jakby chciał ją pocałować, ale chuchnął tylko, sprawiając, że zmarznięte knykcie jeszcze mocniej poczerwieniały, pogłębiając kontrast pomiędzy sobą, a alabastrowym odcieniem skóry.
Liczy się teraz - świeżość zapachu trawy, mokre krople spływające po przylegających do ciała ubraniach i oniemiający widok nieznajomego, wykwity czerwieni na jego policzkach tak bardzo podkreślające karmazyn ust, układających się raz co raz w słowa, kruche jakby, ale docierające do uszu Charlesa bez problemu, jakby był światłem, do którego w ciemną, wiosenną noc lgną zagubione ćmy.
- Tak właśnie powiedziałaby zjawa - odparł, chociaż nie wiedział ile miało to wspólnego z prawdą, czuł się jakby po prostu wypowiadał to, co ślina przynosiła na język, gdy zachwycał się enigmatycznością uśmiechu i lekkością ruchu, przylegającą do ciała sukienką, oplatającą ją w ten sam majestatyczny sposób, co rzeźby greckich bóstw są przysłonięte płachtami uwydatniającymi kształty wyżłobione dłutem losu, pozostawione na pastwę chłodnego świata.
Bardzo chciał, aby chłopak dokończył myśl, już kierował dłoń, aby ująć nią ręce położone na ramionach, jak przedziwne było to, że nie czuł zagrożenia, przecież zachodzenie od tyłu nigdy nie było dobrym znakiem, ale z takiego toru myśli zepchnęło go ujęcie jego dłoni przez nieznajomego, zanim sam zdążył to zrobić. Westchnął, nawet nie próbował się powstrzymywać, aż poczuł, że gorąco, które go wypełnia nie ma raczej nic wspólnego z zawstydzeniem, a wywodzi się z chęci podążenia w ślady za tą ulotną istotą, jaka pojawiła się przed nim znikąd.
Odwrócił się doń przodem, nie luzując uścisku.
- Możesz mnie rozgrzać - odparł wręcz automatycznie, bo takie słowa podsunął mu na język splamiony pragnieniami umysł. Bratanie się z nieznajomymi, chęć przeżycia z nimi intymności było łatwiejsze, nie angażowało tyle emocji, tyle bodźców, a jedynie dawało przyjemność. Nawet jeżeli była to zjawa, nimfa... Charliego to nie interesowało, bo chyba właśnie tak czuli się ludzie pod urokiem? A może po prostu potrzebował bliskości, naiwnie, chłopięco, licząc na łut szczęścia, że nic złego mu się nie przytrafi.
- Tobie też przydałoby się trochę ciepła, wydajesz się nie z tej ziemi, ale ręce masz całkowicie ludzkie, kruche - przysunął jego dłoń do ust, jakby chciał ją pocałować, ale chuchnął tylko, sprawiając, że zmarznięte knykcie jeszcze mocniej poczerwieniały, pogłębiając kontrast pomiędzy sobą, a alabastrowym odcieniem skóry.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you