22.07.2024, 15:56 ✶
– To znaczy, ekhem– odchrząknął, ręką pocierając swój kark w geście udawanego zakłopotania. – Smoka już mu obiecałem, ale oczywiście w rezerwacie. – Nie był przecież nieodpowiedzialny, by dawać dziecku smoka do mieszkania! Charlotte nie mogłaby mieć więc najmniejszego problemu ze smokiem, bo przecież nie byłby nawet w Londynie. Jedynym zagrożeniem, które mógłby stanowić wielki gad dla Jessiego byłoby to, że Anthony mógłby się poczuć zdradzony, że to młody Kelly dostał smoka przed nim. Hm... Chyba trzeba będzie załatwić dwa smoki. Będzie musiał porozmawiać o tym z Charlotte już później na osobności. A potem zerknął na Ritę. Trzy smoki? – Rito, wolałabyś smoka, hipogryfa, czy szczenię... – Nagle zmarszczył brwi. – Szczenię wilkołaka, Lottie? Czy to nie podchodziłoby pod porywanie dzieci? A więc tylko smok, lub hipogryf.
Tak, był prawie pewny, że byłoby to porwanie niewinnego dziecka z klątwą.
Wskazał Ricie przyniesione przez nich torby.
– Tak, tak mi się wydaje. Szampony i szczotkę też oczywiście kupiłem – Zgadzał się z opinią, że psa należało zdecydowanie wykąpać, ale było to już zadanie dla młodych, bo sam mógłby im chętnie pomóc... Ale nie chciał sobie zabrudzić koszuli i szczerze wierzył, że bliźniaki poradzą sobie z tym zadaniem same. – Macie też przysmaki, aby go przekupić na wypadek gdyby stawiał opór.
Z uśmiechem przygladał się temu, jak Jessie i Rita zajmują się Benjim i wykonał kilka kroków do tyłu, by stanąć przy Charlotte, która wyglądała oburzona nie insynuacją, że kogoś zabiła, a że zrobiłaby to we własnym domu.
– No patrz jacy są szczęśliwi – szepnął do niej, krzyżując ręce na piersi z uśmiechem, który wciąż uparcie nie schodził mu z twarzy.
Tak, był prawie pewny, że byłoby to porwanie niewinnego dziecka z klątwą.
Wskazał Ricie przyniesione przez nich torby.
– Tak, tak mi się wydaje. Szampony i szczotkę też oczywiście kupiłem – Zgadzał się z opinią, że psa należało zdecydowanie wykąpać, ale było to już zadanie dla młodych, bo sam mógłby im chętnie pomóc... Ale nie chciał sobie zabrudzić koszuli i szczerze wierzył, że bliźniaki poradzą sobie z tym zadaniem same. – Macie też przysmaki, aby go przekupić na wypadek gdyby stawiał opór.
Z uśmiechem przygladał się temu, jak Jessie i Rita zajmują się Benjim i wykonał kilka kroków do tyłu, by stanąć przy Charlotte, która wyglądała oburzona nie insynuacją, że kogoś zabiła, a że zrobiłaby to we własnym domu.
– No patrz jacy są szczęśliwi – szepnął do niej, krzyżując ręce na piersi z uśmiechem, który wciąż uparcie nie schodził mu z twarzy.