Stella nie wyczuła, że uśmiech Brenny był fałszywy. Była bardzo nawiną osobą, trochę zdziwiło ją, że wspomniała o tym, że kiedyś pracowali razem ze Stanleyem, może panna Longbottom była już aurorem? Nie miała pojęcia, czy awansowała czy nie, zresztą nie był to jej interes. - Dziękuję, Stanley to mój bliski znajomy, kiedyś go narysowałam i postanowiłam sobie zostawić to dzieło, żeby mógł być tutaj zawsze. - Nawet, gdy nie miał dla niej czasu. Nie ukrywała wcale, że jej na nim nie zależy, powoli chyba oswajała się z tym, że już niedługo będą mogli opowiedzieć o swojej relacji, szczególnie, że już znalazł swojego ojca, okazało się, że nie jest półkrwi, więc nie wróżyło to niczego złego. Gdyby tylko Avery wiedziała, że Stanley jest poszukiwany, na całe szczęście nadal żyła w błogiej nieświadomości, inaczej pewnie bardzo mocno by to wszystko przeżyła, kto wie, czy poradziłaby sobie z kolejnym ciosem. Może czasem niewiedza była lepszym wyborem.
- Cieszę się, że jest w porządku, naprawdę zależy mi na tym, aby trafić w gust swoich klientów. - Brenna wydawała się być faktycznie zadowolona z tego, co dla niej stworzyła, co naprawdę cieszyło Stellę, w końcu malowała po to, aby uszczęśliwiać innych, no i trochę siebie, ale chodziło przede wszystkim o zadowolonych odbiorców.
- Wyślij mi proszę sowę, jeśli się namyślisz, na pewno z przyjemnością namaluję dla ciebie coś więcej. - Zawsze dobrą opcją było znalezienie sobie dla siebie stałych klientów, wtedy nie będzie mogła narzekać na brak zleceń. Jeśli Brenna faktycznie potrzebowała więcej obrazów to Stella na pewno stworzy dla niej odpowiednią ilość. W zasadzie to nie robiła w życiu nic więcej, malowała i od czasu do czasu grała w różnych miejscach na wiolonczeli. Wiodła dosyć nudne życie, ale na nie nie narzekała.
- Rozumiem, różnie to bywa, te dzieła są bardzo delikatne, a moi dostawcy są naprawdę sprawdzeni, więc powinni sobie z tym poradzić. - Oczywiście na początku zdarzyło im się uszkodzić kilka z jej dzieł z czasem jednak nauczyli się w jaki sposób powinni je transportować.
- Tak, na to samo konto. - Dodała z uśmiechem. Później odprowadziła Brennę do drzwi i się z nią pożegnała. W zasadzie to całkiem miło się z nią robiło interesy.