Kiwnęła do Brenny głową w odpowiedzi. Pewnie sama mogłaby się dowiedzieć tego i owego, ale póki co głowę zaprzątała jej obecność wkurwionej istoty w ścianie tuż pod sufitem oraz sam fakt, że pieprzony (najpewniej) Thoran zrobił jej tak niewybredny “żart”. Przecież poltergeist też mógł być niebezpieczny, to już nie był niewinny żarcik pokroju… czarnych zębów, albo noszenia krzeseł. To była poważna sprawa, tak samo jak krzywdzenie zwierząt. Zresztą… złapanie poltergeista i przytrzymanie go w miejscu na tak długo – co to była za magia?
Z Thoranem naprawdę nic nie było w porządku.
– Nie będę pytać co takiego mu zrobiłaś – znały się trochę za długo jak na to, żeby się temu dziwić. Brenna musiała mu konkretnie mocno zawracać dupę i zabrać go na jakąś wyjątkowo niebezpieczną akcję, że chłop się wystraszył.
Vika i tak wiedziała, że nie zaśnie, niezależnie od tego, czy był tu poltergeist, czy nie. Po prostu tej nocy nie weźmie eliksiru nasennego, ani nie zapali kadzideł. Będzie czuwała aż się tego problemu nie pozbędzie. Nie miała pojęcia czy Flinty już spał, czy jeszcze nie spał; napisze do niego wiadomość, bo nawet nie była pewna, gdzie dokładnie teraz był, sowa go znajdzie… jak będzie musiała poczekać do rana, to poczeka. A jak i to nie wystarczy, to zabierze stąd swoje koty i na czas rozwiązania tego problemu wróci do rodziców, Olivia się pewnie ucieszy… choć wolałaby nie. Ale jeśli nie będzie innego wyjścia…
– No ja też tak myślałam. Że potrzeba naczynia, a nie… nie sznurków i knebla – spojrzała raz jeszcze, powątpiewająco na kratkę, a potem westchnęła cierpiętniczo. – Ta… napisze do niego zaraz bo i tak nie wiem gdzie się teraz szlaja. Poczekasz aż napiszę? Żeby ten… ten mi tu nie pokrzyżował szyków… – i jak powiedziała – tak zrobiła.