Kiwnęła głową, z pewną przyjemnością przyjmując, że mogą porzucić te wszystkie formalne zwroty, zupełnie tutaj teraz niepotrzebne. Tak na pewno łatwiej będzie prowadzić rozmowę, bez tego niepotrzebnego dystansu na zasadzie dwójki zupełnie obcych sobie ludzi. Chyba nie była od niego jakoś bardzo dużo starsza? Nawet jeśli jej zawód związany był ze sporą estymą, to nie byli tutaj teraz na spotkaniu na polu zawodowym, i nawet nie na biznesowym… A na pewno nie do końca.
– W porządku – dobrze, mogli więc odsunąć na bok takt i po prostu walić prosto z mostu, Victoria nie miała nic przeciwko. Mogło się to wydawać dziwne, jeśli patrzyło się na nią jak na damulkę z dobrego domu, grzeczną córeczkę mamusi i tatusia, bez zająknięcia wykonującą ich polecenia… ale tak było kiedyś. Zaś jej ciągły, nienasycony głód wiedzy i rozwiązywania różnych zagadnień, które przychodziły jej do głowy, ten analityczny umysł, będący w ciągłym biegu, wiecznie w ruchu, nie pozwalał na to, by bawić się w jakieś domysły i zawoalowane teksty niewinnej kobietki, którą przecież nie była.
– Przykro mi – powiedziała krótko, patrząc na Astarotha, gdy opowiadał tę niezbyt długa historię jego… narodzin. Powtórnych narodzin jako dziecię nocy. – Nie, nie chciałabym go tu ściągać. Po prostu zastanawiałam się, czy powinnam brać pod uwagę różną formę… hmm… przemiany w wampira. Czy to by na coś wpłynęło, na przykład na to, co na ciebie działa, a co nie i tak dalej – bo gdy dowiedziała się, że jej wtedy jeszcze przyszły narzeczony to wampir, to przeczytała sporo książek na ten temat… a potem weryfikowała to wszystko na w rzeczywistości, co Sauriel chyba całkiem lubił – te jej pytania i atencję. – No i zastanawiałam się, czy zostałeś pozostawiony samemu sobie, czy może ktoś cię uczy tego wszystkiego, wiesz. Ale widzę, że musisz wszystko odkrywać sam – co oczywiście nie było złe… Ale zostać zabitym, przemienionym i całkowicie opuszczonym w takiej sytuacji musiało być naprawdę okropne.
W tym momencie skrzatka znowu się pojawiła z trzaskiem, położyła na stoliku filiżankę z herbatą, o którą poprosiła Victoria, a potem ukłoniła jej się, zerknęła tymi swoimi wielkimi, zielonymi oczami na Astarotha i zaraz zniknęła, zostawiając ich znowu samych. Ciemnowłosa wychyliła się do stolika i złapała za uszko filiżanki, przysuwając ją do siebie, by zaraz wziąć malutki łyk.
– Na pewno nie chcesz? – zapytała raz jeszcze i lekko zmrużyła oczy w uśmiechu, a zaraz wygodnie oparła się o fotel, ponownie wpatrując się w Yaxleya. Biedny był – tak sobie pomyślała, gdy tak na niego patrzyła. Osamotniony, wylękniony, zwyczajnie było jej go szkoda.
– Hmmm… Nie wiem czy będzie, jeszcze z nim o tym nie rozmawiałam. To znaczy rozmawiałam dawno temu, że spróbuję coś zrobić, ale niedługo później wydarzyło się Beltane i ten cały cyrk, więc musiałam to odłożyć, a on pewnie zdążył o tym zapomnieć – bo trochę się pozmieniało po drodze, były rzeczy ważne i ważniejsze, czas też inaczej miała w pewnym momencie rozplanowany… Ale w końcu się za to zabrała na poważnie, a bodźcem do tego było… że ten drugi wampir chciał się zabić na słońcu. I w imię czego? A niedługo później zerwali zaręczyny i teraz było między nimi dziwnie, o. – Jest wampirem od… Trzech lat chyba. Teraz nad sobą panuje, jest prawdziwym mistrzem samokontroli, naprawdę – dał radę wytrzymać nawet, gdy czuł jej krew w powietrzu. Dużo, dużo krwi. Ale kiedyś…? – Z tego co opowiadał, to kiedyś tak nie było. Poodcinał się przez to od znajomych i tak dalej – ale był też przy nim jego wampirzy ojciec, którego również miała okazję poznać. Krótko bo krótko, ale poznała. Czegoś więc go pewnie nauczył, nawet jeśli Sauriel szczerze go nienawidził, a jej zabraniał się z nim kontaktować. – Ale na pewno go zapytam czy chce w tym brać udział. Tylko… dam mu jeszcze trochę czasu – bo Sauriel był humorzasty, czego Astaroth nie miał prawa wiedzieć, ale Tori uśmiechnęła się do niego miło.
– Aktualnie pracuję nad eliksirem pozwalającym wyjść na słońce. Co prawda możecie brać eliksir ochrony przed ogniem, na słońcu zaczynacie płonąć, na to nie ma rady, ale przynajmniej się nie spalacie, tylko, że to mało wyrafinowana metoda, nie wiem czy próbowałeś się z takim eliksirem – zaczęła i odłożyła na moment filiżankę na spodek. – Głównie będzie to wyglądać tak, że ja będę próbowała uwarzyć eliksir, mam kilka różnych pomysłów, ale wolałabym zająć się jednym na raz. W każdym razie po skończeniu go trzeba będzie go przetestować… No w tym wypadku wypić i wyleźć w dzień na słońce – skrzywiła się lekko. – W kontrolowanych warunkach i tak dalej, ale może się zdarzyć, że nie wyjdzie, wtedy będę myślała nad tym, jak ulepszyć formułę i trzeba będzie zacząć od początku. Wiem, że to wam najbardziej doskwiera… więc od tego chciałam zacząć – paplała i paplała, ale choć na co dzień Victoria zdawała się być stoickim milczkiem, to wcale nie było tak, że nie miała nic do powiedzenia. – Chciałabym ci zadać kilka pytań, żeby porównać to co wiem i ewentualnie spisać sobie różnice, żeby móc wyciągnąć dobre wnioski i ewentualnie coś ulepszyć. Albo no nie wiem, może jest coś, co doskwiera tobie, a o czym do tej pory nie miałam pojęcia.