22.07.2024, 20:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.07.2024, 22:01 przez Samuel McGonagall.)
Mokrzy od morskiej wody dotarli do baru, Sam jest trochę nieśmiały więc staje jak najdalej od ludzi oddzielając się od nich Norą
czy to jest ten moment gdy chwalisz się pierścionkiem? mam tremę xD
Rozładowanie napięcia przychodziło łatwo, kiedy można było swobodnie zmienić się w niedźwiedzia, wbiec do wody, wytarzać się w niej i wyjść jak gdyby nigdy nic. Żaden pies go nie znienawidził, nie miał wyrzutów sumienia, a Nora, Nora śmiała się cały czas, a jej śmiech dźwięczał mu w uszach jak najpiękniejsze trele świergotnika. W połowie powrotnej drogi przemienił się znów, z pleców zsunął sobie swoją narzeczoną na ręce całując ją na ślepo po twarzy, ignorując fakt że jego nimfa miast jeziorną wodą smakuje teraz morską.
– Wiesz, że jesteś najpiękniejsza? Najsłodsza. Najwspanialsza. Jedyna. Moja. – szeptał jej do ucha przyciskając do siebie mocno i uch, całe szczęście (albo nieszczęście, zależnie od perspektywy) był na tej plaży ktoś jeszcze i to dużo ktosiów. Sam ostatecznie postanowił opanować swoje romantyczne zapędy i zaniósł swoją przyszłą żonę do baru, zakładając, że jest spragniona.
Tu już zaczęły się schody, czy może raczej napisać, zaczęli się ludzie, z którymi być może trzeba było jednak wejść w interakcję. Muszla dodawała rezonu, nie tracił dobrego i pozytywnego nastawienia, w odruchu jednak ustawił Norę między sobą a pozostałymi. Nie zaczął rozmawiać, jakoś tak się wygiął, żeby wyglądać na mniejszego, mało inwazyjnego, takiego no... niegroźnego? Niebieskie ubrania zyskały na niebieskości po zmoczeniu, ale z tego akurat zdawał się nic sobie nie robić. Podał jednego drinka Norze, drugiego sobie i zaczął powoli go... nie. Wypił na raz, tak dla kurażu.
!drinkzniespodzianką
czy to jest ten moment gdy chwalisz się pierścionkiem? mam tremę xD
Rozładowanie napięcia przychodziło łatwo, kiedy można było swobodnie zmienić się w niedźwiedzia, wbiec do wody, wytarzać się w niej i wyjść jak gdyby nigdy nic. Żaden pies go nie znienawidził, nie miał wyrzutów sumienia, a Nora, Nora śmiała się cały czas, a jej śmiech dźwięczał mu w uszach jak najpiękniejsze trele świergotnika. W połowie powrotnej drogi przemienił się znów, z pleców zsunął sobie swoją narzeczoną na ręce całując ją na ślepo po twarzy, ignorując fakt że jego nimfa miast jeziorną wodą smakuje teraz morską.
– Wiesz, że jesteś najpiękniejsza? Najsłodsza. Najwspanialsza. Jedyna. Moja. – szeptał jej do ucha przyciskając do siebie mocno i uch, całe szczęście (albo nieszczęście, zależnie od perspektywy) był na tej plaży ktoś jeszcze i to dużo ktosiów. Sam ostatecznie postanowił opanować swoje romantyczne zapędy i zaniósł swoją przyszłą żonę do baru, zakładając, że jest spragniona.
Tu już zaczęły się schody, czy może raczej napisać, zaczęli się ludzie, z którymi być może trzeba było jednak wejść w interakcję. Muszla dodawała rezonu, nie tracił dobrego i pozytywnego nastawienia, w odruchu jednak ustawił Norę między sobą a pozostałymi. Nie zaczął rozmawiać, jakoś tak się wygiął, żeby wyglądać na mniejszego, mało inwazyjnego, takiego no... niegroźnego? Niebieskie ubrania zyskały na niebieskości po zmoczeniu, ale z tego akurat zdawał się nic sobie nie robić. Podał jednego drinka Norze, drugiego sobie i zaczął powoli go... nie. Wypił na raz, tak dla kurażu.
!drinkzniespodzianką