Zamrugał, wbijając w mężczyznę tępy wzrok. Cóż, takiej odpowiedzi się nie spodziewał. Gdyby chodziło o Elliotta lub kogokolwiek ze znajomych, którzy na co dzień odwiedzali Ministerstwo, to nie wzbudziłoby to w nim żadnych podejrzeń, jednak pan Black... Nie wiedział, czy powinien czuć się zaszczycony tą wizytą, czy zacząć martwić.
— Cóż, to... Dobra wiadomość. Że nie doszło do żadnego wypadku, znaczy się. A więc zamieniam się w słuch — odpowiedział spokojnie.
Nie mógł zaprzeczyć, kamień spadł mu z serca, gdy okazało się, że nikomu z ich najbliższych nie groziło bezpośrednie niebezpieczeństwie. Gdyby tak było, to dostałbyś wyjca albo patronusa. Lub właśnie był w drodze na miejsce, upomniał się, przeklinając lukę w swoich poprzednich domysłach. Obecność Perseusza w Ministerstwie stawała się coraz większą zagadką, wraz z każdym zamienionym słowem.
Na czole Erika zagościła pojedyncza zmarszczka między brwiami, gdy ich rozmowa zeszła na temat krzyżówki, którą otrzymał kawałek czasu temu. Jaki związek miałaby mieć zabawna łamigłówka z wizytą przedstawiciela jednego z najbardziej poważanych rodów czystej krwi w kwaterach Brygady Uderzeniowej? Zaczął poprawiać się na krześle, starając się zawczasu znaleźć odpowiedź na to pytanie, jednak zanim cokolwiek zdołał wydedukować, podano mu pierwszą wskazówkę. I sprawiło to, że aż zamarł w połowie ruchu, wbijając spojrzenie w Perseusza.
— Rozumiem — zaczął niepewnie, wracając myślami do tamtego listu. Zaklęcie niewybaczalne. To nie wróżyło dobrze. Gdyby nie to, że chwilę wcześniej został zapewniony, że nic nie groziło ich wspólnym znajomym, to pewnie oblałby go zimny pot. Dzięki niech będą Merlinowi. — Czyli mamy do czynienia z kimś poszkodo...
Przerwał, a przez jego twarz przemknął cień irytacji, gdy przerwała mu wiązanka przekleństw wycelowana w filiżankę po kawie. Longbottom obrzucił współpracownika pełnym dezaprobaty spojrzeniem, jednak szybko wrócił zatroskany wzrokiem do Blacka. Cóż, to zdecydowanie nie były wizyta towarzyska. Gdyby tak było, to chyba padłby z wrażenia. Dosłownie.
— Tak — odparł sucho, podnosząc się z miejsca i przywołując do siebie swój płaszcz. Po chwili był gotowy do ewentualnego udania w drogę, jeśli zajdzie ku temu potrzeba. — Życzysz sobie nieco prywatności, czy będziemy potrzebować dodatkowego towarzystwa?
Nie miał pojęcia, z czym się tutaj mierzyli, więc wolał wybadać tę kwestię. Jeśli różdżki miały pójść w ruch, to lepiej by było, gdyby powiadomił o tej sprawie kogoś jeszcze. Kogoś zaufanego, pokroju Brenny lub Thomasa. Ostateczną decyzję pozostawił jednak swojego gościowi, w duchu licząc, że jego osąd będzie odpowiednio dobrany do wagi sytuacji.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞