10.01.2023, 03:07 ✶
Wyszczerzył się krzywo pokazując rządek prostych zębów, najpierw do Erika, a potem do Brenny. Nie wyglądał jakby był skruszony, miał w sobie coś z tego młodego gagatka, który na każdym rogu Hogwartu szukał zaczepki u tych, którzy akurat dręczyli innych uczniów - a to, niestety, zdarzało się wystarczająco często, aby Cameron nie musiał zbyt ciężko zakuwać do SUMów ze związanych z uzdrowicielstwem przedmiotów. Czasami po prostu usprawiedliwiał się tym, że pomagał innym, ale w większość faktycznie wolał postraszyć tych, którzy mieli więcej do gadania w temacie czyjegoś pochodzenia.
Zaraz się zreflektował i przestał suszyć zęby, odchrząknął i podrapał psa za uchem, bo ten tyrpnął jego rękę nosem czując, że 'przyjaciel z cieniów' zaczął się odrobinę stresować sytuacją, pomimo ogólnego rozbawienia, z którego próbował się jak najszybciej otrząsnąć. Chyba najbardziej uderzyły go słowa Brenny o dręczeniu, ale też ostrzegający ton, w końcu był tu gościem, nie chciał się naprzykrzać.
- Polubiliśmy się, mamy podobne upodobania co do miejsc, w których przesiadujemy, jak widać - odpowiedział najpierw Erikowi - I nie chciałem was przestraszyć, normalnie postarałbym się jakoś umknąć, ale w tej sytuacji nie miałem jak, a nie chciałem żebyście weszli na jeszcze prywatniejsze rewiry, bo no ten-tego-ten, niekomfortowo trochę, nie. - zrobił młynek palcami jakby chcąc wyrazić nie tylko słowami, jak źle było mu z faktem, że usłyszał kawałek ich rozmowy. Mimo wcześniejszych, filuternych ogników w ciemnych oczach, teraz spojrzał na Erika nieco przepraszająco, bo naprawdę nie chciał wnikać w jego prywatne sprawy ani to z kim jakie eksperymenty robi, czy czegokolwiek dotyczyła ta dyskusja. Nie zamierzał wnikać, ani wypowiadać na głos tego, co usłyszał, bo atmosfera na strychu zrobiłaby się gęsta nie tylko z powodu latającego wszędzie kurzu - przynajmniej takie miał wrażenie. Longbottomowie wydali się stosunkowo nieprzejęci, ale chłopak nie miał zamiaru przeginać ani sprawdzać granicy ich cierpliwości, bo zazwyczaj ludzie z ogromnymi jej pokładami denerwowali się w sposób, który pustoszył wszystko dookoła.
- Jak macie jakieś deski, wolne poduszki to mogę je spróbować transmutować w kanapę. To samo z biurkiem. Rozumiem, że przeglądaniem musisz zająć się sama, macie jakieś miejsce na te pudła, czy właśnie zaklęcie powiększające szafy czy czegokolwiek by się przydało? Albo to. Zmniejszająco-zwiększajace, w prawdzie jakby takie rzucić na jedno z tych pudełek to mogłabyś je wszystkie tam w odmęty wrzucić. - zaproponował, bo, jasne można było żyć bez magii, ale skoro się ją już miało, a potrzebowało się rozszerzyć posiadane miejsce bez robienia z pokojów placu budowy, to ta była nejlepszą opcją do użycia.
- Jeżeli potrzebujecie jakiejś podstawki pod to, ze transmutacja idzie mi dobrze, to może nie powinienem wam tego mówić, bo obydwoje jesteście glinami, ale niespieszno mi było do rejestrowania swoich zdolności animagicznych. W aktualnej sytuacji to chyba nawet lepiej. - ufał im na tyle, aby to powiedzieć, poza tym, trochę też czekał na okazję. W postaci sokoła mógł się do czegoś przydać, ale nie chciał też, z samego początku, gdy tylko zaczął przebywać w rezydencji, zasypywać Brennę i Erika faktami o sobie, bo ci wydawali się zajęci i bez tego. Teraz wyczuł odpowiedni moment, więc się tym podzielił.
Zaraz się zreflektował i przestał suszyć zęby, odchrząknął i podrapał psa za uchem, bo ten tyrpnął jego rękę nosem czując, że 'przyjaciel z cieniów' zaczął się odrobinę stresować sytuacją, pomimo ogólnego rozbawienia, z którego próbował się jak najszybciej otrząsnąć. Chyba najbardziej uderzyły go słowa Brenny o dręczeniu, ale też ostrzegający ton, w końcu był tu gościem, nie chciał się naprzykrzać.
- Polubiliśmy się, mamy podobne upodobania co do miejsc, w których przesiadujemy, jak widać - odpowiedział najpierw Erikowi - I nie chciałem was przestraszyć, normalnie postarałbym się jakoś umknąć, ale w tej sytuacji nie miałem jak, a nie chciałem żebyście weszli na jeszcze prywatniejsze rewiry, bo no ten-tego-ten, niekomfortowo trochę, nie. - zrobił młynek palcami jakby chcąc wyrazić nie tylko słowami, jak źle było mu z faktem, że usłyszał kawałek ich rozmowy. Mimo wcześniejszych, filuternych ogników w ciemnych oczach, teraz spojrzał na Erika nieco przepraszająco, bo naprawdę nie chciał wnikać w jego prywatne sprawy ani to z kim jakie eksperymenty robi, czy czegokolwiek dotyczyła ta dyskusja. Nie zamierzał wnikać, ani wypowiadać na głos tego, co usłyszał, bo atmosfera na strychu zrobiłaby się gęsta nie tylko z powodu latającego wszędzie kurzu - przynajmniej takie miał wrażenie. Longbottomowie wydali się stosunkowo nieprzejęci, ale chłopak nie miał zamiaru przeginać ani sprawdzać granicy ich cierpliwości, bo zazwyczaj ludzie z ogromnymi jej pokładami denerwowali się w sposób, który pustoszył wszystko dookoła.
- Jak macie jakieś deski, wolne poduszki to mogę je spróbować transmutować w kanapę. To samo z biurkiem. Rozumiem, że przeglądaniem musisz zająć się sama, macie jakieś miejsce na te pudła, czy właśnie zaklęcie powiększające szafy czy czegokolwiek by się przydało? Albo to. Zmniejszająco-zwiększajace, w prawdzie jakby takie rzucić na jedno z tych pudełek to mogłabyś je wszystkie tam w odmęty wrzucić. - zaproponował, bo, jasne można było żyć bez magii, ale skoro się ją już miało, a potrzebowało się rozszerzyć posiadane miejsce bez robienia z pokojów placu budowy, to ta była nejlepszą opcją do użycia.
- Jeżeli potrzebujecie jakiejś podstawki pod to, ze transmutacja idzie mi dobrze, to może nie powinienem wam tego mówić, bo obydwoje jesteście glinami, ale niespieszno mi było do rejestrowania swoich zdolności animagicznych. W aktualnej sytuacji to chyba nawet lepiej. - ufał im na tyle, aby to powiedzieć, poza tym, trochę też czekał na okazję. W postaci sokoła mógł się do czegoś przydać, ale nie chciał też, z samego początku, gdy tylko zaczął przebywać w rezydencji, zasypywać Brennę i Erika faktami o sobie, bo ci wydawali się zajęci i bez tego. Teraz wyczuł odpowiedni moment, więc się tym podzielił.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you