22.07.2024, 22:57 ✶
Najpierw patrzę jak Cameron umiera, a jak się już upewniam, że jednak będzie żył, idę tańczyć z Atreusem
Brenna czekała po prostu, co orzeknie Basilius, przypatrując się całej procedurze. Skrzywiła się mimowolnie, kiedy Cameron zaczął zapewniać, że wszystko w porządku – nie wyglądało, jakby było w porządku, chłopak był blady, opatrunek, założony mu przez uzdrowiciela wskazywał na jakieś poważniejsze uszkodzenie, i miała dziwne wrażenie, że Lupin w końcu im tutaj zemdleje.
Zachowywał się jak…
…no prawie jak ona w takich sytuacjach, ale Brenna była gotowa się zarzekać, że to absolutnie coś innego.
Gdzieś w tle przemknął niedźwiedź, z Norą na grzebiecie. Uniosła na moment głowę, spoglądając za nimi, ale na jej twarzy nie drgnął ani jeden mięsień – bo i czemu by miał, skoro dwoje jej przyjaciół najwyraźniej świetnie się razem bawiło? Gdzieś kątem oka wyłapała też… Geraldine, i to zwróciło na moment jej uwagę, bo tej dziewczyny się tu nie spodziewała. W pierwszej chwili założyła nawet, że tym, kto ją zaprosił, był Erik, zaraz jednak uniosła lekko brwi, dostrzegając, że u boku kobiety jest Thomas.
Cóż. W tym gronie nikt, może poza Eden, raczej nie miał zamiaru wyrażać czy choćby odczuwać potępienia.
– Na pewno nie wymaga… jakichś nie wiem, czarów marów, które można odprawić tylko w klinice? – upewniła się jeszcze, zwracając się do Prewetta, nim pomogli przemieścić się Lupinowi z piasku z powrotem na teren zabawy i usiąść na jednym z koców. – Ładny lot, Heather. Cameron? Może… tak lepiej to zdejmiesz? – poprosiła jeszcze nim się odsunęła, wskazując przy tym na czerwoną muszlę. Efekty miały być drobne, ale najwyraźniej na niektórych wpływały mocniej niż na innych.
Gdzieś w tle zmieniła się piosenka, zagrzewające do walki na miotłach słowa zostały zastąpione mugolską piosenką. Gdy Atreus wyciągnął ku niej rękę, po prostu ujęła jego dłoń, zimną nawet w ciepły dzień na plaży.
– Pewnie – powiedziała po prostu, ruszając razem z nim kawałek dalej od koców, bo po pierwsze, to była zabawa, i nie miała zamiaru wykręcać się od tańca z kimkolwiek, po drugie, to chyba jak dotąd jeśli na coś się nie zgodziła, to dlatego, że miała znaleźć się na innym kontynencie. – Chociaż zdumiewasz mnie, że nie chcesz iść do baru? Daję słowo, nie ma ani kropli amortencji, powiedziałam Tedy’emu, że jak to się zbliży z kroplą tego eliksiru, to ja za siebie nie ręczę. A, zamieniania się w jakieś szczury czy coś też nie ma, podobno to była jedna z atrakcji na weselu Blacków.
Zdawał się lubić takie drinki. Może ciągnęło go do nich, bo to też w pewnym sensie był hazard.
Brenna czekała po prostu, co orzeknie Basilius, przypatrując się całej procedurze. Skrzywiła się mimowolnie, kiedy Cameron zaczął zapewniać, że wszystko w porządku – nie wyglądało, jakby było w porządku, chłopak był blady, opatrunek, założony mu przez uzdrowiciela wskazywał na jakieś poważniejsze uszkodzenie, i miała dziwne wrażenie, że Lupin w końcu im tutaj zemdleje.
Zachowywał się jak…
…no prawie jak ona w takich sytuacjach, ale Brenna była gotowa się zarzekać, że to absolutnie coś innego.
Gdzieś w tle przemknął niedźwiedź, z Norą na grzebiecie. Uniosła na moment głowę, spoglądając za nimi, ale na jej twarzy nie drgnął ani jeden mięsień – bo i czemu by miał, skoro dwoje jej przyjaciół najwyraźniej świetnie się razem bawiło? Gdzieś kątem oka wyłapała też… Geraldine, i to zwróciło na moment jej uwagę, bo tej dziewczyny się tu nie spodziewała. W pierwszej chwili założyła nawet, że tym, kto ją zaprosił, był Erik, zaraz jednak uniosła lekko brwi, dostrzegając, że u boku kobiety jest Thomas.
Cóż. W tym gronie nikt, może poza Eden, raczej nie miał zamiaru wyrażać czy choćby odczuwać potępienia.
– Na pewno nie wymaga… jakichś nie wiem, czarów marów, które można odprawić tylko w klinice? – upewniła się jeszcze, zwracając się do Prewetta, nim pomogli przemieścić się Lupinowi z piasku z powrotem na teren zabawy i usiąść na jednym z koców. – Ładny lot, Heather. Cameron? Może… tak lepiej to zdejmiesz? – poprosiła jeszcze nim się odsunęła, wskazując przy tym na czerwoną muszlę. Efekty miały być drobne, ale najwyraźniej na niektórych wpływały mocniej niż na innych.
Gdzieś w tle zmieniła się piosenka, zagrzewające do walki na miotłach słowa zostały zastąpione mugolską piosenką. Gdy Atreus wyciągnął ku niej rękę, po prostu ujęła jego dłoń, zimną nawet w ciepły dzień na plaży.
– Pewnie – powiedziała po prostu, ruszając razem z nim kawałek dalej od koców, bo po pierwsze, to była zabawa, i nie miała zamiaru wykręcać się od tańca z kimkolwiek, po drugie, to chyba jak dotąd jeśli na coś się nie zgodziła, to dlatego, że miała znaleźć się na innym kontynencie. – Chociaż zdumiewasz mnie, że nie chcesz iść do baru? Daję słowo, nie ma ani kropli amortencji, powiedziałam Tedy’emu, że jak to się zbliży z kroplą tego eliksiru, to ja za siebie nie ręczę. A, zamieniania się w jakieś szczury czy coś też nie ma, podobno to była jedna z atrakcji na weselu Blacków.
Zdawał się lubić takie drinki. Może ciągnęło go do nich, bo to też w pewnym sensie był hazard.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.