22.07.2024, 23:40 ✶
Początkowo planował jedynie krótkie spotkanie z Jagodą, ale los ewidentnie miał wobec niego inne plany. Nie był to pierwszy raz, gdy widział poobijaną Brennę, ale widok i tak był nieprzyjemny. Nie bawiąc się w jakieś wyszukane pogawędki i kurtuazyjne powitania po prostu przeszedł do momentu, w którym ją opatruje.
Nie omieszkał też przywitać się ze skrzatką, która od lat służyła Longbottomom, posyłając jej przy tym przyjazny uśmiech.
— Mam nadzieję, że to tylko taki żart? — zaczął, unosząc brwi ku górze. — To jest według Ciebie zawracanie głowy? Masz oparzone dłonie i kolana, a Twoja szyja wygląda, jakby ktoś próbował cię udusić i jednocześnie podpiec — rzucił zaskakująco surowym jak na siebie głosem. Normalnie zapewne nie odważyłby się na aż taką śmiałość, ale wypite piwo dodało mu nieco animuszu. Znali się od dziecka i niejednokrotnie był świadkiem jej przesadnie odważnych wyczynów. Przypadkowe siniaki i otarcia towarzyszyły jej praktycznie zawsze, przez co bardziej się dziwił, gdy akurat spotykał ją w pełnym zdrowiu. Wciąż jednak się o nią martwił. Tym razem wyglądała naprawdę nieprzyjemnie.
— Jestem przekonany, że Basilius zadawałby niewygodne pytania. Tak właściwie to sam mam ochotę kilka zadać, ale podejrzewam, że nie możesz mi nic powiedzieć? — odparł, zerkając na przyjaciółkę zatroskanym spojrzeniem. Pracował dla Zakonu już kilka miesięcy, ale w sumie to nie wiedział zbyt wiele o jego działaniach. Po prostu pomagał tym, których trzeba było opatrzeć. Traf chciał, że najczęściej była to właśnie ona. Bo przecież na pewno nie robiła nic, co mogłoby sprzyjać takim wypadkom, prawda?
— Teraz nie jest źle. Gdy zejdą z ciebie efekty eliksirów i maści, raczej nie będzie tak przyjemnie. Zostawię ci pastylki. Możesz wziąć, jeśli będziesz czuła potrzebę. Jeśli nie... jestem przekonany, że przydadzą się w przyszłości — kończąc zdanie, westchnął lekko. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to zdecydowanie nie był ostatni raz, gdy przyjdzie mu ją łatać. Nie, żeby narzekał. W końcu właśnie dlatego dołączył do tego ugrupowania.
Przez chwilę kusiło go odmówić, gdy padła propozycja lemoniady i poczęstunku, ale ostatecznie jedynie pokiwał głową na znak, że z chęcią skorzysta z oferowanej gościnności. Po części przez żołądek, który nagle dał o sobie znać. Przede wszystkim jednak nie chciał jeszcze wracać do domu. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że gdy tylko znajdzie się w swoim pokoju, znowu dopadnie go ta cholerna niemoc. Rozmowa z Brenną przyjemnie zajmowała jego uwagę, odciągając na bok nieprzyjemne myśli.
Bez słowa usiadł na wskazanym fotelu, zatapiając się w wygodnym materiale. Było mu na tyle przyjemnie, że pozwolił sobie nawet na głośne westchnięcie. Zaraz jednak się opanował, zerkając w stronę przyjaciółki z lekkim zmieszaniem. — Wybacz. Ostatnie dni były... nie najlepsze. Jestem trochę przemęczony — rzucił nieco ciszej. Na samo wspomnienie ostatniej rozmowy z Vior jego żołądek ściskał się w nieprzyjemny supeł. — Prześpię się i mi przejdzie — dorzucił jeszcze, chcąc nieco zbyć ten temat, ale cóż, nigdy nie był z niego szczególnie dobry kłamca.
— Jak się trzymasz? Tak poza najnowszymi obrażeniami — dodał, zerkając w stronę kobiety. Kolejna próba przerzucenia jej uwagi na coś innego niż on sam.
Nie omieszkał też przywitać się ze skrzatką, która od lat służyła Longbottomom, posyłając jej przy tym przyjazny uśmiech.
— Mam nadzieję, że to tylko taki żart? — zaczął, unosząc brwi ku górze. — To jest według Ciebie zawracanie głowy? Masz oparzone dłonie i kolana, a Twoja szyja wygląda, jakby ktoś próbował cię udusić i jednocześnie podpiec — rzucił zaskakująco surowym jak na siebie głosem. Normalnie zapewne nie odważyłby się na aż taką śmiałość, ale wypite piwo dodało mu nieco animuszu. Znali się od dziecka i niejednokrotnie był świadkiem jej przesadnie odważnych wyczynów. Przypadkowe siniaki i otarcia towarzyszyły jej praktycznie zawsze, przez co bardziej się dziwił, gdy akurat spotykał ją w pełnym zdrowiu. Wciąż jednak się o nią martwił. Tym razem wyglądała naprawdę nieprzyjemnie.
— Jestem przekonany, że Basilius zadawałby niewygodne pytania. Tak właściwie to sam mam ochotę kilka zadać, ale podejrzewam, że nie możesz mi nic powiedzieć? — odparł, zerkając na przyjaciółkę zatroskanym spojrzeniem. Pracował dla Zakonu już kilka miesięcy, ale w sumie to nie wiedział zbyt wiele o jego działaniach. Po prostu pomagał tym, których trzeba było opatrzeć. Traf chciał, że najczęściej była to właśnie ona. Bo przecież na pewno nie robiła nic, co mogłoby sprzyjać takim wypadkom, prawda?
— Teraz nie jest źle. Gdy zejdą z ciebie efekty eliksirów i maści, raczej nie będzie tak przyjemnie. Zostawię ci pastylki. Możesz wziąć, jeśli będziesz czuła potrzebę. Jeśli nie... jestem przekonany, że przydadzą się w przyszłości — kończąc zdanie, westchnął lekko. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to zdecydowanie nie był ostatni raz, gdy przyjdzie mu ją łatać. Nie, żeby narzekał. W końcu właśnie dlatego dołączył do tego ugrupowania.
Przez chwilę kusiło go odmówić, gdy padła propozycja lemoniady i poczęstunku, ale ostatecznie jedynie pokiwał głową na znak, że z chęcią skorzysta z oferowanej gościnności. Po części przez żołądek, który nagle dał o sobie znać. Przede wszystkim jednak nie chciał jeszcze wracać do domu. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że gdy tylko znajdzie się w swoim pokoju, znowu dopadnie go ta cholerna niemoc. Rozmowa z Brenną przyjemnie zajmowała jego uwagę, odciągając na bok nieprzyjemne myśli.
Bez słowa usiadł na wskazanym fotelu, zatapiając się w wygodnym materiale. Było mu na tyle przyjemnie, że pozwolił sobie nawet na głośne westchnięcie. Zaraz jednak się opanował, zerkając w stronę przyjaciółki z lekkim zmieszaniem. — Wybacz. Ostatnie dni były... nie najlepsze. Jestem trochę przemęczony — rzucił nieco ciszej. Na samo wspomnienie ostatniej rozmowy z Vior jego żołądek ściskał się w nieprzyjemny supeł. — Prześpię się i mi przejdzie — dorzucił jeszcze, chcąc nieco zbyć ten temat, ale cóż, nigdy nie był z niego szczególnie dobry kłamca.
— Jak się trzymasz? Tak poza najnowszymi obrażeniami — dodał, zerkając w stronę kobiety. Kolejna próba przerzucenia jej uwagi na coś innego niż on sam.