22.07.2024, 23:42 ✶
Jego dzisiejsza obecność na weselu była przede wszystkim powodowana chęcią zarobku. Oczywiście tego nieuczciwego, przynajmniej częściowo. W końcu mieli mu zapłacić za to całe serwowanie drinków bogaczom.
Jeszcze kilka lat temu ograniczał się raczej do pojedynczych mieszków i małych okazji, ale jak to mówią, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jego skala wybiła w górę w dniu, gdy przez pomyłkę otrzymał zaproszenie na pogrzeb skierowane do jakiegoś innego Wiliama. Nie pamiętał już nazwiska, ale typ zapewne pochodził z jakiejś starej, bogatej rodziny. Bo innych chyba na tamtą imprezę nie zaprosili. Początkowo poszedł tam głównie po to, żeby się za darmo najeść, ale gdy tylko zobaczył zastawę z czystego srebra, nie mógł się powstrzymać przed niewielką transakcją, oczywiście bez wiedzy właściciela. Bo skoro mieli tego tyle, z pewnością nie zauważą, gdy nieco zniknie, prawda?
Chyba faktycznie tak było, bo nigdy nie miał z tego powodu problemów, a zawinięte fanty zostały przetopione w ozdoby, które otrzymali jego bliscy znajomi. Jak to mówią, zbrodnia idealna, bo dość szybko pozbył się wszelkich dowodów. Tym razem nie miało być inaczej.
Dość łatwo zebrał sporo mieszków, powoli zbierał się do wyjścia, ale na jego drodze stanęła okazja do napicia się ze znajomą. Tylko głupi by nie skorzystał, a że Billy był łebski chłop, to od razu wywęszył okazję. Zdarzało mu się już z nią pić, ale nigdy nie była odstawiona w taki sposób, także co tu dużo mówić. Dodatkowe plusy. Nawet rzucił jej kilka komplementów, chociaż oczywiście nie były szczególnie górnolotne. W tym wdzianku mógł wyglądać, jakby miał klasę, ale jak wiadomo, pozory mogą mylić.
— No, to skoro to już mamy wyjaśnione, to możemy się wyluzować — rzucił wesoło, zostawiając za sobą wszelkie nieporozumienia. Cieszyło go, że byli w stanie się tak łatwo porozumieć. Nie był może z górnych sfer, ale zdarzyło mu się spotykać z kilkoma pannami, które do takich się zaliczały i Merlinie — rozmowy z nimi były drogą przez mękę.
— Słuchaj, spotkałem dzisiaj całkiem sporo gości i w ogólnym rankingu uprzejmości i możliwości rozmowy, plasujesz się tak w samej czołówce. Na podium, pierwsze miejsce. Mało tego, przewidziana była nagroda. Trafił się prywatny kelner, który jest wyłączność do końca wieczoru — odparł, puszczając jej przy tym oczko. Miał zbyt dobry humor, żeby przejmować się etykietą czy rozsądkiem. Miał nadzieję, że Ger podzieli jego podejście.
Dopiero teraz, gdy znaleźli się w ogrodzie, z dala od reszty gości, mógł się w końcu wyluzować. Nie na tyle, żeby zaraz wyjąć fanty i paradować z nimi przed znajomą, ale zdjęcie muszki i rozpięcie marynarki było całkiem przyjemne.
— Hmmm, no dobra. Może jestem zbyt surowy. Sam też czasem lubię kolorowe drinki, także niech będzie, że przepraszam ładnie. Aczkolwiek no, zazwyczaj piję dla faktu, żeby się napić. Ty zresztą chyba też? — dokończył, zerkając na nią, ciekawe reakcji. Dopiero teraz w jego głowie pojawiła się myśl, że w sumie to mógł być nieco nietaktowny. W końcu faktycznie była z grona tych ludzi, także może warto było uważać, kogo i jak akurat obraża? Przynajmniej póki ona słuchała.
— O proszę, nie pomyślałbym, żeby tam szukać tytoniu. Dasz mi adres? Obiecuję nie wykupić towaru, żeby sprzedawać na boku — zaczął, uśmiechając się przy tym szeroko. — Znaczy się... kurwa, bo to źle zabrzmiało. Na serio obiecuję się korzystać tylko w celach prywatnych. No i nikomu nie rozpowiem, żeby nam towaru nie zabrakło — mówiąc to, przełożył rękę w miejscu serca, drugą unosząc w górę. — Uroczyście przysięgam i tak dalej. Nie pamiętam reszty tej formułki — zadeklarował, po czym klapnął się nieco wygodniej na ławce, upijając kolejne łyki wina. Tak, faktycznie było całkiem niezłe.
Zdawało mu się, że rozmowa idzie doskonale, a jego teksty są nad wyraz czarujące i pociągające, a przynajmniej to wnioskował z jej twarzy. Tak mu się przynajmniej wydawało, ale nie przeszło mu przez głowę, żeby się zastanowić, zanim coś powie. — Nie no, słuchaj. Znowu pierdolę trzy po trzy i to źle brzmi — zaczął, drapiąc się przy tym po głowie. Ewidentnie było mu teraz głupio, przynajmniej trochę. — Ładnie ci w tym, żeby nie było. Jeśli lubisz w tym chodzić to spoko, zajebiście nawet — kontynuował, przechylając się na ławce. Tak, żeby mógł na nią lepiej patrzeć. Jasne, faktycznie mógłby to z niej ściągnąć, ale no, niemiły tez nie chciał być.
— Może zaczniemy jeszcze raz? Obiecuję nie spierdolić i nie korzystać z opcji "do trzech razy sztuka" — rzucił, uśmiechając się lekko. — Wyglądasz naprawdę zajebiście. I cieszy mnie, że się razem urwaliśmy, nawet jeśli tylko na chwilę — zagaił, podsuwając jej butelkę, która okazała się być jakimś innym winem niż reszta butelek. — Przypadkiem musiałem wziąć. Coś po francusku, chyba. Nie znam tego języka. Chcesz spróbować pierwsza? — dość mały i w oczach wielu pewnie głupi gest, ale w oczach Billy'ego oddawanie komuś pierwszej kolejki nowego alkoholu znaczyło całkiem sporo.
Jeszcze kilka lat temu ograniczał się raczej do pojedynczych mieszków i małych okazji, ale jak to mówią, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jego skala wybiła w górę w dniu, gdy przez pomyłkę otrzymał zaproszenie na pogrzeb skierowane do jakiegoś innego Wiliama. Nie pamiętał już nazwiska, ale typ zapewne pochodził z jakiejś starej, bogatej rodziny. Bo innych chyba na tamtą imprezę nie zaprosili. Początkowo poszedł tam głównie po to, żeby się za darmo najeść, ale gdy tylko zobaczył zastawę z czystego srebra, nie mógł się powstrzymać przed niewielką transakcją, oczywiście bez wiedzy właściciela. Bo skoro mieli tego tyle, z pewnością nie zauważą, gdy nieco zniknie, prawda?
Chyba faktycznie tak było, bo nigdy nie miał z tego powodu problemów, a zawinięte fanty zostały przetopione w ozdoby, które otrzymali jego bliscy znajomi. Jak to mówią, zbrodnia idealna, bo dość szybko pozbył się wszelkich dowodów. Tym razem nie miało być inaczej.
Dość łatwo zebrał sporo mieszków, powoli zbierał się do wyjścia, ale na jego drodze stanęła okazja do napicia się ze znajomą. Tylko głupi by nie skorzystał, a że Billy był łebski chłop, to od razu wywęszył okazję. Zdarzało mu się już z nią pić, ale nigdy nie była odstawiona w taki sposób, także co tu dużo mówić. Dodatkowe plusy. Nawet rzucił jej kilka komplementów, chociaż oczywiście nie były szczególnie górnolotne. W tym wdzianku mógł wyglądać, jakby miał klasę, ale jak wiadomo, pozory mogą mylić.
— No, to skoro to już mamy wyjaśnione, to możemy się wyluzować — rzucił wesoło, zostawiając za sobą wszelkie nieporozumienia. Cieszyło go, że byli w stanie się tak łatwo porozumieć. Nie był może z górnych sfer, ale zdarzyło mu się spotykać z kilkoma pannami, które do takich się zaliczały i Merlinie — rozmowy z nimi były drogą przez mękę.
— Słuchaj, spotkałem dzisiaj całkiem sporo gości i w ogólnym rankingu uprzejmości i możliwości rozmowy, plasujesz się tak w samej czołówce. Na podium, pierwsze miejsce. Mało tego, przewidziana była nagroda. Trafił się prywatny kelner, który jest wyłączność do końca wieczoru — odparł, puszczając jej przy tym oczko. Miał zbyt dobry humor, żeby przejmować się etykietą czy rozsądkiem. Miał nadzieję, że Ger podzieli jego podejście.
Dopiero teraz, gdy znaleźli się w ogrodzie, z dala od reszty gości, mógł się w końcu wyluzować. Nie na tyle, żeby zaraz wyjąć fanty i paradować z nimi przed znajomą, ale zdjęcie muszki i rozpięcie marynarki było całkiem przyjemne.
— Hmmm, no dobra. Może jestem zbyt surowy. Sam też czasem lubię kolorowe drinki, także niech będzie, że przepraszam ładnie. Aczkolwiek no, zazwyczaj piję dla faktu, żeby się napić. Ty zresztą chyba też? — dokończył, zerkając na nią, ciekawe reakcji. Dopiero teraz w jego głowie pojawiła się myśl, że w sumie to mógł być nieco nietaktowny. W końcu faktycznie była z grona tych ludzi, także może warto było uważać, kogo i jak akurat obraża? Przynajmniej póki ona słuchała.
— O proszę, nie pomyślałbym, żeby tam szukać tytoniu. Dasz mi adres? Obiecuję nie wykupić towaru, żeby sprzedawać na boku — zaczął, uśmiechając się przy tym szeroko. — Znaczy się... kurwa, bo to źle zabrzmiało. Na serio obiecuję się korzystać tylko w celach prywatnych. No i nikomu nie rozpowiem, żeby nam towaru nie zabrakło — mówiąc to, przełożył rękę w miejscu serca, drugą unosząc w górę. — Uroczyście przysięgam i tak dalej. Nie pamiętam reszty tej formułki — zadeklarował, po czym klapnął się nieco wygodniej na ławce, upijając kolejne łyki wina. Tak, faktycznie było całkiem niezłe.
Zdawało mu się, że rozmowa idzie doskonale, a jego teksty są nad wyraz czarujące i pociągające, a przynajmniej to wnioskował z jej twarzy. Tak mu się przynajmniej wydawało, ale nie przeszło mu przez głowę, żeby się zastanowić, zanim coś powie. — Nie no, słuchaj. Znowu pierdolę trzy po trzy i to źle brzmi — zaczął, drapiąc się przy tym po głowie. Ewidentnie było mu teraz głupio, przynajmniej trochę. — Ładnie ci w tym, żeby nie było. Jeśli lubisz w tym chodzić to spoko, zajebiście nawet — kontynuował, przechylając się na ławce. Tak, żeby mógł na nią lepiej patrzeć. Jasne, faktycznie mógłby to z niej ściągnąć, ale no, niemiły tez nie chciał być.
— Może zaczniemy jeszcze raz? Obiecuję nie spierdolić i nie korzystać z opcji "do trzech razy sztuka" — rzucił, uśmiechając się lekko. — Wyglądasz naprawdę zajebiście. I cieszy mnie, że się razem urwaliśmy, nawet jeśli tylko na chwilę — zagaił, podsuwając jej butelkę, która okazała się być jakimś innym winem niż reszta butelek. — Przypadkiem musiałem wziąć. Coś po francusku, chyba. Nie znam tego języka. Chcesz spróbować pierwsza? — dość mały i w oczach wielu pewnie głupi gest, ale w oczach Billy'ego oddawanie komuś pierwszej kolejki nowego alkoholu znaczyło całkiem sporo.