16.01.2023, 14:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.05.2023, 22:08 przez Chester Rookwood.)
Pierwszym problemem jaki Chester Rookwood miał z teleportacją było to, że nierzadko groziła mniej lub bardziej poważnym problemem rozszczepieniem. Drugim było zaś to, że niektórzy najwyraźniej źle ją znosili. Tak jak stojący pod tym drzewem i dochodzący do siebie Robert po tym, jak zwrócił uprzednio spożyty posiłek. Przez chwilę rozważał zapytanie swojego towarzysza o to, jakim cudem zdał uzyskał licencję na teleportowanie się i za którym razem. Ostatecznie porzucił ten zamiar. Tym bardziej, że to nie był pierwszy raz u Roberta ani to nie miało pokrzyżować ich planów. W chwili obecnej byli bezpieczni.
— Może świstoklik byłby lepszy. Na miotle lecielibyśmy zbyt długo, a to dopiero pierwszy z powodów, przez które jednogłośnie zrezygnowaliśmy z tego środka transportu — Odparł na słowa tego czarodzieja, którego ani przez chwilę nie poganiać. Po prostu chciał mieć pewność, że towarzyszący mu Mulciber nie zwymiotuje na własne buty podczas załatwiania tej... sprawy. Byłoby to wielce niefortunne. Podczas lotu na miotle zawsze można było zostać dostrzeżonym i często nie można było podlecieć bardzo blisko obranego przez nich celu. Również na niekorzyść lotu na miotle przemawiał fakt, że Chester nie przepadał za każdą formą przebywania na łonie natury i nawet podczas lotu na miotle wolał przelatywać nad miastami niż chociażby lasami. W tych pierwszych zawsze będzie w stanie się odnaleźć.
— Lepiej teraz, niż później — Uznał. To zostanie między nimi. Sam był odziany w czarną szatę z głębokim kapturem, nałożoną na codzienne ubranie. Skinął głową. Najwyższa pora. Przez chwilę rozważał poczęstowanie Roberta papierosem, jednak to będzie musiało poczekać. Sam palił tylko dlatego, że ten czarodziej zapewnił mu taką możliwość.
— Gdyby było ich więcej i okazałyby się znacznie potężniejsze, niż sądziliśmy to czy to by nas powstrzymało? Zajęłoby nam tylko więcej czasu zanim byśmy go dopadli — Nauczony doświadczeniem Chester cały obszar wokół swojej kryjówki zabezpieczyłby chyba każdym znanym mu zaklęciem, gdyby tego wymagała od niego sytuacja. Tak by miał odpowiednią czasu na przygotowanie obrony albo ucieczkę. Posiadana przez niego umiejętność wczuwania się w poszukiwanych przez niego delikwentów nierzadko pozwalała mu przewidzieć ich dalsze ruchy. Jeśli ukrywający się tu czarodziej otoczył to miejsce mało skomplikowanymi zaklęciami to nie pozostawało mu nic innego, jak podzielić zdanie Roberta na jego temat. Mimo to liczył na to, że nie fatygowali się tutaj na darmo. — Doskonale rozumiem, co masz na myśli — Niejako się zgodził się z tym stwierdzeniem, pomimo jego przerysowania. Czystokrwisty uczeń rozpoczynający właśnie edukację w Hogwarcie powinien mieć takie predyspozycje do uprawiania magii oraz pożądany dryg do nauki, która powinna przychodzić mu z większą łatwością niż szlamom.
— Zajmij się tym — Odrzekł poważnie. Sam trzymał różdżkę w dłoni, trwając w gotowości. Pomimo tego, że był gotowy walczyć i udzielić Robertowi niezbędnego wsparcia, tak wolał pozostawić mu złamanie tych wszystkich zabezpieczeń. Musieli dopaść Jonathana Avery'ego, a teraz byli tego bliscy. Udało mu się zbyt długo ukrywać przed nimi.
— Może świstoklik byłby lepszy. Na miotle lecielibyśmy zbyt długo, a to dopiero pierwszy z powodów, przez które jednogłośnie zrezygnowaliśmy z tego środka transportu — Odparł na słowa tego czarodzieja, którego ani przez chwilę nie poganiać. Po prostu chciał mieć pewność, że towarzyszący mu Mulciber nie zwymiotuje na własne buty podczas załatwiania tej... sprawy. Byłoby to wielce niefortunne. Podczas lotu na miotle zawsze można było zostać dostrzeżonym i często nie można było podlecieć bardzo blisko obranego przez nich celu. Również na niekorzyść lotu na miotle przemawiał fakt, że Chester nie przepadał za każdą formą przebywania na łonie natury i nawet podczas lotu na miotle wolał przelatywać nad miastami niż chociażby lasami. W tych pierwszych zawsze będzie w stanie się odnaleźć.
— Lepiej teraz, niż później — Uznał. To zostanie między nimi. Sam był odziany w czarną szatę z głębokim kapturem, nałożoną na codzienne ubranie. Skinął głową. Najwyższa pora. Przez chwilę rozważał poczęstowanie Roberta papierosem, jednak to będzie musiało poczekać. Sam palił tylko dlatego, że ten czarodziej zapewnił mu taką możliwość.
— Gdyby było ich więcej i okazałyby się znacznie potężniejsze, niż sądziliśmy to czy to by nas powstrzymało? Zajęłoby nam tylko więcej czasu zanim byśmy go dopadli — Nauczony doświadczeniem Chester cały obszar wokół swojej kryjówki zabezpieczyłby chyba każdym znanym mu zaklęciem, gdyby tego wymagała od niego sytuacja. Tak by miał odpowiednią czasu na przygotowanie obrony albo ucieczkę. Posiadana przez niego umiejętność wczuwania się w poszukiwanych przez niego delikwentów nierzadko pozwalała mu przewidzieć ich dalsze ruchy. Jeśli ukrywający się tu czarodziej otoczył to miejsce mało skomplikowanymi zaklęciami to nie pozostawało mu nic innego, jak podzielić zdanie Roberta na jego temat. Mimo to liczył na to, że nie fatygowali się tutaj na darmo. — Doskonale rozumiem, co masz na myśli — Niejako się zgodził się z tym stwierdzeniem, pomimo jego przerysowania. Czystokrwisty uczeń rozpoczynający właśnie edukację w Hogwarcie powinien mieć takie predyspozycje do uprawiania magii oraz pożądany dryg do nauki, która powinna przychodzić mu z większą łatwością niż szlamom.
— Zajmij się tym — Odrzekł poważnie. Sam trzymał różdżkę w dłoni, trwając w gotowości. Pomimo tego, że był gotowy walczyć i udzielić Robertowi niezbędnego wsparcia, tak wolał pozostawić mu złamanie tych wszystkich zabezpieczeń. Musieli dopaść Jonathana Avery'ego, a teraz byli tego bliscy. Udało mu się zbyt długo ukrywać przed nimi.