23.07.2024, 08:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.07.2024, 15:13 przez Brenna Longbottom.)
Tańczę
Geraldine przychodząca tu z Thomasem mogła oznaczać wiele rzeczy i Brenna nie była pewna, co powinno martwić ją bardziej. Że traktuje Hardwicka jak kolejny podbój i złamie mu serce, czy że traktuje go poważnie i wkrótce zaczną się szepty w towarzystwie, a jej matka powiązana z rodem Borginów będzie naciskać na wydziedziczenie. I że wykreślenie z rodowych rejestrów będzie najłagodniejszą z możliwych kar.
Ale to było coś, czym Brenna postanowiła pomartwić się później. Tego wieczora nikt nie miał ich atakować ani wypowiedzieć przykrych słów, a ona ani dziś, ani jutro, ani nigdy nie zamierzała skłaniać ich do rozsądku. Większość obecnych osób po to ryzykowała życie, aby kiedyś tacy jak oni mogli chodzić na ręce środkiem Pokątnej. A jeśli Geraldine go zrani, jeśli traktowała go jak kolejny podbój, nie kogoś, do kogo czuje coś więcej, to był dorosły i to była jego lekcja do przyswojenia – i była tak jakby ostatnią osobą, która mogła rzucać tutaj kamieniem, bo to tak jak on przyprowadził bezczelną, nie lubiącą zasad, lubiącą za to mężczyzn blondynkę, tak ona teraz tańczyła z bezczelnym, nie lubiącym zasad, lubiącym za to to kobiety blondynem. I wcale nie chciała myśleć o czymkolwiek innym poza tym tańcem.
– Nawet mi o tym nie przypominaj, ganianie bobra na obcasach to zdecydowanie nie jest moje ulubione zajęcie – westchnęła, palce jednej dłoni splatając z jego palcami, długą układając mu na ramieniu, a potem obracając się w rytm muzyki, mało eleganckiej, ale pasującej do takiej plaży lepiej niż walce i tanga, jakie wygrywano na balu i każdej „oficjalnej” zabawie Longbottomów.
Było coś prawie zabawnego w tym, że byli pewnie na najmniej kilku tych samych przyjęciach, a tańczyli ze sobą po raz drugi, gdy prawdopodobnie wcześniej tańczyła właściwie z każdym z jego krewnych. Nawet z jego ojcem i przyszywanym chrzestnym.
– Och, dostał ci się taki drink? – powiedziała, bo o tym akurat nie miała pojęcia. – A nie wierzyłam, że naprawdę je zaserwowali. Mnie to by nawet bawiło, ale chyba nie na weselu, trochę głupio wbiec pod sukienkę panny młodej. Hm… powiedzmy, że eee… słyszałam parę plotek o niespodziewanych parach, wyznaniach, spotkaniach i bijatykach – stwierdziła dyplomatycznie, bo o tym że doszło do bójki słyszała, że Atreus prawie jej miłość wyznawał opowiedziała jej sama Moody, o Bellach napisał Alastor, a było jeszcze kilka innych pogłosek, o których nie wiedziała po prostu co myśleć. Kto z kim przyszedł, kto z kim wyszedł, w celach zapewne jednoznacznych, kto kogo pocałował: miało być największe wydarzenie towarzyskie, a okazało się, że nie brakowało skandali. – Na wszelki wypadek nie pij drinków patrząc na Norę, Samuel mógłby nie zdzierżyć i rozedrzeć cię na strzępy, gdybyś oświadczył się jego narzeczonej – stwierdziła, a w jej oczach rozbłyskiwały iskierki rozbawienia na prawdopodobnie to samo wspomnienie, które przyszło do głowy jemu. – Byłoby mi trochę szkoda, gdyby zżarł cię niedźwiedź.
Geraldine przychodząca tu z Thomasem mogła oznaczać wiele rzeczy i Brenna nie była pewna, co powinno martwić ją bardziej. Że traktuje Hardwicka jak kolejny podbój i złamie mu serce, czy że traktuje go poważnie i wkrótce zaczną się szepty w towarzystwie, a jej matka powiązana z rodem Borginów będzie naciskać na wydziedziczenie. I że wykreślenie z rodowych rejestrów będzie najłagodniejszą z możliwych kar.
Ale to było coś, czym Brenna postanowiła pomartwić się później. Tego wieczora nikt nie miał ich atakować ani wypowiedzieć przykrych słów, a ona ani dziś, ani jutro, ani nigdy nie zamierzała skłaniać ich do rozsądku. Większość obecnych osób po to ryzykowała życie, aby kiedyś tacy jak oni mogli chodzić na ręce środkiem Pokątnej. A jeśli Geraldine go zrani, jeśli traktowała go jak kolejny podbój, nie kogoś, do kogo czuje coś więcej, to był dorosły i to była jego lekcja do przyswojenia – i była tak jakby ostatnią osobą, która mogła rzucać tutaj kamieniem, bo to tak jak on przyprowadził bezczelną, nie lubiącą zasad, lubiącą za to mężczyzn blondynkę, tak ona teraz tańczyła z bezczelnym, nie lubiącym zasad, lubiącym za to to kobiety blondynem. I wcale nie chciała myśleć o czymkolwiek innym poza tym tańcem.
– Nawet mi o tym nie przypominaj, ganianie bobra na obcasach to zdecydowanie nie jest moje ulubione zajęcie – westchnęła, palce jednej dłoni splatając z jego palcami, długą układając mu na ramieniu, a potem obracając się w rytm muzyki, mało eleganckiej, ale pasującej do takiej plaży lepiej niż walce i tanga, jakie wygrywano na balu i każdej „oficjalnej” zabawie Longbottomów.
Było coś prawie zabawnego w tym, że byli pewnie na najmniej kilku tych samych przyjęciach, a tańczyli ze sobą po raz drugi, gdy prawdopodobnie wcześniej tańczyła właściwie z każdym z jego krewnych. Nawet z jego ojcem i przyszywanym chrzestnym.
– Och, dostał ci się taki drink? – powiedziała, bo o tym akurat nie miała pojęcia. – A nie wierzyłam, że naprawdę je zaserwowali. Mnie to by nawet bawiło, ale chyba nie na weselu, trochę głupio wbiec pod sukienkę panny młodej. Hm… powiedzmy, że eee… słyszałam parę plotek o niespodziewanych parach, wyznaniach, spotkaniach i bijatykach – stwierdziła dyplomatycznie, bo o tym że doszło do bójki słyszała, że Atreus prawie jej miłość wyznawał opowiedziała jej sama Moody, o Bellach napisał Alastor, a było jeszcze kilka innych pogłosek, o których nie wiedziała po prostu co myśleć. Kto z kim przyszedł, kto z kim wyszedł, w celach zapewne jednoznacznych, kto kogo pocałował: miało być największe wydarzenie towarzyskie, a okazało się, że nie brakowało skandali. – Na wszelki wypadek nie pij drinków patrząc na Norę, Samuel mógłby nie zdzierżyć i rozedrzeć cię na strzępy, gdybyś oświadczył się jego narzeczonej – stwierdziła, a w jej oczach rozbłyskiwały iskierki rozbawienia na prawdopodobnie to samo wspomnienie, które przyszło do głowy jemu. – Byłoby mi trochę szkoda, gdyby zżarł cię niedźwiedź.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.