• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
marzec 1972 | Castiel & Elliott

marzec 1972 | Castiel & Elliott
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#2
10.01.2023, 05:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.01.2023, 06:29 przez Elliott Malfoy.)  
Wieczór był chłodny prawie tak samo jak nieodgadnione spojrzenie niebieskich oczu, gdy spoczęło na postaci gościa, którego zaprosił w progi swojego aktualnego lokum. Dom wydawał się ciepłą, przytulną ostoją w porównaniu do ostrych rys bruku i budynków centralnego Londynu. Wyżłobione częstym deszczem rynny oraz okiennice jak i latarnie, rzucające resztkę światła na chodniki, dla tych, którzy w tych niebezpiecznych czasach zdecydowali się na wieczorny spacer, wtapiały się w monumentalność stolicy imperium. Były jednocześnie zachęcające jak i powodujące, że włoski na karku stawały dęba, jakby wieki przesmykujące się przez alejki i większe ulice kładły ciężar na barkach każdego przechodnia przypominając mu, że stąpa po podłożu, jakie widziało upadek nie jednego człowieka, w znaczeniu dosłownym i nie. Podobnie odbierało się Elliotta, który z powodu swojego nazwiska nosił na ramionach przymus wielkości, czując jak z każdym krokiem oczekiwania wobec niego samego, nałożone jeszcze przez dziada i pradziada wbijają się w każdy cal skóry, zaczynają płynąć w żyłach wraz z krwią; jak stają się nierozrywalną jednością, złączoną w pianie nadchodzących jedna za drugą fal kolejnych wydarzeń.
- Dobry wieczór - uścisnął dłoń Flinta, dopiero, gdy wpuścił go do środka i zakluczył drzwi, prawie że na cztery spusty, a te zamknęły się z charakterystycznym kliknięciem, bo mechaniczne i widoczne zamki nie były jedynym, co dbało o ich bezpieczeństwo w tych czterech ścianach.
Spokój, jaki wyczuwał od Castiela nie był ani trochę zaskakujący, a jedynie upewniający w fakcie, że zaproszenie go tego wieczora miało bardzo dużo sensu. Sam Elliott miał w sobie wystarczajaco dużo chłodu, aby niektórzy, po rozmowach z nim musieli strzepywać szron z ramion i czubku nosa, więc rezerwą oraz pewnego rodzaju dystansem emocjonalnym ze strony rozmówców niezbyt się przejmował, płynąc z nurtem, odgrywając swoją idealnie wyuczoną rolę.
Malfoy prezentował się nienagannie - przynajmniej w kontekście ubrań. Miał na sobie idealnie wyprasowaną koszulę, spiętą spinkami u mankietów, ciemne spodnie, a na to wszystko narzucony ciemnozielony szlafrok, który mało przypominał materiał, jaki narzucało na siebie rano większość ludzi, aby nie czuć chłodów poranka, a bardziej kojarzył się z kunsztem, który wykorzystywało się przy tworzeniu marynarek i eleganckich płaszczy. Klapy były zdobione złota nicią, ale ta gubiła się w ciemnych odcieniach, pozostając jedynie małym akcentem. Same włosy mężczyzny nie były tak dobrze ułożone jak zawsze, pozostając w naturalnym nieładzie, jego zmęczenie podkreślały też worki pod oczyma, które zazwyczaj maskował dobrej jakości maściami od magicznych wytwórców. W tym okresie odpuszczał je sobie, aby przez nękającą go od lat bezsenność wyglądać bardziej wiarygodnie w żałobie, której, przecież tak naprawdę w ogóle nie obchodził wewnętrznie. Śmierć Simone była dla niego wybawieniem, ale o tym nie mówił na głos, pozostawiając tę tajemnicę między sobą, Perseusem oraz siostrą bliźniaczką; bezpiecznie zapieczętowaną słowami przysięgi, które jakby miały być złamane to skończyłoby się to surowymi konsekwencjami.
- Nicholas już śpi, ale na pewno ucieszy się z nowego przedmiotu, na którym będzie mógł się na chwilę skupić. Niesamowicie trudno o uwagę tak małego dziecka, ale pewnie nie chcesz o tym słuchać, to dość monotonny temat, zwłaszcza dla tych, którzy nie mają swoich pociech - nie chciał ciągnąć tematu syna, tak samo jak bardzo mocno skupiać się na swoich uczuciach w tej rozmowie, więc celowo odpowiedział, a zarazem nie na zadane przez Flinta pytanie, skupiając się na reszcie jego wypowiedzi dotyczącej Nicholasa oraz przyniesionych prezentów.
Zaprowadził gościa do salonu, w którym światło zaczęło się tlić, dopiero, gdy przekroczyli jego próg. Ten prezentował się dobrze, chociaż dębowe półki dookoła kominka nie były całkowicie zapełnione tomami książek oraz innymi przedmiotami, niektóre z nich leżały na pobliskich witrynach i komodach. Kanapy i fotele były nieskazitelne, wyglądały jak nowe i bardzo dobrze zgrywały się z resztą pomieszczenia, tak samo jak niski stolik z ciemnego drewna. Okno w pomieszczeniu było teraz zaciągnięte ciężkimi zasłonami, a w kominku palił się ogień.
- Gdzie moje maniery, dziękuje, że o nim pomyślałeś, no i o mnie też. - posłał mu blady uśmiech, coby nie straszyć gościa swoim neutralnym, prawie ze wyciosanym w marmurze wyrazie twarzy, który zdobiły bardzo dobrze ukształtowane, uniesione odrobinę do góry brwi.
- Usiądź, nie krępuj się nieładem, dopiero co przenosimy się do tego domu, tamten miał w sobie za dużo... - miał zamiar powiedzieć 'wspomnień', ale celowo zrobił pauzę, aby jego uczucia i emocje nie wydawały się sztuczne, zaplanowane. Przełknął ślinę - za dużo wszystkiego. - dokończył metodycznie ściszając głos, brzmiąc jak ktoś, kto po prostu nie chciał przygniatać swojego towarzysza nadmierną ilością negatywnych emocji związanych z tragedią, jaka niedawno się wydarzyła.
Odstawił przyniesioną przez Castiela butelkę na barek, który, mimo ze Elliott dopiero  co wprowadzał się do tego miejsca, był wyposażony odpowiednio. Wyciągnął z niego kompletnie inny alkohol, już otwarty, bo butelka była w połowie pusta.
- Skoro tak, to mam nadzieję, że nie przeszkadza ci, że zaczniemy czymś innym, chciałbym dokończyć to, co już jest otwarte - skłamał gładko, bo tak po prawdzie miał po prostu swoje gusta, z którymi nie chciał iść na kompromis, a obrażanie gościa wybrzydzaniem czy odstawianiem przyniesionego przez niego trunku z innego powodu wydawało się niesamowicie nie na miejscu, więc też tego nie zrobił - To gin, może być, czy jesteś większym koneserem whisky? - dopytał, bo mimo że sam zamierzał pić, to co już otworzył, tak nie chciał wciskać Flintowi tego, czego ten miał nie przełknąć. W końcu obydwoje mieli cieszyć podniebienia.
Przymknął przy tym dwuskrzydłowe drzwi, machnąwszy różdżka i wypowiadając zaklęcie pod nosem, a te zasuneły się cicho, pozostawiając tylko lekką szparę. Nie chciał budzić dziecka, bo te, gdy miały ledwo ponad jeden rok bywały bardzo wrażliwe na hałasy. Nie, aby nie posiadał w przeznaczonym do tego pokoju niańki, która była na każde skinienie, ale w momentach, gdy zapraszał kogoś do siebie do domu wolał ją odprawić i być sam z gościem, lubił swoją prywatność.
- Wybacz mi tę bezpośredniość, ale muszę przyznać, że tak jak twoje towarzystwo jest niesamowicie podnoszące na duchu samo w sobie, tak miałbym, poza tym, jeszcze jedną sprawę do omówienia. - zaczął, gdy, również zaklęciem sprawił, że odpowiedni alkohol rozlał się do szklanek, tak jak sam sobie tego życzył i jak gość chciał. Drinki znalazły się w ich rękach, gdy Elliottowi również udało się usiąść w jednym z foteli, aby kontynuować rozmowę.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Castiel Flint (3429), Elliott Malfoy (3388)




Wiadomości w tym wątku
marzec 1972 | Castiel & Elliott - przez Castiel Flint - 08.01.2023, 17:59
RE: marzec 1972 | Castiel & Elliott - przez Elliott Malfoy - 10.01.2023, 05:45
RE: marzec 1972 | Castiel & Elliott - przez Castiel Flint - 10.01.2023, 20:27
RE: marzec 1972 | Castiel & Elliott - przez Elliott Malfoy - 15.01.2023, 06:09
RE: marzec 1972 | Castiel & Elliott - przez Castiel Flint - 17.01.2023, 21:18
RE: marzec 1972 | Castiel & Elliott - przez Elliott Malfoy - 18.01.2023, 06:04
RE: marzec 1972 | Castiel & Elliott - przez Castiel Flint - 18.01.2023, 09:34
RE: marzec 1972 | Castiel & Elliott - przez Elliott Malfoy - 07.02.2023, 21:22
RE: marzec 1972 | Castiel & Elliott - przez Castiel Flint - 14.02.2023, 19:27
RE: marzec 1972 | Castiel & Elliott - przez Elliott Malfoy - 23.12.2023, 16:52

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa