10.01.2023, 05:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.01.2023, 06:29 przez Elliott Malfoy.)
Wieczór był chłodny prawie tak samo jak nieodgadnione spojrzenie niebieskich oczu, gdy spoczęło na postaci gościa, którego zaprosił w progi swojego aktualnego lokum. Dom wydawał się ciepłą, przytulną ostoją w porównaniu do ostrych rys bruku i budynków centralnego Londynu. Wyżłobione częstym deszczem rynny oraz okiennice jak i latarnie, rzucające resztkę światła na chodniki, dla tych, którzy w tych niebezpiecznych czasach zdecydowali się na wieczorny spacer, wtapiały się w monumentalność stolicy imperium. Były jednocześnie zachęcające jak i powodujące, że włoski na karku stawały dęba, jakby wieki przesmykujące się przez alejki i większe ulice kładły ciężar na barkach każdego przechodnia przypominając mu, że stąpa po podłożu, jakie widziało upadek nie jednego człowieka, w znaczeniu dosłownym i nie. Podobnie odbierało się Elliotta, który z powodu swojego nazwiska nosił na ramionach przymus wielkości, czując jak z każdym krokiem oczekiwania wobec niego samego, nałożone jeszcze przez dziada i pradziada wbijają się w każdy cal skóry, zaczynają płynąć w żyłach wraz z krwią; jak stają się nierozrywalną jednością, złączoną w pianie nadchodzących jedna za drugą fal kolejnych wydarzeń.
- Dobry wieczór - uścisnął dłoń Flinta, dopiero, gdy wpuścił go do środka i zakluczył drzwi, prawie że na cztery spusty, a te zamknęły się z charakterystycznym kliknięciem, bo mechaniczne i widoczne zamki nie były jedynym, co dbało o ich bezpieczeństwo w tych czterech ścianach.
Spokój, jaki wyczuwał od Castiela nie był ani trochę zaskakujący, a jedynie upewniający w fakcie, że zaproszenie go tego wieczora miało bardzo dużo sensu. Sam Elliott miał w sobie wystarczajaco dużo chłodu, aby niektórzy, po rozmowach z nim musieli strzepywać szron z ramion i czubku nosa, więc rezerwą oraz pewnego rodzaju dystansem emocjonalnym ze strony rozmówców niezbyt się przejmował, płynąc z nurtem, odgrywając swoją idealnie wyuczoną rolę.
Malfoy prezentował się nienagannie - przynajmniej w kontekście ubrań. Miał na sobie idealnie wyprasowaną koszulę, spiętą spinkami u mankietów, ciemne spodnie, a na to wszystko narzucony ciemnozielony szlafrok, który mało przypominał materiał, jaki narzucało na siebie rano większość ludzi, aby nie czuć chłodów poranka, a bardziej kojarzył się z kunsztem, który wykorzystywało się przy tworzeniu marynarek i eleganckich płaszczy. Klapy były zdobione złota nicią, ale ta gubiła się w ciemnych odcieniach, pozostając jedynie małym akcentem. Same włosy mężczyzny nie były tak dobrze ułożone jak zawsze, pozostając w naturalnym nieładzie, jego zmęczenie podkreślały też worki pod oczyma, które zazwyczaj maskował dobrej jakości maściami od magicznych wytwórców. W tym okresie odpuszczał je sobie, aby przez nękającą go od lat bezsenność wyglądać bardziej wiarygodnie w żałobie, której, przecież tak naprawdę w ogóle nie obchodził wewnętrznie. Śmierć Simone była dla niego wybawieniem, ale o tym nie mówił na głos, pozostawiając tę tajemnicę między sobą, Perseusem oraz siostrą bliźniaczką; bezpiecznie zapieczętowaną słowami przysięgi, które jakby miały być złamane to skończyłoby się to surowymi konsekwencjami.
- Nicholas już śpi, ale na pewno ucieszy się z nowego przedmiotu, na którym będzie mógł się na chwilę skupić. Niesamowicie trudno o uwagę tak małego dziecka, ale pewnie nie chcesz o tym słuchać, to dość monotonny temat, zwłaszcza dla tych, którzy nie mają swoich pociech - nie chciał ciągnąć tematu syna, tak samo jak bardzo mocno skupiać się na swoich uczuciach w tej rozmowie, więc celowo odpowiedział, a zarazem nie na zadane przez Flinta pytanie, skupiając się na reszcie jego wypowiedzi dotyczącej Nicholasa oraz przyniesionych prezentów.
Zaprowadził gościa do salonu, w którym światło zaczęło się tlić, dopiero, gdy przekroczyli jego próg. Ten prezentował się dobrze, chociaż dębowe półki dookoła kominka nie były całkowicie zapełnione tomami książek oraz innymi przedmiotami, niektóre z nich leżały na pobliskich witrynach i komodach. Kanapy i fotele były nieskazitelne, wyglądały jak nowe i bardzo dobrze zgrywały się z resztą pomieszczenia, tak samo jak niski stolik z ciemnego drewna. Okno w pomieszczeniu było teraz zaciągnięte ciężkimi zasłonami, a w kominku palił się ogień.
- Gdzie moje maniery, dziękuje, że o nim pomyślałeś, no i o mnie też. - posłał mu blady uśmiech, coby nie straszyć gościa swoim neutralnym, prawie ze wyciosanym w marmurze wyrazie twarzy, który zdobiły bardzo dobrze ukształtowane, uniesione odrobinę do góry brwi.
- Usiądź, nie krępuj się nieładem, dopiero co przenosimy się do tego domu, tamten miał w sobie za dużo... - miał zamiar powiedzieć 'wspomnień', ale celowo zrobił pauzę, aby jego uczucia i emocje nie wydawały się sztuczne, zaplanowane. Przełknął ślinę - za dużo wszystkiego. - dokończył metodycznie ściszając głos, brzmiąc jak ktoś, kto po prostu nie chciał przygniatać swojego towarzysza nadmierną ilością negatywnych emocji związanych z tragedią, jaka niedawno się wydarzyła.
Odstawił przyniesioną przez Castiela butelkę na barek, który, mimo ze Elliott dopiero co wprowadzał się do tego miejsca, był wyposażony odpowiednio. Wyciągnął z niego kompletnie inny alkohol, już otwarty, bo butelka była w połowie pusta.
- Skoro tak, to mam nadzieję, że nie przeszkadza ci, że zaczniemy czymś innym, chciałbym dokończyć to, co już jest otwarte - skłamał gładko, bo tak po prawdzie miał po prostu swoje gusta, z którymi nie chciał iść na kompromis, a obrażanie gościa wybrzydzaniem czy odstawianiem przyniesionego przez niego trunku z innego powodu wydawało się niesamowicie nie na miejscu, więc też tego nie zrobił - To gin, może być, czy jesteś większym koneserem whisky? - dopytał, bo mimo że sam zamierzał pić, to co już otworzył, tak nie chciał wciskać Flintowi tego, czego ten miał nie przełknąć. W końcu obydwoje mieli cieszyć podniebienia.
Przymknął przy tym dwuskrzydłowe drzwi, machnąwszy różdżka i wypowiadając zaklęcie pod nosem, a te zasuneły się cicho, pozostawiając tylko lekką szparę. Nie chciał budzić dziecka, bo te, gdy miały ledwo ponad jeden rok bywały bardzo wrażliwe na hałasy. Nie, aby nie posiadał w przeznaczonym do tego pokoju niańki, która była na każde skinienie, ale w momentach, gdy zapraszał kogoś do siebie do domu wolał ją odprawić i być sam z gościem, lubił swoją prywatność.
- Wybacz mi tę bezpośredniość, ale muszę przyznać, że tak jak twoje towarzystwo jest niesamowicie podnoszące na duchu samo w sobie, tak miałbym, poza tym, jeszcze jedną sprawę do omówienia. - zaczął, gdy, również zaklęciem sprawił, że odpowiedni alkohol rozlał się do szklanek, tak jak sam sobie tego życzył i jak gość chciał. Drinki znalazły się w ich rękach, gdy Elliottowi również udało się usiąść w jednym z foteli, aby kontynuować rozmowę.
- Dobry wieczór - uścisnął dłoń Flinta, dopiero, gdy wpuścił go do środka i zakluczył drzwi, prawie że na cztery spusty, a te zamknęły się z charakterystycznym kliknięciem, bo mechaniczne i widoczne zamki nie były jedynym, co dbało o ich bezpieczeństwo w tych czterech ścianach.
Spokój, jaki wyczuwał od Castiela nie był ani trochę zaskakujący, a jedynie upewniający w fakcie, że zaproszenie go tego wieczora miało bardzo dużo sensu. Sam Elliott miał w sobie wystarczajaco dużo chłodu, aby niektórzy, po rozmowach z nim musieli strzepywać szron z ramion i czubku nosa, więc rezerwą oraz pewnego rodzaju dystansem emocjonalnym ze strony rozmówców niezbyt się przejmował, płynąc z nurtem, odgrywając swoją idealnie wyuczoną rolę.
Malfoy prezentował się nienagannie - przynajmniej w kontekście ubrań. Miał na sobie idealnie wyprasowaną koszulę, spiętą spinkami u mankietów, ciemne spodnie, a na to wszystko narzucony ciemnozielony szlafrok, który mało przypominał materiał, jaki narzucało na siebie rano większość ludzi, aby nie czuć chłodów poranka, a bardziej kojarzył się z kunsztem, który wykorzystywało się przy tworzeniu marynarek i eleganckich płaszczy. Klapy były zdobione złota nicią, ale ta gubiła się w ciemnych odcieniach, pozostając jedynie małym akcentem. Same włosy mężczyzny nie były tak dobrze ułożone jak zawsze, pozostając w naturalnym nieładzie, jego zmęczenie podkreślały też worki pod oczyma, które zazwyczaj maskował dobrej jakości maściami od magicznych wytwórców. W tym okresie odpuszczał je sobie, aby przez nękającą go od lat bezsenność wyglądać bardziej wiarygodnie w żałobie, której, przecież tak naprawdę w ogóle nie obchodził wewnętrznie. Śmierć Simone była dla niego wybawieniem, ale o tym nie mówił na głos, pozostawiając tę tajemnicę między sobą, Perseusem oraz siostrą bliźniaczką; bezpiecznie zapieczętowaną słowami przysięgi, które jakby miały być złamane to skończyłoby się to surowymi konsekwencjami.
- Nicholas już śpi, ale na pewno ucieszy się z nowego przedmiotu, na którym będzie mógł się na chwilę skupić. Niesamowicie trudno o uwagę tak małego dziecka, ale pewnie nie chcesz o tym słuchać, to dość monotonny temat, zwłaszcza dla tych, którzy nie mają swoich pociech - nie chciał ciągnąć tematu syna, tak samo jak bardzo mocno skupiać się na swoich uczuciach w tej rozmowie, więc celowo odpowiedział, a zarazem nie na zadane przez Flinta pytanie, skupiając się na reszcie jego wypowiedzi dotyczącej Nicholasa oraz przyniesionych prezentów.
Zaprowadził gościa do salonu, w którym światło zaczęło się tlić, dopiero, gdy przekroczyli jego próg. Ten prezentował się dobrze, chociaż dębowe półki dookoła kominka nie były całkowicie zapełnione tomami książek oraz innymi przedmiotami, niektóre z nich leżały na pobliskich witrynach i komodach. Kanapy i fotele były nieskazitelne, wyglądały jak nowe i bardzo dobrze zgrywały się z resztą pomieszczenia, tak samo jak niski stolik z ciemnego drewna. Okno w pomieszczeniu było teraz zaciągnięte ciężkimi zasłonami, a w kominku palił się ogień.
- Gdzie moje maniery, dziękuje, że o nim pomyślałeś, no i o mnie też. - posłał mu blady uśmiech, coby nie straszyć gościa swoim neutralnym, prawie ze wyciosanym w marmurze wyrazie twarzy, który zdobiły bardzo dobrze ukształtowane, uniesione odrobinę do góry brwi.
- Usiądź, nie krępuj się nieładem, dopiero co przenosimy się do tego domu, tamten miał w sobie za dużo... - miał zamiar powiedzieć 'wspomnień', ale celowo zrobił pauzę, aby jego uczucia i emocje nie wydawały się sztuczne, zaplanowane. Przełknął ślinę - za dużo wszystkiego. - dokończył metodycznie ściszając głos, brzmiąc jak ktoś, kto po prostu nie chciał przygniatać swojego towarzysza nadmierną ilością negatywnych emocji związanych z tragedią, jaka niedawno się wydarzyła.
Odstawił przyniesioną przez Castiela butelkę na barek, który, mimo ze Elliott dopiero co wprowadzał się do tego miejsca, był wyposażony odpowiednio. Wyciągnął z niego kompletnie inny alkohol, już otwarty, bo butelka była w połowie pusta.
- Skoro tak, to mam nadzieję, że nie przeszkadza ci, że zaczniemy czymś innym, chciałbym dokończyć to, co już jest otwarte - skłamał gładko, bo tak po prawdzie miał po prostu swoje gusta, z którymi nie chciał iść na kompromis, a obrażanie gościa wybrzydzaniem czy odstawianiem przyniesionego przez niego trunku z innego powodu wydawało się niesamowicie nie na miejscu, więc też tego nie zrobił - To gin, może być, czy jesteś większym koneserem whisky? - dopytał, bo mimo że sam zamierzał pić, to co już otworzył, tak nie chciał wciskać Flintowi tego, czego ten miał nie przełknąć. W końcu obydwoje mieli cieszyć podniebienia.
Przymknął przy tym dwuskrzydłowe drzwi, machnąwszy różdżka i wypowiadając zaklęcie pod nosem, a te zasuneły się cicho, pozostawiając tylko lekką szparę. Nie chciał budzić dziecka, bo te, gdy miały ledwo ponad jeden rok bywały bardzo wrażliwe na hałasy. Nie, aby nie posiadał w przeznaczonym do tego pokoju niańki, która była na każde skinienie, ale w momentach, gdy zapraszał kogoś do siebie do domu wolał ją odprawić i być sam z gościem, lubił swoją prywatność.
- Wybacz mi tę bezpośredniość, ale muszę przyznać, że tak jak twoje towarzystwo jest niesamowicie podnoszące na duchu samo w sobie, tak miałbym, poza tym, jeszcze jedną sprawę do omówienia. - zaczął, gdy, również zaklęciem sprawił, że odpowiedni alkohol rozlał się do szklanek, tak jak sam sobie tego życzył i jak gość chciał. Drinki znalazły się w ich rękach, gdy Elliottowi również udało się usiąść w jednym z foteli, aby kontynuować rozmowę.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦