23.07.2024, 10:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.07.2024, 20:08 przez Thomas Hardwick.)
Dalej przy barze, rozmawiam z Gerry, Erikiem, Isaaciem, Dorą i Thmoasem F., proponuję Gerry taniec
Dobrali się pod względem umiejętności komunikacji, która u obojga kulała. Może jednak było tak lepiej? Nie oczekiwali od siebie oficjalnych deklaracji, które trudno było im wydukać, zamiast tego po prostu szli z prądem, przekazując swoje zamiary i uczucia za pomocą gestów. Pocałunku, złapania za rękę przy znajomych, uśmiechów rzucanych mniej lub bardziej ukradkiem.
Pasowało mu to i czuł się całkiem swobodnie w takiej relacji. Było to całkiem bliskie rozumienia się bez słów, przynajmniej na tej płaszczyźnie. Przyjemna perspektywa.
- Szczerze? Pewnie osoby które nie znały nas z czasów Hogwartów, czuję, że tamci akurat mogli coś podejrzewać - powiedział całkiem szczerze, bo spędzając tyle czasu z resztą chłopaków z ich paczki w jednym dormitorium, mogło mu się zdarzyć palnąć to i owo, choć teraz już nie mógł sobie nic konkretnego przypomnieć. Minęło jednak te kilka lat, ha, praktycznie dekada.
A jednak nawet po takim czasie nie mógł pozbyć się uczuć do Gerry, które teraz tak mocno odżyły. Zapewne ukazywało to, jak bardzo był beznadziejnym przypadkiem. Nie narzekał jednak w tej chwili.
Nie mógł się powstrzymać, by nie zaśmiać się na minę Gerry na widok niedźwiedzia. Sam już powoli uodparniał się na podobne widoki, rozumiał jednak, że dla niektórych mogła to być nowość.
- Przyzwyczajaj się. Przynajmniej nie jest nudno. - Uśmiechał się dalej, lekko prychając na wspomnienie o rzucaniu patyków. To był już całkiem stary żart z jego zwierzęcej formy, z wielu powodów jednak lubił go kontynuować.
- Możemy potem sprawdzić, choć nie mam za sobą wielu treningów - odparł. Bo o ile lubił czworonożną wersję siebie, tak wolał nie stawać się psem tak do końca. Często wspominał w takiej chwili o resztkach swojej godności, choć czasem, po wszystkich akcjach na które w końcu się zgadzał, zastanawiał się, czy jednak jakieś pozostały. Był ciekaw czy ktoś się wygada na przykład o zakładzie i sukience.
Nie, żeby nie było to zabawne.
Odetchnął, gdy jego przybycie z Gerry okazało się przyjęte raczej… Normalnie.
No dobrze, trochę go to przy okazji zdziwiło i wybiło z rytmu, zaraz jednak znów uśmiechał się radośnie, czując, jak coś w jego sercu się uspokaja, pozostawiając ciepłe i przyjemne uczucie. Jakby coś w końcu wskoczyło na swoje miejsce.
Co prawda Erik próbował nabawić go mini zawału, długo jednak nie utrzymał powagi, pewnie dla zdrowia Thomasa.
Zaśmiał się na jego słowa, zerkając na Gerry.
- Będę jej pilnować w razie czego, obiecuję. Zresztą, to cały twój urok - rzucił do kobiety, mrugając do niej.
Uniósł brwi na kolejne słowa Longbottoma, mamrocząc jedynie “nie winikam” - po czym odebrał alkohol. Upił łyk piwa, wystawiając je wcześniej do stuknięcia się nim z Ger, po czym przysłuchiwał się słowom Dory. W sumie, skoro już leciała muzyka…
Odstawił swoją miotłę i gitarę, wiedząc, że raczej nie zaginą wśród przyjaciół.
- Też chcesz zostać wyciągnięta na parkiet? - zapytał swoją towarzyszkę, wyciągając do niej wolną dłoń, gotów pociągnąć ją w stronę innych tańczących par.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Dobrali się pod względem umiejętności komunikacji, która u obojga kulała. Może jednak było tak lepiej? Nie oczekiwali od siebie oficjalnych deklaracji, które trudno było im wydukać, zamiast tego po prostu szli z prądem, przekazując swoje zamiary i uczucia za pomocą gestów. Pocałunku, złapania za rękę przy znajomych, uśmiechów rzucanych mniej lub bardziej ukradkiem.
Pasowało mu to i czuł się całkiem swobodnie w takiej relacji. Było to całkiem bliskie rozumienia się bez słów, przynajmniej na tej płaszczyźnie. Przyjemna perspektywa.
- Szczerze? Pewnie osoby które nie znały nas z czasów Hogwartów, czuję, że tamci akurat mogli coś podejrzewać - powiedział całkiem szczerze, bo spędzając tyle czasu z resztą chłopaków z ich paczki w jednym dormitorium, mogło mu się zdarzyć palnąć to i owo, choć teraz już nie mógł sobie nic konkretnego przypomnieć. Minęło jednak te kilka lat, ha, praktycznie dekada.
A jednak nawet po takim czasie nie mógł pozbyć się uczuć do Gerry, które teraz tak mocno odżyły. Zapewne ukazywało to, jak bardzo był beznadziejnym przypadkiem. Nie narzekał jednak w tej chwili.
Nie mógł się powstrzymać, by nie zaśmiać się na minę Gerry na widok niedźwiedzia. Sam już powoli uodparniał się na podobne widoki, rozumiał jednak, że dla niektórych mogła to być nowość.
- Przyzwyczajaj się. Przynajmniej nie jest nudno. - Uśmiechał się dalej, lekko prychając na wspomnienie o rzucaniu patyków. To był już całkiem stary żart z jego zwierzęcej formy, z wielu powodów jednak lubił go kontynuować.
- Możemy potem sprawdzić, choć nie mam za sobą wielu treningów - odparł. Bo o ile lubił czworonożną wersję siebie, tak wolał nie stawać się psem tak do końca. Często wspominał w takiej chwili o resztkach swojej godności, choć czasem, po wszystkich akcjach na które w końcu się zgadzał, zastanawiał się, czy jednak jakieś pozostały. Był ciekaw czy ktoś się wygada na przykład o zakładzie i sukience.
Nie, żeby nie było to zabawne.
Odetchnął, gdy jego przybycie z Gerry okazało się przyjęte raczej… Normalnie.
No dobrze, trochę go to przy okazji zdziwiło i wybiło z rytmu, zaraz jednak znów uśmiechał się radośnie, czując, jak coś w jego sercu się uspokaja, pozostawiając ciepłe i przyjemne uczucie. Jakby coś w końcu wskoczyło na swoje miejsce.
Co prawda Erik próbował nabawić go mini zawału, długo jednak nie utrzymał powagi, pewnie dla zdrowia Thomasa.
Zaśmiał się na jego słowa, zerkając na Gerry.
- Będę jej pilnować w razie czego, obiecuję. Zresztą, to cały twój urok - rzucił do kobiety, mrugając do niej.
Uniósł brwi na kolejne słowa Longbottoma, mamrocząc jedynie “nie winikam” - po czym odebrał alkohol. Upił łyk piwa, wystawiając je wcześniej do stuknięcia się nim z Ger, po czym przysłuchiwał się słowom Dory. W sumie, skoro już leciała muzyka…
Odstawił swoją miotłę i gitarę, wiedząc, że raczej nie zaginą wśród przyjaciół.
- Też chcesz zostać wyciągnięta na parkiet? - zapytał swoją towarzyszkę, wyciągając do niej wolną dłoń, gotów pociągnąć ją w stronę innych tańczących par.
Dla szpiegującego Jonathana
Nić idąca od Thomasa do Geraldine była dość wyraźna, widać, że to co ich łączyło nie było tak do końca świeże, jakby mogło się spodziewać. Intensywny, ciemny róż przeplatał się z nitkami czerwieni. Chłopak wpadł w zauroczenie po uszy.