23.07.2024, 11:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.07.2024, 11:24 przez Millie Moody.)
Przy ognisku
Każde, najdrobniejsze wspomnienie Lecznicy, jej pierdolonego więzienia, przerażającego miejsca pachnącego lawendą, wzbudzało w niej wiele emocji - gniew, obrzydzenie, paraliżujący strach, że jeśli będzie sprawiać problemy, to znów ją tam zamkną. To się nie skończyło pomimo upływu kolejnych dni, korowód emocji zawsze wirował, zawsze odbierał dech, gdy była mowa o tym trudnym czasie, gdy...
– Wyjebało mnie gdzieś podczas Beltane na trzy dni, potem jak Alastor mnie znalazł to byłam w śpiączce przez miesiąc, a jak się w końcu obudziłam, to wyszło na to, że ostro mnie pojebało i nie chcieli mnie wypuścić – odpowiedziała bezbarwnie Alexowi, który mógł mieć nadzieję, że to nie było nic poważnego, a jednak było. Raz umarła od jebnięcia piorunem jeszcze w czasach szkolnych. Drugi raz teraz od nie wiadomo czego, ale finalnie okazało się to stanem najprawdopodobniej przejściowym. Czy powinna zakładać, że jak kot ma jeszcze siedem żyć do zużycia? A może jednak Los grał z nią w grę starą jak świat? W grę: do trzech razy sztuka?
Jej dłoń mimowolnie powędrowała do tęczowej muszli, gładząc jej obłe krzywizny, zastanawiając się nad życiem ślimaka, który wybudował swój dom tylko po to, by stał się ozdobą na cudzej szyi. Złociste oczy nieprzerwanie spoczywały na jasnowłosej Eden, której dyskomfort był bardziej niż widoczny. Millie nie była już w doskonałym nastroju, jaki napadł na nią zaraz po pojawieniu się na plaży. Pętla myśli zaciskała się na dwóch pytaniach. Pierwszym z nich było to, dlaczego jest tak zobojętniała na wszystkie rany, w które wciskała się teraz morska sól. A drugim...
– Dlaczego myślałaś, że nie jesteś przeze mnie mile widziana? – Tak łatwo przychodziło im się kłócić, zwłaszcza pod koniec. Tak łatwo było wyciągać jadowite ostrza i wbijać sobie wzajem pod paznokcie, gdy wiedziało się zbyt dobrze co powiedzieć, by zranić. By odsunąć. Odrzucić. Ale w tym pytaniu nie było oskarżenia ani zjadliwości. Millie niepomna na świat wokół, głucha na toczące się rozmowy, na tematy, które szumiały jak fale, przychodziły, odchodziły, skupiła się na tym co było realnie ważne, w tym dziwnym poszumie tęczowego wspomnienia żywotu małego ślimaka, którego dusza nie obeszła żadnego z bóśtw. Może cały czas z nimi była? Może szeptała, że nie ma powodów do zmartwień? Może kurwa kłamała, żeby nie złamać się przy wszystkich i nie zacząć krzyczeć?