Gerry nigdy nie potrafiła ubierać swoich myśli w słowa, dlatego najprościej było jej po prostu działać, pokazywać chociażby drobnymi gestami co czuje. Wiedziała, że Thomas ma podobnie, najwyraźniej idealnie do siebie pasowali pod tym względem. Zresztą, gdyby nie to, że byli tacy toporni to pewnie udałoby się im dogadać zdecydowanie wcześniej, a nie ponad dziesięć lat po tym jak ukończyli szkołę. Nie były to najbystrzejsze osoby, przynajmniej pod względem emocjonalnym.
- Cóż przed nimi ciężko było cokolwiek ukryć, szczególnie, że mieszkalismy razem przez siedem lat. - Zapewne ich koledzy i koleżanki widzieli więcej od nich samych, tak to już było, że często najbardziej zainteresowani nie do końca zdawali sobie sprawy z tego, że coś jest na rzeczy. - Z tobą nigdy nie jest nudno. - Rzuciła jeszcze do Tomka, widać faktycznie miała dzisiaj bardzo dobry nastrój.
- Pokażę ci coś później, ale będziesz musiał mi obiecać, że nikomu nie powiesz. Na mały palec. -Wyciągnęła nawet do góry lewą dłoń, aby ich palce mogły się skrzyżować. Może nie był to super pomysł, bo przecież była nielegalnym animagiem, ale ufała mu na tylę, że mogła się pochwalić, że też umie taką sztuczkę, tylko, że forma w którą animagowała była nieco mniej atrakcyjna od psa.
Właściwie nie było tak źle. Mimo, że czuła się jakby zrobiła jakiś wielki krok, najwyraźniej na nikim nie zrobiło to wrażenia, może to i lepiej. Przynajmniej mogli na spokojnie oswoić się z tym, że wszyscy już wiedzą, że są tutaj razem.
- Longbottom, grabisz sobie! - Oczywiście, że Erik nie mógł powstrzymać się przed komentarzem, przewróciła jedynie oczami, nie była przecież wcale taka niebezpieczna, chyba, że ktoś ją zirytował, a tutaj raczej nie widziała osób, które kiedykolwiek by jej podpadły. No może poza Atreusem, który tańczył z Brenną na parkiecie, ale nie zamierzała dzisiaj się z nim przedrzeźniać. Nie był to ani odpowiedni czas, ani miejsce.
- No tak, cały mój urok. - Nie mogła się powstrzymać przed posłaniem uśmiechu Hardwickowi, bardzo dobrze, że miał świadomość na co się pisał, bo Gerry potrafiła być bardzo, ale to bardzo nieokrzesana.
Wtedy pojawiła się obok nich jakaś para. Yaxley wpatrywała się w Samuela z szeroko otwartymi oczami, przypominał jej kogoś, kogo wolałaby nie widzieć. Morpheus wspominał jej o tym, że Thoran najprawdopodobniej ukradł tożsamość jego znajomego. To musiał być ten człowiek.
- Wiesz, ty możesz mnie wyciągnąć gdziekolwiek, a i tak będę zadowolona. - Wbrew pozorom, może nie wyglądała na taką, ale Yaxleyówna lubiła tańczyć. Złapała Thomasa za rękę i ruszyła z nim podbijać parkiet, a co.