23.07.2024, 12:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.07.2024, 12:16 przez Anthony Shafiq.)
Konwersuję jeszcze przez moment z Camille i Laurencem,
ale potem uciekam za białym królikiem Erikiem
ale potem uciekam za białym królikiem Erikiem
– Dlatego nigdy nie przywiązywałem wagi do tego typu rozrywek, choć są bezpieczniejsze niż napitki tutaj. – roześmiał się swobodnie, palcami czyniąc zgrabnego zawijasa nad rozbitym ciasteczkiem. Gdy poruszał się po francuskiej mowie, dużo łatwiej przychodził mu swobodniejszy, kontynentalny język gestów. Dużo łatwiej było się rozluźnić myśląc o winnicach, o plenerowych przyjęciach, na których wszyscy szczebiotali sobie radośnie racząc się do świtu winem z wytoczonej z piwnicy beczki, słuchając zwiewnych tonów bezpruderyjnych pioseneczek o miłości lekkiej jak motyl czy słodkiej jak kwiat róży.
–Choć trzeba przyznać, że wróżbita, wróżbicie nierówny. Trochę jak ze spowiednikiem. Co innego zobaczyć znak, fatum, ale jeszcze interpretacja, słowa w jakie ją ubierze. Ostatnio nawet próbowałem sięgnąć porady u kogoś innego i niestety dotkliwie się sparzyłem. Jak to mówią, lepsze jest wrogiem dobrego, a coś co działa nie powinno być zmieniane – dzielił się z nimi tymi salonowymi mądrościami, z lekkością splatał słowa, on ryba w wodzie, nawet jeśli okoliczności zmusiły go do założenia czerwonego garnituru.
–Teraz będę musiał, ha, zapytać co zrobić z panną Switchtone właśnie. I bardzo, bardzo chciałbym Laurece, żeby to była tylko asystentka. Niestety to świeżo powołana pani ambasador, która dotarła do nas prosto z Teksasu. Sądziłem, że to przyjęcie będzie dobrym startem do zapoznania jej z nieco szerszym gronem niż my, dyplomaci kiszący się we własnym sosie, ale niestety widzicie... nie poradziłem się przed tym wyjściem jasnowidza i tak skończyłem, w karminowej marynarce. A te ważki, to był taki nowatorski pomysł. Niezwykle podobała mi się ich ruchliwość i odtworzenie hipnotyzującej chmary tych szlachetnych owadów. Liczę, że w przyszłym sezonie wiosna/lato Rosierowie wypuszczą ich zdecydowanie więcej. – Wygładził połę marynarki, z przykrością nie czując pod opuszkami ciężkich srebrzystych haftów, umagicznionych tak, by zachwycać tak blaskiem jak ruchem.
Zaraz potem z zamyślenia wyrwał go widok wychodzącego z sali bankietowej Erika. Nie mieli okazji porozmawiać wcześniej, może nie powinni mieć jej wcale, ale teraz, gdy zmieniło się w ich układzie wszystko, Anthony poczuł ciążenie grawitacji, czerwonej nici owiniętej ciasno wokół odzyskanego serca. Na moment w wahaniu przygryzł wargę, bo może nie powinien naruszać chwiejnej równowagi, może nie powinien być tak zachłanny. Nie potrzebował jednak wiele, by szala przechyliła się, a decyzja podjęła sama.
– Zdaje się, że mój przyjaciel potrzebuje pomocy. Dziękuję za Waszą troskę i czas. Do zobaczenia niedługo... – wytłumaczył się miękko, gdy Longbottom zniknął już w tłumie, zniknął tak dla jego jak i cudzych oczu, ale był pewien, że go znajdzie. Coraz łatwiej z resztą to znajdowanie mu wychodziło, po nitce do kłębka, od kłębka przez nitkę... Podniósł się zapinając wprawnie guziki marynarki, ukłonił im z szacunkiem na pożegnanie i ruszył, na ślepo, by ukraść choć jeszcze jeden moment rozmowy, jeden uśmiech, jedną niepewność zaszytą w spojrzeniu. Jeszcze jeden... nim dzień, który zgaśnie w ich dłoniach nie był straconym.
–Choć trzeba przyznać, że wróżbita, wróżbicie nierówny. Trochę jak ze spowiednikiem. Co innego zobaczyć znak, fatum, ale jeszcze interpretacja, słowa w jakie ją ubierze. Ostatnio nawet próbowałem sięgnąć porady u kogoś innego i niestety dotkliwie się sparzyłem. Jak to mówią, lepsze jest wrogiem dobrego, a coś co działa nie powinno być zmieniane – dzielił się z nimi tymi salonowymi mądrościami, z lekkością splatał słowa, on ryba w wodzie, nawet jeśli okoliczności zmusiły go do założenia czerwonego garnituru.
–Teraz będę musiał, ha, zapytać co zrobić z panną Switchtone właśnie. I bardzo, bardzo chciałbym Laurece, żeby to była tylko asystentka. Niestety to świeżo powołana pani ambasador, która dotarła do nas prosto z Teksasu. Sądziłem, że to przyjęcie będzie dobrym startem do zapoznania jej z nieco szerszym gronem niż my, dyplomaci kiszący się we własnym sosie, ale niestety widzicie... nie poradziłem się przed tym wyjściem jasnowidza i tak skończyłem, w karminowej marynarce. A te ważki, to był taki nowatorski pomysł. Niezwykle podobała mi się ich ruchliwość i odtworzenie hipnotyzującej chmary tych szlachetnych owadów. Liczę, że w przyszłym sezonie wiosna/lato Rosierowie wypuszczą ich zdecydowanie więcej. – Wygładził połę marynarki, z przykrością nie czując pod opuszkami ciężkich srebrzystych haftów, umagicznionych tak, by zachwycać tak blaskiem jak ruchem.
Zaraz potem z zamyślenia wyrwał go widok wychodzącego z sali bankietowej Erika. Nie mieli okazji porozmawiać wcześniej, może nie powinni mieć jej wcale, ale teraz, gdy zmieniło się w ich układzie wszystko, Anthony poczuł ciążenie grawitacji, czerwonej nici owiniętej ciasno wokół odzyskanego serca. Na moment w wahaniu przygryzł wargę, bo może nie powinien naruszać chwiejnej równowagi, może nie powinien być tak zachłanny. Nie potrzebował jednak wiele, by szala przechyliła się, a decyzja podjęła sama.
– Zdaje się, że mój przyjaciel potrzebuje pomocy. Dziękuję za Waszą troskę i czas. Do zobaczenia niedługo... – wytłumaczył się miękko, gdy Longbottom zniknął już w tłumie, zniknął tak dla jego jak i cudzych oczu, ale był pewien, że go znajdzie. Coraz łatwiej z resztą to znajdowanie mu wychodziło, po nitce do kłębka, od kłębka przez nitkę... Podniósł się zapinając wprawnie guziki marynarki, ukłonił im z szacunkiem na pożegnanie i ruszył, na ślepo, by ukraść choć jeszcze jeden moment rozmowy, jeden uśmiech, jedną niepewność zaszytą w spojrzeniu. Jeszcze jeden... nim dzień, który zgaśnie w ich dłoniach nie był straconym.
Postać opuszcza sesję