23.07.2024, 15:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.11.2024, 14:46 przez Anthony Shafiq.)
Anthony wiedział jak takie badania wyglądają, chociaż nigdy nie odczuł ich na własnej skórze. Miał innych by bili się za niego, innych by obrywali za niego. Teraz, w obliczu słabości własnego ciała czuł się fatalnie, ale wciąż spływało na niego błogosławieństwo otępienia, które przychodziło wraz z usuwaniem adrenaliny z krwi. Ułożył się zgodnie z poleceniem i bez słowa skargi dawał się dotykać Basiuliusowi, choć odwrócił głowę, by nie patrzeć na twarz młodego lekarza. Zabawne, ten sam rocznik, inny dom... Był ciekaw zażyłości między nimi, a może jej braku i powodów tego. Gdzieś w głowie rozmyślał, że może w okolicach wrześniowego wyjazdu uda mu się posłuchać coś więcej na ten temat. O ile dotrwa do września...
Mimowolnie krzywił się, gdy Prewett dotykał bolące miejsca, jego reakcja była częścią zwrotnej informacji dotyczącej stanu. Nie udawał twardszego niż był w rzeczywistości, nie zaciskał zębów, nie silił się na lekką konwersację. Oczekiwał pomocy i ją otrzymywał i to było najważniejsze w obecnym czasie.
– Ja też nie zakładałem. I szczerze, mam nadzieję, że była to jednorazowa sytuacja. Wybryk losu, który więcej się nie powtórzy – mruknął przymykając powieki, czując zmęczenie całym tym niefortunnym wieczorem. Gdzieś wewnątrz obawiał się, że będzie w kolejnych miesiącach potrzebował Basiliusa częściej. Teraz, kiedy zdecydował się wziąć udział w nieswojej wojnie. Szlachetność nie znała kompromisów i choć on nie uważał siebie za szlachetnego, wiedział o tym, że drugi człon tego cytatu na dobre zacznie przyświecać jego kolejnym krokom. A te ściągały uwagę.
Nagle kolejne tygodnie fizycznych ćwiczeń do których zmuszała go córka kambodżańskiego arcymaga, zdały się właściwym kierunkiem. Może wtedy nie dałby się zaskoczyć? Może i magia bez różdżki była elementem zaskoczenia w starciu, ale refleks ręka-oko też powinny być odpowiednio wytrenowane. Było to dziwne uczucie, kiedy wszystkie doniesienia z ulic były tylko opowieściami, ewentualnie statystykami w raportach, ale teraz nagle stały się jego rzeczywistością. I choć nie byli to śmierciożercy, ani choćby naśladowcy, Shafiq mimo białych plam pamięci tego wydarzenia pamiętał panikę gdy się ocknął, pamiętał jakim mógłby być zagrożeniem w nieodpowiednich rękach. Wytrychem.
Spiął się na moment, jakby miejsce w którym dotykał Basilius było wyjątkowo bolesne, choć to jego własne myśli raniły go teraz od środka.
– Czy uszkodzenia głowy wpływają na zachwianie bariery oklumenckiej? Przyzwyczaiłem się, że mam w tej sferze spokój, a ten tępy ból rozchodzący się od czoła, mnie niepokoi, jest jakby... wyrwa w murze– zapytał o to, co wciąż pozostawało tak ważne, nawet jeśli dziś, czy jutro nie zamierzał wychodzić z domu.
Ze skinięciem głowy przyjął eliksir i wypił go duszkiem. Opuszkiem przetarł kącik ust i opadł znów na poduszkę uśmiechając się słabo, na moment tylko skupiając wzrok na lekarzu.
– Nie przeszkadza mi to panie Prewett, a może nawet pomaga. Ma pan bardzo miły tembr głosu, poza tym... nie musi mnie pan prosić o szczerość. Ja zawsze jestem z panem szczery. – Powiedział bardzo bezpośrednio, próbując pogłębić oddech, wyciszyć serce, ukoić fizyczność spokojem ducha, który racjonalizował jego obecny stan fragment po fragmencie.
Mimowolnie krzywił się, gdy Prewett dotykał bolące miejsca, jego reakcja była częścią zwrotnej informacji dotyczącej stanu. Nie udawał twardszego niż był w rzeczywistości, nie zaciskał zębów, nie silił się na lekką konwersację. Oczekiwał pomocy i ją otrzymywał i to było najważniejsze w obecnym czasie.
– Ja też nie zakładałem. I szczerze, mam nadzieję, że była to jednorazowa sytuacja. Wybryk losu, który więcej się nie powtórzy – mruknął przymykając powieki, czując zmęczenie całym tym niefortunnym wieczorem. Gdzieś wewnątrz obawiał się, że będzie w kolejnych miesiącach potrzebował Basiliusa częściej. Teraz, kiedy zdecydował się wziąć udział w nieswojej wojnie. Szlachetność nie znała kompromisów i choć on nie uważał siebie za szlachetnego, wiedział o tym, że drugi człon tego cytatu na dobre zacznie przyświecać jego kolejnym krokom. A te ściągały uwagę.
Nagle kolejne tygodnie fizycznych ćwiczeń do których zmuszała go córka kambodżańskiego arcymaga, zdały się właściwym kierunkiem. Może wtedy nie dałby się zaskoczyć? Może i magia bez różdżki była elementem zaskoczenia w starciu, ale refleks ręka-oko też powinny być odpowiednio wytrenowane. Było to dziwne uczucie, kiedy wszystkie doniesienia z ulic były tylko opowieściami, ewentualnie statystykami w raportach, ale teraz nagle stały się jego rzeczywistością. I choć nie byli to śmierciożercy, ani choćby naśladowcy, Shafiq mimo białych plam pamięci tego wydarzenia pamiętał panikę gdy się ocknął, pamiętał jakim mógłby być zagrożeniem w nieodpowiednich rękach. Wytrychem.
Spiął się na moment, jakby miejsce w którym dotykał Basilius było wyjątkowo bolesne, choć to jego własne myśli raniły go teraz od środka.
– Czy uszkodzenia głowy wpływają na zachwianie bariery oklumenckiej? Przyzwyczaiłem się, że mam w tej sferze spokój, a ten tępy ból rozchodzący się od czoła, mnie niepokoi, jest jakby... wyrwa w murze– zapytał o to, co wciąż pozostawało tak ważne, nawet jeśli dziś, czy jutro nie zamierzał wychodzić z domu.
Ze skinięciem głowy przyjął eliksir i wypił go duszkiem. Opuszkiem przetarł kącik ust i opadł znów na poduszkę uśmiechając się słabo, na moment tylko skupiając wzrok na lekarzu.
– Nie przeszkadza mi to panie Prewett, a może nawet pomaga. Ma pan bardzo miły tembr głosu, poza tym... nie musi mnie pan prosić o szczerość. Ja zawsze jestem z panem szczery. – Powiedział bardzo bezpośrednio, próbując pogłębić oddech, wyciszyć serce, ukoić fizyczność spokojem ducha, który racjonalizował jego obecny stan fragment po fragmencie.