23.07.2024, 15:29 ✶
Zamyślił się, bo nie dotarła do ministerstwa żadna informacja o wiecu. Nastroje społeczne nie były najwyższych lotów, ba! pikowały jak zawsze, zwłaszcza po Beltane i rozdarciu światów. Anthony spiął się spoglądając na Jessie'ego. Zawsze uważał, że Charlotte swoją decyzją o związaniu się z mugolakiem przekreśla szansę na dobre życie swoim dzieciom. Mniej restrykcyjne pod tym względem Stany Zjednoczone, gdzie wciąż królował mit "od zera do bohatera" były bardziej sprzyjającym środowiskiem niż konserwatywne wyspy, w których kilka rodów trzymało łapę na wszystkim. Cóż, jego ród też się w to wliczał, choć Anthony uważał, że zarówno Shafiq'owie jak i Parkinsonowie znaleźli sobie wygodną i bezpieczną niszę dla inteligencji, która nie chciała mieszać się aż tak. Dyplomacja i wykopaliska przez wzgląd na talent do języków, książki lub pomoc przy smokach i innych powodujących pożary istnieniach czy roślinach przez wzgląd na ognistą niewrażliwość. Nikt się nie szarpał, nie przepychał, nie musiał też nikomu nic udowadniać. Tymczasem Kelly ze swoim statusem krwi nie tylko musiał mierzyć się z wszechobecnym nepotyzmem, ale też, a może przede wszystkim z sufitem, który momentalnie dotykał jego czoła zanim tak na prawdę zaczął się wspinać.
Z drugiej strony był doskonałym źródłem informacji z ulicy.
– Dziękuję, że mi o tym powiedziałeś Jessie. Wiesz, mów mi takie rzeczy, przez ostatnie pół roku byłem poza Anglią, a nawet jak już byłem w Anglii czuję pewne oderwanie od bieżących spraw, a widzę, że Ciebie nic nie omija. Bardzo dobrze, nie chciałbym żebyś sobie życie zmarnował w podziemiach Gringotta, tylko obiecaj mi, że będziesz na siebie uważał, dobrze? – westchnął przeciągle. Może powinien porozmawiać o tym z Charlotte, żeby on albo Jonathan uznali chociaż bliźnięta za swoje dzieci, a z Neda zrobili manipulatora i leglimentę, który zmanipulował ją do porzucenia rodziny? Sama myśl takiej konfrontacji z przyjaciółką mroziła mu włoski na karku, więc odsunął ją w czasie do rozmyślań w korzystniejszych okolicznościach. Może najpierw powinien przedyskutować to z Selwynem, on zawsze wiedział jak do niej podejść. Jak podchodzić do całej ich trójki.
– I widzisz, właśnie dlatego ze mną idziesz do posiadłości! Cóż za doskonały pomysł! Cuchnąca roślina! – zareagował entuzjazmem, gdy niespiesznie spacerowali przez błonia, coraz bliżej zbliżając się do posiadłości. Zamierzał go oprowadzić, zamierzał też zdradzić powód takiego, a nie innego zaaranżowania wnętrza. I był to dobrze spędzony czas.
Tymczasem już po pożegnaniu i powrocie, w wolnej chwili Anthony sięgnął do drzewka ministerialnych oddziałów i z wielkim zaskoczeniem odkrył, że twórcy ulotki aż tak nie minęli się z prawdą. Rejestr wilkołaków znajdował się w zwierzętach, co nawet jemu zdało się krzywdzące. Tak jakby obłożeni klątwą łuski musieli godzić się z odmawianiem im praw do człowieczeństwa.
Gdybyś ty zajmował się prawami wilkołaków, ktoś z pewnością byłby ci za to wdzięczny.
Słowa ciotecznego siostrzeńca wibrowały mu w uszach, gdy patrzył na pusty pergamin. Wątpił, żeby ten konkretny wilkołak jakkolwiek był mu wdzięczny za cokolwiek. Przy ostatnim spotkaniu zdawał się mu być bardziej niż zobojętniały na ich relację, na wspomnienia, na jego osobę. Żałował, że go zaprosił, żałował, że musiał patrzeć na ukochaną twarz, którą teraz wykrzywiał tylko kpiarski grymas rozczarowania, zacierając łagodny uśmiech, który od pierwszych chwil znajomości sprawiał, że miękły mu kolana. Nie, ten wilkołak miał wszystko czego potrzebował, by żyć w spokoju, a Anthony od lat kierujący się dewizą o braku zaangażowania, teraz stanął w obliczu trudnego wyboru.
Po pół godzinie, gdy zaczęło już zmierzchać, ujął pióro w dłoń, zamoczył je w mieniącym się srebrzystą miką lazurze i zaczął pisać.
Z drugiej strony był doskonałym źródłem informacji z ulicy.
– Dziękuję, że mi o tym powiedziałeś Jessie. Wiesz, mów mi takie rzeczy, przez ostatnie pół roku byłem poza Anglią, a nawet jak już byłem w Anglii czuję pewne oderwanie od bieżących spraw, a widzę, że Ciebie nic nie omija. Bardzo dobrze, nie chciałbym żebyś sobie życie zmarnował w podziemiach Gringotta, tylko obiecaj mi, że będziesz na siebie uważał, dobrze? – westchnął przeciągle. Może powinien porozmawiać o tym z Charlotte, żeby on albo Jonathan uznali chociaż bliźnięta za swoje dzieci, a z Neda zrobili manipulatora i leglimentę, który zmanipulował ją do porzucenia rodziny? Sama myśl takiej konfrontacji z przyjaciółką mroziła mu włoski na karku, więc odsunął ją w czasie do rozmyślań w korzystniejszych okolicznościach. Może najpierw powinien przedyskutować to z Selwynem, on zawsze wiedział jak do niej podejść. Jak podchodzić do całej ich trójki.
– I widzisz, właśnie dlatego ze mną idziesz do posiadłości! Cóż za doskonały pomysł! Cuchnąca roślina! – zareagował entuzjazmem, gdy niespiesznie spacerowali przez błonia, coraz bliżej zbliżając się do posiadłości. Zamierzał go oprowadzić, zamierzał też zdradzić powód takiego, a nie innego zaaranżowania wnętrza. I był to dobrze spędzony czas.
Tymczasem już po pożegnaniu i powrocie, w wolnej chwili Anthony sięgnął do drzewka ministerialnych oddziałów i z wielkim zaskoczeniem odkrył, że twórcy ulotki aż tak nie minęli się z prawdą. Rejestr wilkołaków znajdował się w zwierzętach, co nawet jemu zdało się krzywdzące. Tak jakby obłożeni klątwą łuski musieli godzić się z odmawianiem im praw do człowieczeństwa.
Gdybyś ty zajmował się prawami wilkołaków, ktoś z pewnością byłby ci za to wdzięczny.
Słowa ciotecznego siostrzeńca wibrowały mu w uszach, gdy patrzył na pusty pergamin. Wątpił, żeby ten konkretny wilkołak jakkolwiek był mu wdzięczny za cokolwiek. Przy ostatnim spotkaniu zdawał się mu być bardziej niż zobojętniały na ich relację, na wspomnienia, na jego osobę. Żałował, że go zaprosił, żałował, że musiał patrzeć na ukochaną twarz, którą teraz wykrzywiał tylko kpiarski grymas rozczarowania, zacierając łagodny uśmiech, który od pierwszych chwil znajomości sprawiał, że miękły mu kolana. Nie, ten wilkołak miał wszystko czego potrzebował, by żyć w spokoju, a Anthony od lat kierujący się dewizą o braku zaangażowania, teraz stanął w obliczu trudnego wyboru.
Po pół godzinie, gdy zaczęło już zmierzchać, ujął pióro w dłoń, zamoczył je w mieniącym się srebrzystą miką lazurze i zaczął pisać.
Drogi Lazarusie,
jest pewna sprawa o której chciałbym z Tobą pomówić. Czy możemy spotkać się w najbliższym czasie? Dzisiejszego ranka w moim ogrodzie znalazłem
jest pewna sprawa o której chciałbym z Tobą pomówić. Czy możemy spotkać się w najbliższym czasie? Dzisiejszego ranka w moim ogrodzie znalazłem
Koniec sesji