23.07.2024, 18:37 ✶
Isaac nigdy nie miał nic przeciwko mugolom ani mugolakom. W szkole jednym z jego przyjaciół był mugolak, a prawie cały jego dorobek pisarski opierał się na związkach pomiędzy światem niemagicznych i czarodziejów. Nigdy nie potepiłby za to Olivki, ale minęło tak wiele lat, że dziewczyna miała prawo do wątpliwości.
Kiedy powiedziała, że wojna osobiście ją dotknęła, spojrzał na nią uważnie.
-Śmierciożercy zaatakowali hodowle Hipogryfów? Po co? W ramach zemsty?- Pokręcił głową.-To banda tchórzy bez honoru, która nosi maski.- Prychnął i gdyby nie obecność Olivii, to prawdopodobnie by splunął.- Nie mam do nich za grosz szacunku. Głoszą swoje chore hasła, ale nie podpiszą się pod tym własnym imieniem ani nazwiskiem. Tylko dlatego mają przewagę.- Powiedział, marszcząc brwi. Zdenerwowała go wizja, że ktoś mógł skrzywdzić Olivie. Dobrze, że była wśród przyjaciół. Dlatego właśnie ludzie powinni się wspierać i sobie pomagać.
-Kto cię uratował?- Zapytał już ciszej, nadstawiając kosz, żeby mogła wrzucić do niego owoce.
-Trzymasz się od tego z daleka, czy... próbujesz coś robić? Jeśli nie chcesz, nie odpowiadaj. Wiem, że czasy są niepewne i ludzie boją się mówić co myślą.- Dodał od razu, nie chcąc żeby dziewczyna czuła presję. Obserwował jak jej rude kosmyki latały na wietrze. Miał ochotę zebrać je w palce i założyć za ucho, ale powstrzymał się. Musiał uszanować to, że z kimś się spotykała. W końcu sam wybrał podróże.
Isaac złapał za jedną z gałęzi, żeby obniżyć ją ku dołowi. Dzięki temu Olivia mogła sięgnąć do owoców, które rosły na wyższych partiach drzewka.
Kiedy powiedziała, że wojna osobiście ją dotknęła, spojrzał na nią uważnie.
-Śmierciożercy zaatakowali hodowle Hipogryfów? Po co? W ramach zemsty?- Pokręcił głową.-To banda tchórzy bez honoru, która nosi maski.- Prychnął i gdyby nie obecność Olivii, to prawdopodobnie by splunął.- Nie mam do nich za grosz szacunku. Głoszą swoje chore hasła, ale nie podpiszą się pod tym własnym imieniem ani nazwiskiem. Tylko dlatego mają przewagę.- Powiedział, marszcząc brwi. Zdenerwowała go wizja, że ktoś mógł skrzywdzić Olivie. Dobrze, że była wśród przyjaciół. Dlatego właśnie ludzie powinni się wspierać i sobie pomagać.
-Kto cię uratował?- Zapytał już ciszej, nadstawiając kosz, żeby mogła wrzucić do niego owoce.
-Trzymasz się od tego z daleka, czy... próbujesz coś robić? Jeśli nie chcesz, nie odpowiadaj. Wiem, że czasy są niepewne i ludzie boją się mówić co myślą.- Dodał od razu, nie chcąc żeby dziewczyna czuła presję. Obserwował jak jej rude kosmyki latały na wietrze. Miał ochotę zebrać je w palce i założyć za ucho, ale powstrzymał się. Musiał uszanować to, że z kimś się spotykała. W końcu sam wybrał podróże.
Isaac złapał za jedną z gałęzi, żeby obniżyć ją ku dołowi. Dzięki temu Olivia mogła sięgnąć do owoców, które rosły na wyższych partiach drzewka.