23.07.2024, 19:36 ✶
– Smok – powtórzyła Charlotte. – Hipogryf – wysyczała, a potem opuściła wzrok na trzymany w ręku nóż.
Na jej twarzy pojawił się namysł.
– Może jednak warto byłoby wymienić dywan – mruknęła, najwyraźniej pochłonięta rozważaniami, czy nie byłoby warto dźgnąć Jonathana prosto w serce, zanim spróbuje kupić jej synowi smoka, córce hipogryfa, a drugiemu synowi… kto go tam wie? Jakiegoś abraxana od Prewettów? O nie, nie miała zamiaru pozwolić na to, aby to była ta sytuacja, w której ona daje palec, a oni biorą rękę aż do łokcia! – Moje dzieci zbliżą się do smoka po moim cholernym trupie. Naprawdę, co naopowiadał wam wszystkim Anthony? To niebezpieczne bestie, których nie da się oswoić, a jeśli ktoś podsunął wam jakieś głupie, mugolskie książki o jeżdżeniu na smokach i więziach z nimi, to były mugolskie książki. I nie rozumiem, co fascynuje was w hipogryfach, żadne z was nie chciało nawet chodzić na lekcje zaawansowanej opieki nad magicznymi stworzeniami.
Niestety, była niemal pewna, że Jonathan nie żartuje. To był Jonathan Selwyn. Miała jakieś czternaście lat, kiedy ostatecznie zrozumiała, że kiedy on mówi, że coś zrobi albo coś kupi, nieważne, jak głupio to brzmiało, należało brać go na poważnie – bo mogłeś odkryć na przykład, że naprawdę spróbuje przekonać skrzaty domowe, żeby wniosły ci do pokoju wielkie łoże księżniczki, absolutnie niezgodne ze szkolnym regulaminem albo coś takiego.
– Twój pokój to doskonały pomysł.
Jessie był dorosły. Jeśli pies nie da mu spać, pobrudzi pościel, zniszczy meble i tak dalej, to jakoś da sobie z tym radę, a rachunek za nowe meble wyśle po prostu Jonathanowi.
Cofnęła się nieco, najwyraźniej nie zamierzając pomagać w pakowaniu psiaka do wanny. Nie była, jak sama powiedziała, taką psychopatką, aby wyrzucić tego szczeniaka za próg, ale skoro to miał być pies dzieci, i pokochały go od pierwszego wejrzenia, niech się teraz nim zajmują – Charlotte ani myślała śmierdzieć mokrą, psią sierścią.
– Pewnego dnia cię zamorduję i każdy sąd mnie uniewinni – westchnęła tylko na ciche słowa, które wyszeptał Selwyn.
Na jej twarzy pojawił się namysł.
– Może jednak warto byłoby wymienić dywan – mruknęła, najwyraźniej pochłonięta rozważaniami, czy nie byłoby warto dźgnąć Jonathana prosto w serce, zanim spróbuje kupić jej synowi smoka, córce hipogryfa, a drugiemu synowi… kto go tam wie? Jakiegoś abraxana od Prewettów? O nie, nie miała zamiaru pozwolić na to, aby to była ta sytuacja, w której ona daje palec, a oni biorą rękę aż do łokcia! – Moje dzieci zbliżą się do smoka po moim cholernym trupie. Naprawdę, co naopowiadał wam wszystkim Anthony? To niebezpieczne bestie, których nie da się oswoić, a jeśli ktoś podsunął wam jakieś głupie, mugolskie książki o jeżdżeniu na smokach i więziach z nimi, to były mugolskie książki. I nie rozumiem, co fascynuje was w hipogryfach, żadne z was nie chciało nawet chodzić na lekcje zaawansowanej opieki nad magicznymi stworzeniami.
Niestety, była niemal pewna, że Jonathan nie żartuje. To był Jonathan Selwyn. Miała jakieś czternaście lat, kiedy ostatecznie zrozumiała, że kiedy on mówi, że coś zrobi albo coś kupi, nieważne, jak głupio to brzmiało, należało brać go na poważnie – bo mogłeś odkryć na przykład, że naprawdę spróbuje przekonać skrzaty domowe, żeby wniosły ci do pokoju wielkie łoże księżniczki, absolutnie niezgodne ze szkolnym regulaminem albo coś takiego.
– Twój pokój to doskonały pomysł.
Jessie był dorosły. Jeśli pies nie da mu spać, pobrudzi pościel, zniszczy meble i tak dalej, to jakoś da sobie z tym radę, a rachunek za nowe meble wyśle po prostu Jonathanowi.
Cofnęła się nieco, najwyraźniej nie zamierzając pomagać w pakowaniu psiaka do wanny. Nie była, jak sama powiedziała, taką psychopatką, aby wyrzucić tego szczeniaka za próg, ale skoro to miał być pies dzieci, i pokochały go od pierwszego wejrzenia, niech się teraz nim zajmują – Charlotte ani myślała śmierdzieć mokrą, psią sierścią.
– Pewnego dnia cię zamorduję i każdy sąd mnie uniewinni – westchnęła tylko na ciche słowa, które wyszeptał Selwyn.