23.07.2024, 21:09 ✶
tańczę z Brenną
Jak dobrze, że Bulstrode nie był w stanie czytać ludziom w myślach, bo by się absurdalnie wręcz obraził za porównywanie go do Geraldine. To nawet nie było tak, że jej nie lubił albo zaszło kiedyś między nimi coś, co na zawsze zmieniło trajektorię ich relacji. Nic z tych rzeczy. Przez większość życia miał do niej neutralny stosunek, nawet zdarzyło im się kiedyś chyba narąbać, za co Florence oczywiście była trochę zła, ale w gruncie rzeczy chyba chodziło o coś zupełnie innego. Dokładnie o to, co chodziło po głowie Brennie, a co można by podsumować prostym - byli do siebie zbyt podobni.
W końcu najłatwiej było oceniać kogoś, w kim dostrzegało się własne wady. Te zdawały się zwykle uwypuklać najbardziej i mimowolnie przyciągać uwagę. Tak samo jak Yaxley lubiła płynąć pod prąd, tak on również, ale bardzo szybko mógł się im z tego zrobić jakiś chory wyścig, gdyby tylko sobie uświadomili że trafili tym razem do jednej wody.
Prychnął rozbawiony, bo coś w tamtej scenie, przynajmniej dla zwykłego obserwatora, było zwyczajnie zabawne. Szczególnie kiedy zdążyło minąć już trochę czasu i trochę przeszło ogólne zażenowanie tamtą sprawą samych zainteresowanych. W sumie to Atreus zdał sobie sprawę, że wtedy chyba ten bóbr to próbował zjeść laskę właśnie Perseusa, więc może wtedy, na wiosnę, zostało zapoczątkowane coś co teraz zbierało żniwo w umyśle Blacka.
- Mhm. Jako pierwszy - pierwszy przez niego wypity i pierwszy na weselu przemieniony w zwierzę. Niezapomniana noc. - Myślę, że bardzo dużo ludzi którzy widzieli jego działanie, i to nie tylko na mnie, nie mogło uwierzyć w to co się dzieje. Pod sukienkę panny młodej co prawda nikt nie wbiegł, ale kogoś przemiana wyrzuciła na stół z jedzeniem. - a ja próbowałem przestawić Saurielowi kolana, ale tego już nie powiedział na głos, tylko uśmiechnął się głupio. - Z tego co rozumiem to był jeszcze jakiś z lekką amortencją - lekką, bo przynajmniej się tej Millie nie oświadczył. - Taki który doprowadzał cię do płaczu, słyszałem jak ktoś przypadkowo zaczął śpiewać, a potem się z kimś o to pokłócił... Ale spokojnie, to nie koniec atrakcji. Na weselu zagościła też zmarła prababcia pana młodego, szkoda tylko że opętała fontannę z czekoladą. No i prezenty dostały nóg i zaczęły uciekać - zrobił dziwną minę, bo trochę wciąż w to nie wierzył, a trochę chciało mu się śmiać, jak o tym wszystkim teraz mówił. - Szkoda, że cię nie było - podsumował wreszcie, uśmiechając się do niej lekko, już bardziej łagodnie. - Bo widziałem chyba Erika? Wiec założyłem, że też możesz się gdzieś pojawić.
Ale najwyraźniej nie bawiły ją tego typu imprezy. Albo raczej ta konkretna impreza. Nawet niespecjalnie się temu dziwił - nie musiała tam przecież być, bo to jej bratu przypadała rola ładnego reprezentowania rodziny i pokazywania się na imprezach. Do tego wesele Blacków był okazją do zebrania się przede wszystkim tych skostniałych tradycjonalistów i wyznawców wyższości czarodziejów. A po słowach 'wywieście mi na pogrzebie transparent jebać voldemorta' mógł z łatwością się domyślić jak bardzo do takiego towarzystwa nie pasowała.
- Cóż, mam nadzieję że wesele Blacka to była ostatnia taka impreza. Parę osób z nim o tym rozmawiało, wznosząc protest, więc pozostaje mieć nadzieję. A na twoich chyba nie czeka mnie takie niebezpieczeństwo - ale miała rację, wiadome wspomnienie łatwo do niego wróciło. - Ale spokojnie, Nora - która to w ogóle była? - raczej nie jest w moim typie. No i zapamiętam, żeby nie dać się zjeść żadnemu. Nie chciałbym, żeby było ci przykro.