23.07.2024, 22:14 ✶
Drugi list od kuzyna może rzeczywiście nie zastał go… w najlepszym stanie. To trzeba było przyznać.
Tkwił od wielu godzin nad kolejnym obrazem, marnując kolejne minuty na wpatrywaniu się w martwe oczy swojej siostry. Kolejna niedoskonała praca. Niewarta wszywania w nią wspomnień. Kopnął w złości sztalugę, pozwalając, aby płótno spadło z hukiem na ziemię. Jak na zawołanie jego myśli odciągnęła sowa siedząca na parapecie.
Już chciał odgonić ptaszysko jakąś solidną klątwą (już on kurwa da Ministerstwu śledzić się we własnym domu! Po jego trupie!), ale dostrzegł znajomą papeterię przywiązanej do nóżki ptaka. Niechętnie wpuścił ptasiego szpiega do środka.
Blah bla blah… dziękuję za troskę. blah blah… sam wybrałem zawód… Dlaczego? I jestem szczęśliwy. Martwi też są, bo nie wiedzą że są martwi. Nie przypominał sobie, żeby prosił kuzyna o streszczenie historii życia. Przewrócił oczami odnajdując w liście o wiele bardziej interesujące go informacje. U niego.
W porządku, nie miał z tym najmniejszego problemu. Przynajmniej nie musiał się przejmować stanem swojego mieszkania. Spojrzał znad listu na porzucony na ziemi obraz jakby oceniał czy warto go podnieść zanim farba wsiąknie na dobre w pstrokaty dywan. Najwyraźniej odpowiedź była przecząca, bo Baldwin wrócił do czytania listu.
Uszanowanie porządku. Znów zerknął na dywan. Jakby mu Desmond w myślach czytał. Włącznie z zachowaniem czystości.
- Czy ty to widzisz Linda?- Zapytał oburzony, ocierając w szatę brudne od farby ręce. Szczurzyca, która dotychczas grzecznie siedziała na głowie swojego właściciela moszcząc się w gęstwinie jasnych, splątanych włosów, co prawda niewiele zapewne widziała, ale zapiszczała wyraźnie poruszona.
Herbatka u kuzyna. Może powinien wyciągnąć wyjściową szatę? Albo pożyczyć kostium króla Leara z garderoby? Przeklął się w myślach, pocierając twarz dłonią i rozsmarowując po policzku przepiękny odcień błękitu. No i po co się zgadzał? Teraz miał problemy gorsze niż przed pierwszą randką.
Baldwin stanął na progu mieszkania Desmonda dokładnie o ustalonej godzinie jaką była “bliżej siódmej”.
To czy był tam za kwadrans czy kilka minut po, to był tylko drobiazg. Nie zapytał kuzyna jak długo czekał w holu, ale podał mu rękę do uściśnięcia. Szczerze mówiąc Malfoy zrobił wszystko, żeby dostosować się do tego całego “uszanowania czystości”.
Czysta, świeżo wyprasowana czarna szata, żadnych widocznych plam po farbach, nawet dłonie miał czyste. Co więcej, ta blond cholera pachniała aktualnie jak kwietna łąka albo co tam było w tym eliksirze do kąpieli, który ukradł z szafki jednej z aktorek.
Siedząca na jego ramieniu Rozalinda nie dość, że była świeżutko wykąpana (w tym samym zresztą eliksirze) to prezentowała się wyjątkowo gustownie z różową wstążką przewiązaną na ogonie Prawdopodobnie najczystszy gryzoń w całym Londynie.
- Cieszę się, że mnie zaprosiłeś.- Odparł tylko, nie kryjąc uśmieszku. Więc potrzebował jego pomocy? Towarzystwa?
Uniósł lekko brew słysząc o deserze. Może powinni obaj odziać się w suknie po matkach, gorsety i jak pierwsze lepsze dziewki porozmawiać o sztuce przy herbatce i ciasteczkach? Stojąc blisko kuzyna wyczuł słodki zapach rumu, a z piersi Baldwina wyrwało się ciche:
- Och...
Nie mógł się doczekać? Czy potrzebował chapnąć kielonek na odwagę?
Z początku chłopak zignorował nawet wszelkie słodkości leżące na stole. Nie był tu po ciastka. Nawet herbata była tylko pretekstem, by spotkać się z kuzynem. Poza tym o wiele bardziej interesowało Baldwina to co znajdowało się w honorowym miejscu na ścianie. Kundle szanownego seniora rodu, jego wszechświętości Fortnibasa.
Prychnął, niekoniecznie nad samym obrazem ale nad wspomnieniem tych spętanych, ograniczonych umysłów niektórych z ludzi, których musiał nazywać swoją rodziną.
- Chciałeś porozmawiać o swoich obrazach?- Zapytał, wreszcie odrywając wzrok od namalowanej scenki. Zrobił krok w stronę stołu, pozwalając gospodarzowi gospodarzyć. Bez względu na to czy ten postanowił do tych fikuśnych filiżanek wlać herbaty czy rumu.
Tkwił od wielu godzin nad kolejnym obrazem, marnując kolejne minuty na wpatrywaniu się w martwe oczy swojej siostry. Kolejna niedoskonała praca. Niewarta wszywania w nią wspomnień. Kopnął w złości sztalugę, pozwalając, aby płótno spadło z hukiem na ziemię. Jak na zawołanie jego myśli odciągnęła sowa siedząca na parapecie.
Już chciał odgonić ptaszysko jakąś solidną klątwą (już on kurwa da Ministerstwu śledzić się we własnym domu! Po jego trupie!), ale dostrzegł znajomą papeterię przywiązanej do nóżki ptaka. Niechętnie wpuścił ptasiego szpiega do środka.
Blah bla blah… dziękuję za troskę. blah blah… sam wybrałem zawód… Dlaczego? I jestem szczęśliwy. Martwi też są, bo nie wiedzą że są martwi. Nie przypominał sobie, żeby prosił kuzyna o streszczenie historii życia. Przewrócił oczami odnajdując w liście o wiele bardziej interesujące go informacje. U niego.
W porządku, nie miał z tym najmniejszego problemu. Przynajmniej nie musiał się przejmować stanem swojego mieszkania. Spojrzał znad listu na porzucony na ziemi obraz jakby oceniał czy warto go podnieść zanim farba wsiąknie na dobre w pstrokaty dywan. Najwyraźniej odpowiedź była przecząca, bo Baldwin wrócił do czytania listu.
Uszanowanie porządku. Znów zerknął na dywan. Jakby mu Desmond w myślach czytał. Włącznie z zachowaniem czystości.
- Czy ty to widzisz Linda?- Zapytał oburzony, ocierając w szatę brudne od farby ręce. Szczurzyca, która dotychczas grzecznie siedziała na głowie swojego właściciela moszcząc się w gęstwinie jasnych, splątanych włosów, co prawda niewiele zapewne widziała, ale zapiszczała wyraźnie poruszona.
Herbatka u kuzyna. Może powinien wyciągnąć wyjściową szatę? Albo pożyczyć kostium króla Leara z garderoby? Przeklął się w myślach, pocierając twarz dłonią i rozsmarowując po policzku przepiękny odcień błękitu. No i po co się zgadzał? Teraz miał problemy gorsze niż przed pierwszą randką.
- * -
Baldwin stanął na progu mieszkania Desmonda dokładnie o ustalonej godzinie jaką była “bliżej siódmej”.
To czy był tam za kwadrans czy kilka minut po, to był tylko drobiazg. Nie zapytał kuzyna jak długo czekał w holu, ale podał mu rękę do uściśnięcia. Szczerze mówiąc Malfoy zrobił wszystko, żeby dostosować się do tego całego “uszanowania czystości”.
Czysta, świeżo wyprasowana czarna szata, żadnych widocznych plam po farbach, nawet dłonie miał czyste. Co więcej, ta blond cholera pachniała aktualnie jak kwietna łąka albo co tam było w tym eliksirze do kąpieli, który ukradł z szafki jednej z aktorek.
Siedząca na jego ramieniu Rozalinda nie dość, że była świeżutko wykąpana (w tym samym zresztą eliksirze) to prezentowała się wyjątkowo gustownie z różową wstążką przewiązaną na ogonie Prawdopodobnie najczystszy gryzoń w całym Londynie.
- Cieszę się, że mnie zaprosiłeś.- Odparł tylko, nie kryjąc uśmieszku. Więc potrzebował jego pomocy? Towarzystwa?
Uniósł lekko brew słysząc o deserze. Może powinni obaj odziać się w suknie po matkach, gorsety i jak pierwsze lepsze dziewki porozmawiać o sztuce przy herbatce i ciasteczkach? Stojąc blisko kuzyna wyczuł słodki zapach rumu, a z piersi Baldwina wyrwało się ciche:
- Och...
Nie mógł się doczekać? Czy potrzebował chapnąć kielonek na odwagę?
Z początku chłopak zignorował nawet wszelkie słodkości leżące na stole. Nie był tu po ciastka. Nawet herbata była tylko pretekstem, by spotkać się z kuzynem. Poza tym o wiele bardziej interesowało Baldwina to co znajdowało się w honorowym miejscu na ścianie. Kundle szanownego seniora rodu, jego wszechświętości Fortnibasa.
Prychnął, niekoniecznie nad samym obrazem ale nad wspomnieniem tych spętanych, ograniczonych umysłów niektórych z ludzi, których musiał nazywać swoją rodziną.
- Chciałeś porozmawiać o swoich obrazach?- Zapytał, wreszcie odrywając wzrok od namalowanej scenki. Zrobił krok w stronę stołu, pozwalając gospodarzowi gospodarzyć. Bez względu na to czy ten postanowił do tych fikuśnych filiżanek wlać herbaty czy rumu.