23.07.2024, 22:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.07.2024, 22:25 przez Brenna Longbottom.)
Dalej tańczę.
Samo wspomnienie Brenny mknącej przez salę za bobrem było zabawne – doskonale to rozumiała, nie oburzały więc ją cudze uśmiechy i może i w niej wzbudziłoby rozbawienie, gdyby nie pamiętała, jak mocno wstrząsnęło to Norą. Pościg ją trochę bawił, ale ten ciąg dalszy, gdy już zdołała odczarować przyjaciółkę… Cóż, Atreus na pewno zniósł swoją transformację dużo łatwiej. Trochę zapewne ze względu na charakter, trochę, bo był czystokrwistym na przyjęciu czystokrwistych, bogatym, kojarzonym, który z jednej strony łatwiej mógł stać się obiektem plotek… a z drugiej mógł mniej się przejmować.
Dlatego na tę wizję, jego zamieniającego się w zamorskie zwierzę, jako pierwszy w całej sali, uśmiechnęła się bez żadnych oporów.
– Dlaczego mnie to nie dziwi? – spytała, ani trochę nie zaskoczona, że pobiegł testować te drinki przed innymi. Uniosła na moment rękę, by pomachać Geraldine i Thomasowi, którzy też zaczęli obok tańczyć, a których nie miała okazji przywitać wcześniej. – Ale zaraz, ludzie widzieli tę transformację i pili je dalej? Wszystkich opętał prewettowski duch ryzyka?
Uniosła lekko brwi, gdy wspomniał o śpiewie (chyba niechcący zainspirowała tu Perseusa), powędrowały nieco wyżej na wzmiankę o zmarłej prababci, a potem jeszcze powiedział o uciekających prezentach…
– Nie wkręcasz mnie? – upewniła się, nagle zaczynając rozumieć, dlaczego Alastor był tak zaniepokojony. O ile Atreus się tutaj nie wygłupiał i nie próbował sprawdzić, w jak wiele rzeczy, które on powie, ona jest w stanie uwierzyć. Albo nie zaistniało jakieś nieporozumienie, jak z tym mitycznym niedźwiedziem z Inglewood. – I to to ja jestem chodzącymi kłopotami, tak?
Albo klątwą, przynajmniej zdaniem Basiliusa.
Brenna bywała na weselach i na balach czystokrwistych: ba, nawet to lubiła. Było w tym świecie sporo osób, które darzyła sympatią, i chętnie spotykała ich w takich okolicznościach, a tańcząc walca umiała bawić się równie dobrze, jak wirując na takiej plaży. Ale Blackowie byli bodaj najbardziej konserwatywnym z czystokrwistych rodów, a samo nazwisko Rookwood, odkąd Charlie stanął na ich progu, stawiało ją na baczność. Ciało Fineasa, słowa Viki o rodzinie Sauriela, opowieść Aveliny, to wszystko dodawało kolejnych kamyczków i sprawiło, że Brenna zbuntowała się i wzięła wtedy nocny dyżur w pracy.
Umiała robić rzeczy, na które nie miała ochoty i starać się dla rodziny, ale nie widziała powodu, by pchać się właśnie na taką zabawę.
Może popełniła błąd, skoro zaproszono tam Bellów. Nie pasowała tam. Nie chciała tam być.
- Tak, Erik przyjaźni się z Perseusem, i mam wrażenie, że się na mnie ciągle boczy, że nie przyszłam, chociaż miał na sali wuja Morpheusa. Miałam zaproszenie, ale tak jakby, hm, powstrzymanie chęci przestawienia paru nosów na tym balu mogłoby wystawić moją siłę woli na ogromną próbę, a nie miałam pojęcia, że bójki będą na tym weselu tak popularną atrakcją, że wtopiłabym się z tym moim pragnieniem w tłum…
Victoria nie chciała, by szła bić się za nią z Saurielem i Brenna to doskonale rozumiała, ale jak tutaj nie irytować się na gościa, który łamie serce twojej przyjaciółce z dzieciństwa? A to było jeszcze nic. Ojca Sauriela najchętniej wepchnęłaby do Azkabanu, Augustusowi złamała nos najmniej w trzech miejscach, natomiast nienawiść Brenny wobec ojca Charliego była tak paląca, że chyba podpaliłaby ją od środka, gdyby musiała prowadzić z nim kurtuazyjną rozmowę.
– Żadnych przerośniętych zwierzaków zza oceanu, żadnego zakochiwania się w pierwszej zobaczonej osobie, żadnego płaczu i tym razem żadnego śpiewania, chociaż Patrick naprawdę ma świetny głos – obiecała solennie. – Możesz spytać Tedy’ego o listę efektów, jeśli chcesz wiedzieć, co może się trafić. I dobrze, trzymam za słowo, żadnego drażnienia okolicznych niedźwiedzi.
Samo wspomnienie Brenny mknącej przez salę za bobrem było zabawne – doskonale to rozumiała, nie oburzały więc ją cudze uśmiechy i może i w niej wzbudziłoby rozbawienie, gdyby nie pamiętała, jak mocno wstrząsnęło to Norą. Pościg ją trochę bawił, ale ten ciąg dalszy, gdy już zdołała odczarować przyjaciółkę… Cóż, Atreus na pewno zniósł swoją transformację dużo łatwiej. Trochę zapewne ze względu na charakter, trochę, bo był czystokrwistym na przyjęciu czystokrwistych, bogatym, kojarzonym, który z jednej strony łatwiej mógł stać się obiektem plotek… a z drugiej mógł mniej się przejmować.
Dlatego na tę wizję, jego zamieniającego się w zamorskie zwierzę, jako pierwszy w całej sali, uśmiechnęła się bez żadnych oporów.
– Dlaczego mnie to nie dziwi? – spytała, ani trochę nie zaskoczona, że pobiegł testować te drinki przed innymi. Uniosła na moment rękę, by pomachać Geraldine i Thomasowi, którzy też zaczęli obok tańczyć, a których nie miała okazji przywitać wcześniej. – Ale zaraz, ludzie widzieli tę transformację i pili je dalej? Wszystkich opętał prewettowski duch ryzyka?
Uniosła lekko brwi, gdy wspomniał o śpiewie (chyba niechcący zainspirowała tu Perseusa), powędrowały nieco wyżej na wzmiankę o zmarłej prababci, a potem jeszcze powiedział o uciekających prezentach…
– Nie wkręcasz mnie? – upewniła się, nagle zaczynając rozumieć, dlaczego Alastor był tak zaniepokojony. O ile Atreus się tutaj nie wygłupiał i nie próbował sprawdzić, w jak wiele rzeczy, które on powie, ona jest w stanie uwierzyć. Albo nie zaistniało jakieś nieporozumienie, jak z tym mitycznym niedźwiedziem z Inglewood. – I to to ja jestem chodzącymi kłopotami, tak?
Albo klątwą, przynajmniej zdaniem Basiliusa.
Brenna bywała na weselach i na balach czystokrwistych: ba, nawet to lubiła. Było w tym świecie sporo osób, które darzyła sympatią, i chętnie spotykała ich w takich okolicznościach, a tańcząc walca umiała bawić się równie dobrze, jak wirując na takiej plaży. Ale Blackowie byli bodaj najbardziej konserwatywnym z czystokrwistych rodów, a samo nazwisko Rookwood, odkąd Charlie stanął na ich progu, stawiało ją na baczność. Ciało Fineasa, słowa Viki o rodzinie Sauriela, opowieść Aveliny, to wszystko dodawało kolejnych kamyczków i sprawiło, że Brenna zbuntowała się i wzięła wtedy nocny dyżur w pracy.
Umiała robić rzeczy, na które nie miała ochoty i starać się dla rodziny, ale nie widziała powodu, by pchać się właśnie na taką zabawę.
Może popełniła błąd, skoro zaproszono tam Bellów. Nie pasowała tam. Nie chciała tam być.
- Tak, Erik przyjaźni się z Perseusem, i mam wrażenie, że się na mnie ciągle boczy, że nie przyszłam, chociaż miał na sali wuja Morpheusa. Miałam zaproszenie, ale tak jakby, hm, powstrzymanie chęci przestawienia paru nosów na tym balu mogłoby wystawić moją siłę woli na ogromną próbę, a nie miałam pojęcia, że bójki będą na tym weselu tak popularną atrakcją, że wtopiłabym się z tym moim pragnieniem w tłum…
Victoria nie chciała, by szła bić się za nią z Saurielem i Brenna to doskonale rozumiała, ale jak tutaj nie irytować się na gościa, który łamie serce twojej przyjaciółce z dzieciństwa? A to było jeszcze nic. Ojca Sauriela najchętniej wepchnęłaby do Azkabanu, Augustusowi złamała nos najmniej w trzech miejscach, natomiast nienawiść Brenny wobec ojca Charliego była tak paląca, że chyba podpaliłaby ją od środka, gdyby musiała prowadzić z nim kurtuazyjną rozmowę.
– Żadnych przerośniętych zwierzaków zza oceanu, żadnego zakochiwania się w pierwszej zobaczonej osobie, żadnego płaczu i tym razem żadnego śpiewania, chociaż Patrick naprawdę ma świetny głos – obiecała solennie. – Możesz spytać Tedy’ego o listę efektów, jeśli chcesz wiedzieć, co może się trafić. I dobrze, trzymam za słowo, żadnego drażnienia okolicznych niedźwiedzi.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.