• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[22.07.1972] A to ci randka stulecia... i to z własną rodziną | Stanley & Sophie

[22.07.1972] A to ci randka stulecia... i to z własną rodziną | Stanley & Sophie
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#3
23.07.2024, 22:29  ✶  

Stanley niestety nie przypominał sobie niczego takiego, aby obiecał młodej Mulciberównie, że będzie mogła się przespać na jego kanapie. Było to niestety zbyt niebezpieczne dla wszystkich stron - zarówno Borgina jak i jego siostry. Głębina nie była miejscem w którym młoda Sophie powinna była się znaleźć. Nokturn nawet nie był miejscem gdzie kiedykolwiek powinna stąpać swoimi stopami. Powinna była się trzymać z dala od problemów, a Stanley, niestety, je przyciągał. W zasadzie to był on chodzącym problemem, więc nie powinno było to nikogo dziwić.

Jako, że Stanley był dobrym bratem. Chciał być dobrym bratem, więc w życiu by nie zostawił młodej Mulciberówny w tym miejscu. Prędzej oddałby się w dłonie swoich kolegów, de facto funkcjonariuszy prawa, a kiedyś nawet przyjaciół, niż puścił ją w samopas po Nokturnie.

- Mhm - potwierdził pod nosem, rozumiejąc jej wybór. Znaczy samego wyboru nie rozumiał, bo skąd miałby się tutaj znaleźć sok dyniowy pośród jednej, wielkiej wylęgarni przestępców i złodziei. Z drugiej zaś strony to nadzieja umiera ostatnia i może akurat tutaj serwowana takie wyspecjalizowane trunki? Stanley był niemalże pewny, że prościej było tutaj dostać czterdziestoletnią whisky, niż ów sok dyniowy.

Niestety musiał na chwilę opuścić Sophie. To było oczywistym błędem, ponieważ taka samotna sikoreczka, przykuwała uwagę tych, którzy nie powinny byli się nią interesować. Kto był taką osobą? Ktokolwiek z tego pomieszczenia - te wszystkie kaprawe typy, którym źle patrzyło z oczy i ci sami, którzy nie chcieli odprowadzić jej do domu. Na całe jednak szczęście nie trwało to długo i w wystarczająco szybko mógł zareagować, aby ugasić zapał ich chwilowego towarzysza.

- Nie ma za co dziękować. R... - odchrząknął, poprawiając zaraz swoją narrację - Pan Robert byłby niezadowolony z tego, że postąpiłem w ten sposób. Postarałem się jednak szybko zareagować. Nikt więcej Cię nie zaczepi - zapewnił - Masz moje słowo, a gdybym skłamał, sam się oddam w ręce pańskiego ojca i wuja - powtórzył swoją deklarację, chcąc mieć pewność, że wszystko było jasne. Sophie była teraz trochę jak VIP, którego należało chronić. W końcu ich wspólny ojciec to by pewnie wydziedziczył Stanleya gdyby coś się stało jego "wiewióreczce".

Sam Borgin nie wymagał jakiegoś szczególnego docenienia. Sam de facto wziął to na swoje bajki kiedy pojawił się na tej scenie i zdecydował się postawić va banque na jedną z kandydatek, modląc się niejako, aby to rzeczywiście była młoda Mulciberówna. Okazało się przecież, że to prawda i trochę z jego winy musiała teraz tutaj siedzieć. Cóż, ciężko żywot tych Mulciberów.

- I sok dyniowy - uśmiechnął się pogodnie, chociaż był to jedyny uśmiech, który teraz jawił się w tym pomieszczeniu. Wszystkie inne typy miały miny co najmniej średnie albo niewyjściowe. Barman coś pomruczał pod nosem, ale wydał zarówno drinka jak i sok dyniowy, który wymagał od niego większego zastanowienia w poszukiwaniu ów produktu. Dobrze jednak, że miał go na stanie i czym prędzej mogli udać się w bardziej odosobnione miejsce, chociaż o takie było tutaj równie trudno.

Zajęli miejsce, Stanley wziął łyka i wyciągnął paczkę papierosów. Odpalił jednego i nie poczęstował Sophie. Nie miał zamiaru truć własnej siostry.

- Sophie, obawiam się, że jest to niemożliwe. Nie mogę niestety nic na to poradzić, ale zapewniam Cię, że włos Ci z głowy nie spadnie kiedy to Francis będzie Cię odprowadzał - przyznał, zaciągając się papierosem. Paskudztwo, ale wspaniałe w smaku. Pozwalało nawrócić zmysły na dobre tory - Dodatkowo Twój ojciec zacznie się martwić. Twój wuj pewnie też, a jako, że jest doświadczonym aurorem, nie chciałbym mieć u niego problemów. Bycie poszukiwanym prze kogoś z takim stażem to ostatnie co chce mieć w życiu - dodał ciszej, aby towarzystwo wokół nie usłyszało wzmianki o Richardzie. Nie chciał ściągać na niego problemów - Wszystko rozumiem. Wszystko jest też dla ludzi i nie ma co się wstydzić czy stresować. Każdy ma swoje powody, aby się pojawić na takich wydarzeniach jak tamto - zapewnił - Ja dla przykładu zostałem wrobiony przez swojego... Hmmm... Dobrego kolegę? Przyjaciela? Nie wiem jak to ująć - ponownie zabrał się za palenie papierosa - Nie mniej jednak, sam chciałem stamtąd się zawinąć czym prędzej, ale nie chciałem, aby zostawiać Was, kandydatki, na lodzie. Czym prędzej chciałem którąś wybrać i wrócić do domu. Nie miałem w planach żadnych większych interakcji z żadną z kandydatek - wyjaśnił, strzepując popiół z papierosa do prowizorycznej popielniczki.

- No proszę. Nawet nie wiedziałem. Myślisz, że jak się stamtąd... - przejechał kilkukrotnie po brodzie w zastanowieniu - Zawinęłaś, to dalej wypłacą Ci należytą nagrodę? - zapytał, łapiąc ją za dłoń. Oczywiście zrobił to po to, aby dodać jej odrobinę otuchy. Nie chciał, aby czuła się jakoś źle - Sophie. Nie przejmuj się. Ja sam byłem pewnie trzykrotnie bardziej zestresowany od Ciebie. Najważniejsze to jednak stawić czoło wszystkim niedogodnościom losu, podnieść czoło i iść dalej przed życie, a z dzisiejszego dnia trzeba wyciągnąć po prostu pewne nauczki i jakoś to dalej będzie. Ojciec na pewno Ci wybaczy, bo rodzice kochają swoje dzieci. Nawet jeżeli nie chcą o tym zbyt często mówić - zacisnął jeszcze jej dłoń na chwilę i puścił. Zrobił to z niezbyt wielką siłą, aby przypadkiem nie zrobić jej krzywdy - Może zmieńmy temat, abyś poczuła się lepiej? Powiedz mi może jak tam po Hogwarcie? Jak Ci szło? Jak będziesz wspominać? - pociągnął łyk trunku - Później będziesz mogła mi też zadać jakieś pytania. W ten sposób może uda Ci się trochę odstresować i spędzić milej czas w oczekiwaniu na Francisa - wytłumaczył, powracając do palenia papierosa.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sophie Mulciber (1400), Stanley Andrew Borgin (3079)




Wiadomości w tym wątku
[22.07.1972] A to ci randka stulecia... i to z własną rodziną | Stanley & Sophie - przez Stanley Andrew Borgin - 29.06.2024, 22:32
RE: [22.07.1972] A to ci randka stulecia... i to z własną rodziną | Stanley & Sophie - przez Sophie Mulciber - 08.07.2024, 03:25
RE: [22.07.1972] A to ci randka stulecia... i to z własną rodziną | Stanley & Sophie - przez Stanley Andrew Borgin - 23.07.2024, 22:29
RE: [22.07.1972] A to ci randka stulecia... i to z własną rodziną | Stanley & Sophie - przez Sophie Mulciber - 25.07.2024, 20:16
RE: [22.07.1972] A to ci randka stulecia... i to z własną rodziną | Stanley & Sophie - przez Stanley Andrew Borgin - 02.08.2024, 16:08

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa