24.07.2024, 01:15 ✶
Uśmiech zamarł na ustach Patricka, gdy dostrzegł reakcję Florence. Dotknął jej ramienia i delikatnie obrócił w swoją stronę.
- Spokojnie. To przyjęcie zorganizowała Brenna Longbottom. Ona nikomu nie doleje amortencji do drinka. Zakładam, że najgorsze co tam może się znajdować to jakiś eliksir rozweselający – sprostował łagodnie. – To był tylko żart. – Dość słaby, skoro przyszło mu go tłumaczyć.
Steward zmarszczył brwi, wspominając rozmowę z Atreusem. Zmrużył oczy, przypominając sobie jeden ze szczegółów i trochę jakby odruchowo zerknął ku rękom Florence, jakby spodziewał się tam znaleźć pierścionek zaręczynowy. Niby nieporozumienie zostało szybko wyjaśnione, a jednak… a jednak uświadomiło mu, że jego najlepsza przyjaciółka nie musiała wiecznie czekać na jakiegoś wyśnionego księcia z bajki. W każdej chwili mogła się zakochać i…
To było bardzo egoistyczne, ale Patrick nie chciał oglądać u jej boku jakiegoś mężczyzny. Nie podobała mu się myśl, że miałby zacząć się nią dzielić – nie tylko z jej rodziną i pacjentami (to przychodziło łatwo, naturalnie, normalnie), ale jeszcze z kimś romantycznie nią zainteresowanym.
- Myślę, że byłabyś dobrą żoną – rzucił lekkim tonem. – Wiesz, może, po prostu, zależy mu na twoim szczęściu.
Odwrotnie do Florence, był całkowicie skupiony na niej, a nie na tym, co działo się gdzieś za nimi. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy bywały takie chwile, w których stojąca obok niego kobieta myślała o samej sobie, a nie martwiła się o innych.
- Przypominam ci, że rozmawiamy o Atreusie. On jest lubiany, popularny i lubi brylować w towarzystwie – przypomniał. – Przyjęcie na plaży to dobre miejsce dla niego.
W końcu, mógł się tutaj popisywać do woli a kameralność całego wydarzenia nie groziła przynajmniej zaszkodzeniem jego reputacji.
Chwilę później Patrick skupił uwagę na zaklętej wodzie. Westchnął, spoglądając na obrazy, które zaczęły się w niej kształtować. Widział siebie i widział Florence. Skrzywił się. Kątem oka spojrzał na prawdziwą Florence, jakby sprawdzając czy ona dostrzegła dokładnie to samo, co on.
- Zastanawiałaś co by się stało, gdybyśmy nie zerwali rytuału? – zapytał wreszcie.
- Spokojnie. To przyjęcie zorganizowała Brenna Longbottom. Ona nikomu nie doleje amortencji do drinka. Zakładam, że najgorsze co tam może się znajdować to jakiś eliksir rozweselający – sprostował łagodnie. – To był tylko żart. – Dość słaby, skoro przyszło mu go tłumaczyć.
Steward zmarszczył brwi, wspominając rozmowę z Atreusem. Zmrużył oczy, przypominając sobie jeden ze szczegółów i trochę jakby odruchowo zerknął ku rękom Florence, jakby spodziewał się tam znaleźć pierścionek zaręczynowy. Niby nieporozumienie zostało szybko wyjaśnione, a jednak… a jednak uświadomiło mu, że jego najlepsza przyjaciółka nie musiała wiecznie czekać na jakiegoś wyśnionego księcia z bajki. W każdej chwili mogła się zakochać i…
To było bardzo egoistyczne, ale Patrick nie chciał oglądać u jej boku jakiegoś mężczyzny. Nie podobała mu się myśl, że miałby zacząć się nią dzielić – nie tylko z jej rodziną i pacjentami (to przychodziło łatwo, naturalnie, normalnie), ale jeszcze z kimś romantycznie nią zainteresowanym.
- Myślę, że byłabyś dobrą żoną – rzucił lekkim tonem. – Wiesz, może, po prostu, zależy mu na twoim szczęściu.
Odwrotnie do Florence, był całkowicie skupiony na niej, a nie na tym, co działo się gdzieś za nimi. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy bywały takie chwile, w których stojąca obok niego kobieta myślała o samej sobie, a nie martwiła się o innych.
- Przypominam ci, że rozmawiamy o Atreusie. On jest lubiany, popularny i lubi brylować w towarzystwie – przypomniał. – Przyjęcie na plaży to dobre miejsce dla niego.
W końcu, mógł się tutaj popisywać do woli a kameralność całego wydarzenia nie groziła przynajmniej zaszkodzeniem jego reputacji.
Chwilę później Patrick skupił uwagę na zaklętej wodzie. Westchnął, spoglądając na obrazy, które zaczęły się w niej kształtować. Widział siebie i widział Florence. Skrzywił się. Kątem oka spojrzał na prawdziwą Florence, jakby sprawdzając czy ona dostrzegła dokładnie to samo, co on.
- Zastanawiałaś co by się stało, gdybyśmy nie zerwali rytuału? – zapytał wreszcie.