24.07.2024, 09:36 ✶
wyszła z sali do ruletki -> stoliki przy fortepianie
Powiedzieć, że pani Mulciber miała problem co począć ze swoją pasierbicą to jakby nie powiedzieć nic. Sophie… Nie pasowała do tego środowiska. Była jak płotka, wpuszczona do basenu pełnego rekinów. Delikatna jak kwiatuszek. Ciapa. Ciepłe kluchy. No i jeszcze ta nieszczęsna skłonność do tłuszczyku. To nie był ten archetyp dziewczynki, która miała szansę przetrwać w ich środowisku.
Sophie przypominała jej te wszystkie zagubione w świecie panienki, które aż się prosiły o kłopoty. Mało to takich było? Dziewcząt w zbyt grzecznych, pruderyjnych sukienkach. Pojawiały się w ciemnych kasynach, poznawały jedną niewłaściwą osobę, pozwalały się uwieść miłym słowem i uśmiechem, a potem… znikały.
Minęła ludzi targujących się o swoje cenne drobiazgi, ale uznała, że to jeszcze nie czas, żeby dyskutować z panem Birlą temat sprowadzania tekstyliów do kraju, choć nie mogła zaprzeczyć, że kwestia interesowała ją… zarówno zawodowo jak i prywatnie. Kolejny sukces OMSHM’u. Mały, wielki krok ku poprawie gospodarki Królestwa. A przy tym nie mogła nie zachwycać się pięknem strojów i tkanin importowanych z byłej brytyjskiej kolonii.
Stanęła na moment obserwując też Matthiasa, chociaż nie widziała co konkretnego tam zastawia.
Ulubieniec Agnes Delacour, a przy tym chłopaczek, o którym ta nigdy nie pisnęła ani słowa. Najwyraźniej jednak nie był żadnym przebierańcem czy podstawionym aktorem, bo reakcje Camille na jego osobę wydawały się nad wyraz realne.
Ludzie wychodzili też powoli z sali do pokera. Więc i tam siły się wyraźnie porozkładały. Ktoś wygrał, ktoś przegrał. Ilu z nich spłukało się kompletnie? Nie sposób było to jeszcze ocenić, więc zgodnie z tym co planowała wcześniej, Lorien usiadła przy jednym ze stolików. Odstawiła kieliszek na blat, przewiesiła torebkę przez oparcie krzesła. Tak. Musieli się w tym momencie skupić na dziewczynce. Zanim będzie za późno.