24.07.2024, 09:38 ✶
Przechodzi z Perseusem i Anne na bok, do holu
Perseus zwracał się bezpośrednio do niego, lecz przecież Anne była obok. Czy jej nie zauważył, zbytnio zajęty Vesperą? A może celowo zignorował? Nie miał pojęcia, ale jako że to była jego kuzynka, która również była zamieszana w całą tę kurzą sprawę, nie mógł pozwolić, żeby rozmowa toczyła się wyłącznie między ich dwójką. Zaoferował więc kuzynce swoje ramię, pokazując tym samym, że powinna z nimi pójść do holu. Rzucił jednocześnie Blackowi ostrzegawcze spojrzenie - bo gdyby postanowił zignorować jego samego, to pewnie nic by z tego sobie nie zrobił, lecz sprawa tyczyła się kobiety z jego rodziny. Rodolphus był młody i jeśli chodziło o udział kobiet w rozmowach, planach czy pracy, to można było śmiało założyć, że był... Postępowy. Nie przeszkadzało mu to, że mieli Ministrę Magii - przeszkadzał mu natomiast fakt, że nie wiedzieli o niej nic. Przeszkadzała mu jej niekompetencja i działania, a nie płeć.
- Nie chodzi o drinki, Perseusie - powiedział cicho, uprzednio strzelając oczami, czy przypadkiem nikt się tu nie kręci. Był zirytowany, być może nawet wściekły, ale nie oznaczało to, że miał zamiar upokorzyć Perseusa publicznie. I chociaż kusiło go, by pokazać mu gdzie jest jego miejsce, bo to przecież on był za to wszystko odpowiedzialny (w końcu to było jego wesele), to trzymał nerwy na wodzy. Nie z empatii: ale z prostego faktu - Blackowie byli bogaci, potężni i lubili się mścić. Nie planował robić sobie kolejnego wroga z tego rodu. - Jeden z zatrudnionych przez ciebie kelnerów wylał na mnie i Anneleigh rosół. Który najpewniej też "czymś doprawiono", bo nie tylko pobrudził nam ubrania, ale również sprawił, że z gołej skóry wyrosły nam kurze pióra.
Tu nie mógł już ukryć grymasu niezadowolenia. Zacisnął dłoń na dłoni kuzynki, być może trochę za mocno, ale na Merlina - nawet święty by się wkurwił. A Rodolphus nie był świętym: czuł więc, jak czerwona mgła powoli pnie się do mózgu, jak krew w żyłach płynie szybciej i szybciej, a oddech powoli staje się coraz płytszy. Ale nie wybuchał, jeszcze nie. I miał nadzieję, że unikną tego wybuchu.
- Ktoś musi sabotować wasze wesele, Black. Radziłbym się temu przyjrzeć. I odpowiednio ukarać osoby, które wzięły w tym udział: świadomie bądź nie - jego spojrzenie stwardniało. Słowem się nie zająknął, że przecież już jednemu kelnerowi się oberwało. Cóż... Problem był taki, że to nie był ten konkretny kelner, od którego to się zaczęło. - Pomyśl co by się stało, gdyby ktoś tę dziwną zupę wypił.