Rozdzielenie interesów Charlesa i Roberta poszło widocznie zbyt gwałtownie. Chłopak dostał to, czego w sumie chciał, nawet jeżeli to było poleceniem Richarda. Nawet sam wywiad nie był do tego potrzebny. Był on jedynie definitywnym gwoździem do zakończenia wszelkiej współpracy z młodym Mulciberem. Nie mogli pozwolić na to, aby swoje kontrowersyjne pomysły na świeczki łączył z biznesem rodzinnym.
- Przynajmniej tutaj postąpiłeś odpowiednio.W głosie dało się odczuć pewnego rodzaju ulgę. Jeszcze by brakowało, że zacząłby popełniać błędy Sophie. Ta przynajmniej na błędach się nauczyła i kuzynowi pomogła. Nie należało jednak zbyt szybko się cieszyć z tej jednej bardo drobnej pochwały, gdyż cały czas w powietrzu wisiał ten duży główny problem.
"Co postanowisz, tato, tak zrobię." – padło z ust jego syna. Richard widział, że chłopak jest nerwowy. Zapewniał nawet o meldowaniu się, informowaniu o swoich działaniach, postępach. Tylko Richard nie martwił się o niego. To nie był jego mały synek, o którego bezpieczeństwo musiał dbać na każdym kroku. On był już na etapie mężczyzny, który powinien umieć sam o siebie zadbać. Patrząc na niego, wciąż wydawał się być tym dzieckiem, które potrzebuje ojcowskiego wsparcia.
Richard niestety musiał mu to powiedzieć wprost, że go rozczarował. Zawiódł kolejny raz. Jak mógł być z niego dumny, kiedy porządnie naraził się jego bratu? Słuchał odpowiedzi, wyjaśnień syna, zdejmując pasek od spodni. Reakcja była przewidująca. Richard podobnie reagował na widok skóry w dłoni ojca, kiedy ten wyrażał otwarcie swoje niezadowolenie jego zachowaniem, działaniami. Richard z doświadczenia własnego wiedział, że to nie wzmocni relacji na linii ojciec-syn, a wręcz przeciwnie. Niezależnie od wieku.
Nigdy nie uderzył swoich dzieci. Nawet, jeżeli przekraczały granice jego cierpliwości, podnosił głos, zaciskając pięści aby nie unieść na nich ręki. Czy teraz miało się to zmienić?
"...uderzysz mnie, tato?", jego słowa odbiły mu się w głowie. Nie zmieniły jednak jego nastawienia. Jednocześnie uświadomił syna, co jeszcze mu grozi.- Nie chciałbym tego robić. Ale Twoje działania do tego naprowadzają. Nie mogę do Ciebie dotrzeć słowami. Zmuszasz mnie do podjęcia czynów.
Wyjaśnił. Wciąż patrząc na niego dość poważnie. Charles zaczął się jąkać. Schował twarz. Poddawał się? Uważał się za ciężar w rodzinie? O jakim zniknięciu mówił?
- Czy Ty masz jakieś problemy Charles?
Zapytał wprost. Kto wie, czy od innych problemów, z jakimi się zmaga, nie kontrolował tego co robił? Czekał na wyjaśnienia. Na szczerą rozmowę, aby chłopak mu się przyznał do wszystkiego.