24.07.2024, 14:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.07.2024, 14:01 przez Richard Mulciber.)
Nie odezwali się na jego pytania. Uparcie starając się trzymać język za zębami. A może ten śmierciożerca go nie miał? Co innego druga osoba. Ta miała głos, rzucała hasłami ostrzegawczymi.
Sytuacja dla obu stron nie była komfortowa. Stojąc blisko tych fiolek, Richard nie planował brać ich do ręki, nawet jeżeli miał rękawice. Nie potrzebował ich akurat badać z bliska, kiedy musiał być skupionym na otoczeniu. I słusznie, bowiem kiedy pognało w jego kierunku zaklęcie, zdążył je odbić. A już dość blisko jego i związanego śmierciożercy, wyłoniła się ukrywająca wcześniej mysz. Z tym czymś w dłoni. Ostrzegając o zamiarze.
"Tamte biurko…" – myślami cofnął się do poprzedniego pomieszczenia, które faktycznie leżało w gruzie. Czyżby trzymała w dłoni ładunek z substancją wybuchową? Celując z różdżki w jej stronę, spoważniał bardziej. Nie uśmiechało mu się wracać do kamienicy w kawałkach.- Tak więc negocjujesz.
Stwierdził obserwując jej ruchy, celując w nią różdżką. Jej towarzysz na razie nie był zagrożeniem. Ale ona z jakąś substancją wybuchającą, stanowiła poważne zagrożenie.
- Zanim nas wszystkich zabijesz tym czymś.
Machnął różdżką, wskazując jej na to, co trzymała w dłoni.
- Powiedz mi co to jest. Nie uśmiecha mi się umierać, nie wiedząc, czym oberwę.
Zachęcał nadal do rozmowy. Skoro już się odezwała z ostrzeżeniem, postanowił podciągnąć z nią rozmowę. Innym torem. Grał na czas? Szczęście w nieszczęściu, starał się panować nad sytuacją, emocjami i w ostateczności teleportować się, jeżeli sytuacja wymknie się spod kontroli i zrobi dramatycznie niebezpieczna. Lepiej żeby cały wrócił do kamienicy, zanim brat będzie zmuszony go składać w kostnicy.