24.07.2024, 14:02 ✶
– Po weselu Blacków niewiele mnie zdziwi – powiedziała Florence, uśmiechając się trochę przepraszająco. Do tej pory było jej trochę wstyd, gdy pomyślała o tamtej scenie, chociaż po prawdzie zważywszy na to, co wyprawiało się na tamtym weselu, ludzie raczej bez większego problemu mieli uwierzyć, że to Atreus Bulstrode oszalał nagle z miłości, a ktoś dodawał dziwnych rzeczy do drinków Blacków. – Amortencja, zamiany w przedziwne zwierzęta, nagłe zanoszenie się płaczem, a i mam wrażenie, że… pewna dziewczyna po paru łykach zapałała afektem do pana młodego.
Pewna dziewczyna. Jej domniemana kuzynka. Florence westchnęła i postanowiła po prostu tego wieczora nie myśleć o Amelii z Madagaskaru i o tym, co dokładnie kombinował z nią tamtego wieczora jej brat. Zakładała po prawdzie, że to zapewne jego nowa dziewczyna, przez której pochodzenie lub zawód nie chciał przedstawiać jej u Blacków prawdziwym nazwiskiem.
– Mającą bardzo niewiele czasu dla męża – odparła. Oczywiście, że na jej palcach nie było ani pierścionka zaręczynowego, ani żadnej innej biżuterii: tę nosiła niezmiernie rzadko, by przypadkiem nie przeszkadzała jej w pracy, a chociaż zdarzało się jej po taką sięgać podczas wyjść, to zdawało się jej, że plaża nie będzie ku temu najlepszym miejscem. Nawet jeżeli nie miała zamiaru choćby zbliżyć się do samego morza. – Po prostu chciałam wiedzieć.
Zwłaszcza, że teraz, przez muszlę wiszącą na jej szyi, lekkie ukłucie zmartwienia były po prostu… mocniejsze.
Kto z jej rodziny mieszał się w te sprawy. Ale po reakcji Patricka postanowiła, że nie będzie pytać o Basiliusa, którego wyłapała kątem oka na jednym z koców – a którego upadku na całe szczęście nie dostrzegła, bo doszło do niego gdzieś za jego plecami. Podobnie jak nie miała okazji widzieć szykowania się do wyścigu: gdy oni mknęli wzdłuż plaży, ona akurat spoglądała w wodę.
To było zwykłe wspomnienie, gdzieś z początku lata, nic specjalnego: nie do końca rozumiała, co właściwie widzi i dlaczego. W istocie zapewne chodziło jednak o jego spokój. O to, że nic się tam nie działo – żadnych awantur, potworów czających się na przyjaciół, nieokreślonego zagrożenia, duchów z przeszłości, chcących dopaść jej rodzinę. Dopiero po chwili uniosła głowę, spoglądając na Patricka, z pewnym zamyśleniem.
Długo zastanawiała się, czy powinni go zrywać. Ale kiedy już to zrobili, nie myślała nad tym wyborem – Florence nie przywykła do zastanawiania się, „co by było gdyby”. Zawsze patrzyła w przyszłość.
– Słyszałam, że byłeś w Windermere. Gdybym to wszystko czuła… – Pokręciła powoli głową. Nie, nie miała wątpliwości, że zdjęcie rytuału było dobrą decyzją. Może i warto było wiedzieć, kiedy Steward potrzebuje pomocy, ale za często i tak nie mogłaby jej udzielić. Co by wtedy zrobiła? Poszłaby go szukać w lasach wokół kempingu? Jak by się to dla niej skończyło? – Miałam okazję obserwować tę wieź u pacjentów, na różnych etapach. Z czasem uczucia znikały, ale wciąż wyczuwali zagrożenie. A jeśli któraś strona spotykała się z innymi, płuca zaczynały zarastać kwiatami.