24.07.2024, 14:07 ✶
Był lekko zesztywniały w uścisku, jak zawsze gdy ktokolwiek to robił, ale nie odsunął się. Mogła poczuć pod swoim ciepłym objęciem, jak rozluźnia i oddaje jej nieco niezręcznie ten uścisk, jak osoba bardzo nienawykła do tego rodzaju uprzejmości. Oczywiście Anthony potrafił być wylewny, potrafił na francuską modłę całować policzki nieznajomych, poklepywać się po ramieniu i rozsyłać wszystkim wkoło wystudiowane gesty. To nie oznacza jednak, że było to z jego strony coś, czego pożądał w kontakcie i czego szukał z własnej woli. Raczej rutyna spotkań, bankietów mieniących się tombakiem.
Nie oznaczało to w żadnej mierze, że nie było w jego sercu miejsca dla bliskich. Dzieci jego przerażającej kochanej kuzynki miały w nim specjalne miejsce zarówno przez wzgląd na pokrewieństwo, ale przyjaźń która łączyła całą czwórkę jeźdźców. Po powrocie rodziny Kelly do Anglii cała trójka mężczyzn roztoczyła swoje opiekuńcze skrzydła tak nad matką jak i swoimi chrześniakami i tak też się złożyło, że Rita jako chrześniaczka Anthony'ego miała do niego najprostszy dostęp.
Była jego cudną księżniczką więc nic dziwnego, że teraz, gdy rozkwitała dla całego świata swoim delikatnym pięknem, co jakiś czas Anthony zamartwiał się jak to będzie, gdy jakiś kawaler pojawi się i zacznie stawać w konkury o jej rękę. Z racji skandalu i rysie na rodowodzie jej status mógł sprzyjać niestety niezbyt dobrym partnerom, choć Shafiq nie zamierzał być z tego powodu restrykcyjny. Po prostu się martwił, mając wciąż na uwadze jej dobro, patrząc na nie jednak przez pryzmat utrwalonych, konserwatywnych torów, które rządziły magicznym światem.
Zaśmiał się na jej sugestię, że obiad miałby być magiczny.
– Oczywiście, że nie jest to romantyczne spotkanie, wiesz, że kocham Cię jakbyś była własną moją córką – ucałował jej gładkie czoło, a potem twarz wykrzywiła się w uśmiechu ulgi, bo choć Anthony nie był wcale przesądny, to czasem jednak stare nawyki Parkinsonów z niego wychodziły. Jak chociażby wróżby z rzęs.
– Niestety nie – kciukiem łagodnie przejechał pod prawym okiem, zabierając opadły włos. – Czyli widzisz, dzisiaj spokój, chyba że wuj Jonathan gnębi Cię nadgodzinami? Chodź, usiądź, bo stygnie. Opowiesz mi jak radziliście sobie w biurze kiedy mnie nie było? – Podprowadził ją do stołu i odsunął krzesło, by łatwiej było jej usiąść. Jego skrzat domowy - Wergiliusz - najwidoczniej nie był proszony o udział w tym rodzinnym spotkaniu. Nieobecność powodowana śmiercią brata przeciągnęła się Anthony'emu, któremu nader trudno było opuścić Francję, w której dochodził do siebie, a tak na prawdę dobijał targu z synem arcymaga, który odpoczywał tam po ukończonej edukacji w Beauxbaton.
Nie oznaczało to w żadnej mierze, że nie było w jego sercu miejsca dla bliskich. Dzieci jego przerażającej kochanej kuzynki miały w nim specjalne miejsce zarówno przez wzgląd na pokrewieństwo, ale przyjaźń która łączyła całą czwórkę jeźdźców. Po powrocie rodziny Kelly do Anglii cała trójka mężczyzn roztoczyła swoje opiekuńcze skrzydła tak nad matką jak i swoimi chrześniakami i tak też się złożyło, że Rita jako chrześniaczka Anthony'ego miała do niego najprostszy dostęp.
Była jego cudną księżniczką więc nic dziwnego, że teraz, gdy rozkwitała dla całego świata swoim delikatnym pięknem, co jakiś czas Anthony zamartwiał się jak to będzie, gdy jakiś kawaler pojawi się i zacznie stawać w konkury o jej rękę. Z racji skandalu i rysie na rodowodzie jej status mógł sprzyjać niestety niezbyt dobrym partnerom, choć Shafiq nie zamierzał być z tego powodu restrykcyjny. Po prostu się martwił, mając wciąż na uwadze jej dobro, patrząc na nie jednak przez pryzmat utrwalonych, konserwatywnych torów, które rządziły magicznym światem.
Zaśmiał się na jej sugestię, że obiad miałby być magiczny.
– Oczywiście, że nie jest to romantyczne spotkanie, wiesz, że kocham Cię jakbyś była własną moją córką – ucałował jej gładkie czoło, a potem twarz wykrzywiła się w uśmiechu ulgi, bo choć Anthony nie był wcale przesądny, to czasem jednak stare nawyki Parkinsonów z niego wychodziły. Jak chociażby wróżby z rzęs.
– Niestety nie – kciukiem łagodnie przejechał pod prawym okiem, zabierając opadły włos. – Czyli widzisz, dzisiaj spokój, chyba że wuj Jonathan gnębi Cię nadgodzinami? Chodź, usiądź, bo stygnie. Opowiesz mi jak radziliście sobie w biurze kiedy mnie nie było? – Podprowadził ją do stołu i odsunął krzesło, by łatwiej było jej usiąść. Jego skrzat domowy - Wergiliusz - najwidoczniej nie był proszony o udział w tym rodzinnym spotkaniu. Nieobecność powodowana śmiercią brata przeciągnęła się Anthony'emu, któremu nader trudno było opuścić Francję, w której dochodził do siebie, a tak na prawdę dobijał targu z synem arcymaga, który odpoczywał tam po ukończonej edukacji w Beauxbaton.