24.07.2024, 14:44 ✶
Basilius absolutnie nie uważał, że byli jacyś winni tej całej sytuacji, ale nie sposób było nie zauważyć, że jego koszmar zaczął się akurat w momencie, kiedy wspomnieli o Brennie i nawet nie był w stanie zaprotestować na informację, że jest jej chłopakiem, bo kolejne wydarzenia potoczyły się zbyt szybko.
Gdy jako dziecko uczył się pływać, coś poszło bardzo nie tak i zaczął się topić. Po tej przygodzie nigdy więcej nie zebrał się na odwagę, by przełamać lęk, a niezaleczony strach jedynie rósł i rósł, tworząc w jego psychice barierę nie do przeskoczenia. Nie było to coś nad czym bardzo ubolewał. W końcu po prostu wystarczyło nie pakować się do mórz, czy jezior.
A teraz kurwa wszędzie była woda, a wokół nich pływały ryby. I domyślał się, naprawdę się domyślał, że to nie było prawdziwe. Że tak naprawdę z jakiegoś powodu doznawali właśnie halucynacji. Najwyraźniej jednak ta mniej racjonalna część Prewetta miała to absolutnie gdzieś.
Na całe szczęście poza rybami była tutaj Millie.
Dał się objąć, samemu trwając sztywno nie odwzajemniając uścisku, i sprowadzić się na trawę, chociaż jedynie usiadł, a nie położył się, tak jak prosiła, zbyt przerażony perspektywą leżenia na dnie morza. Za dużo wody nad nim. Zbyt bierna pozycja do jakiejkolwiek próby obronienia się.
Bardzo nie lubię wody – powiedział jej kiedyś. Niedopowiedzenie kurwa roku.
Nic Ci nie będzie, ale nie możemy uciec.
Serce próbowało wyrwać mu się z klatki piersiowej przybierają podobne tempo, co jego oddech. Mogli. Bardzo, ale to bardzo mogli. Chciał teraz uciec i był szalenie pewien, że dałby radę. Gdzieś tam podświadomość podpowiadała mu, że byli nad klifami, ale przecież chyba pamiętał, z której strony przyszli… Czemu to się nie mogło już skończyć? Niech to się już skończy.
To minie.
Drżącymi palcami wczepił się w materiał bluzki na plecach czarownicy, będącą jedynym, co sprawiło, że jeszcze jakkolwiek był w stanie myśleć.
Nie. Musiał tu zostać. Millie powiedziała, że to minie, więc musiało to kiedyś minął. Nie ważne ile razy wywracał na nią oczami, nie ważne ile razy wzdychał, gdy gadała głupoty. W chwilach takich jak ta ufał jej. I absolutnie nie ufał sobie.
Zamknął oczy i oparł czoło na jej ramieniu.
Kurwa, kurwa, kurwa, niech to minie. Nie da rady. To było zbyt prawdziwe.
– Zajebiste. Kurwa. Klify – wymamrotał, roztrzęsionym głosem, pomiędzy jednym spanikowanym oddechem, a drugim, próbując skoncentrować się na wszystkim poza świadomością, co zobaczy, gdy tylko otworzy oczy.
Powoli wdech...
To nie było prawdziwe, ale jej głos był prawdziwy. Głos, który chyba nigdy wcześniej nie był wobec niego tak łagodny.
Trzymaj cztery sekundy.
Czuł rytm jej oddechu. Spokojny. Opanowany. Taki jak i jego powinien być.
Teraz wydech... i kolejne cztery.
Skupił się na jej dotyku. Na tym, że czuł jak jej palce wsuwają się pomiędzy jego włosy. Jak dłoń schodzi na kark w uspokajającym geście. Jak jej kosmyki łaskoczą mu twarz. Była tutaj. Była prawdziwa. I mówiła, że to minie.
– Jak to robisz? – wydusił z siebie, gdy nieco uspokoiło oddech. Wciąż nie patrzył. Wciąż był przerażony, ale trzymał się jej niczym liny ratunkowej, więc chyba da radę.
Tymczasem wokół nich podwodny ogród dalej kwitł i pysznił się w kolorach, niczym z akwarelowego obrazka, pełen barw i wymyślnych kształtów. Nic tylko brać inspiracje do malowideł.
!omamieni2
Gdy jako dziecko uczył się pływać, coś poszło bardzo nie tak i zaczął się topić. Po tej przygodzie nigdy więcej nie zebrał się na odwagę, by przełamać lęk, a niezaleczony strach jedynie rósł i rósł, tworząc w jego psychice barierę nie do przeskoczenia. Nie było to coś nad czym bardzo ubolewał. W końcu po prostu wystarczyło nie pakować się do mórz, czy jezior.
A teraz kurwa wszędzie była woda, a wokół nich pływały ryby. I domyślał się, naprawdę się domyślał, że to nie było prawdziwe. Że tak naprawdę z jakiegoś powodu doznawali właśnie halucynacji. Najwyraźniej jednak ta mniej racjonalna część Prewetta miała to absolutnie gdzieś.
Na całe szczęście poza rybami była tutaj Millie.
Dał się objąć, samemu trwając sztywno nie odwzajemniając uścisku, i sprowadzić się na trawę, chociaż jedynie usiadł, a nie położył się, tak jak prosiła, zbyt przerażony perspektywą leżenia na dnie morza. Za dużo wody nad nim. Zbyt bierna pozycja do jakiejkolwiek próby obronienia się.
Bardzo nie lubię wody – powiedział jej kiedyś. Niedopowiedzenie kurwa roku.
Nic Ci nie będzie, ale nie możemy uciec.
Serce próbowało wyrwać mu się z klatki piersiowej przybierają podobne tempo, co jego oddech. Mogli. Bardzo, ale to bardzo mogli. Chciał teraz uciec i był szalenie pewien, że dałby radę. Gdzieś tam podświadomość podpowiadała mu, że byli nad klifami, ale przecież chyba pamiętał, z której strony przyszli… Czemu to się nie mogło już skończyć? Niech to się już skończy.
To minie.
Drżącymi palcami wczepił się w materiał bluzki na plecach czarownicy, będącą jedynym, co sprawiło, że jeszcze jakkolwiek był w stanie myśleć.
Nie. Musiał tu zostać. Millie powiedziała, że to minie, więc musiało to kiedyś minął. Nie ważne ile razy wywracał na nią oczami, nie ważne ile razy wzdychał, gdy gadała głupoty. W chwilach takich jak ta ufał jej. I absolutnie nie ufał sobie.
Zamknął oczy i oparł czoło na jej ramieniu.
Kurwa, kurwa, kurwa, niech to minie. Nie da rady. To było zbyt prawdziwe.
– Zajebiste. Kurwa. Klify – wymamrotał, roztrzęsionym głosem, pomiędzy jednym spanikowanym oddechem, a drugim, próbując skoncentrować się na wszystkim poza świadomością, co zobaczy, gdy tylko otworzy oczy.
Powoli wdech...
To nie było prawdziwe, ale jej głos był prawdziwy. Głos, który chyba nigdy wcześniej nie był wobec niego tak łagodny.
Trzymaj cztery sekundy.
Czuł rytm jej oddechu. Spokojny. Opanowany. Taki jak i jego powinien być.
Teraz wydech... i kolejne cztery.
Skupił się na jej dotyku. Na tym, że czuł jak jej palce wsuwają się pomiędzy jego włosy. Jak dłoń schodzi na kark w uspokajającym geście. Jak jej kosmyki łaskoczą mu twarz. Była tutaj. Była prawdziwa. I mówiła, że to minie.
– Jak to robisz? – wydusił z siebie, gdy nieco uspokoiło oddech. Wciąż nie patrzył. Wciąż był przerażony, ale trzymał się jej niczym liny ratunkowej, więc chyba da radę.
Tymczasem wokół nich podwodny ogród dalej kwitł i pysznił się w kolorach, niczym z akwarelowego obrazka, pełen barw i wymyślnych kształtów. Nic tylko brać inspiracje do malowideł.
!omamieni2