24.07.2024, 16:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.07.2024, 16:16 przez Atreus Bulstrode.)
tańczę tańczę
- No właśnie, to akurat jest najzabawniejsze. Każdy się na nie z ochotą rzucał. Tak jakby wesele Blacków pomylili z kasynem Prewettów - on sam pił drinka za drinkiem, po pierwszym trochę ciekawy tego, co może się stać dalej, ale to był on. Tego typy zagrywki były dla niego jak najbardziej naturalne, ale reszta? Znalazło się tam pełno sztywnych facetów i jeszcze więcej sztywnych kobiet, z rodziną Perseusa na czele i fakt, że żadna jego ciotka czy babcia nie urządziła już wtedy małego piekła, to było wręcz fascynujące.
- Nie śmiałbym - uśmiechnął się do niej czarująco, trochę też rozbawiony bo hej, sam chyba dopytałby z trzy razy, unosząc brwi wyżej i wyżej, gdyby ktoś mu zapodał podobną historyjkę. Fakt, że dotarła do niej co najwyżej opowieść o zamorskich zwierzątkach, albo że pobito się o Millie, a reszcie dowiadywała się dopiero teraz, wydawał się wręcz krzywdzący.
- Może mimo tych wszystkich atrakcji brakowało mu, kogoś twojego pokroju? Chodzących kłopotów? W sumie już trochę czasu minęło odkąd ostatni raz był licytowany, może trzeba to zmienić? - parsknął rozbawiony, bo mina Erika Longbottoma, który uświadomił sobie co knuje jego siostra na Balu Charytatywnym, była zwyczajnie bezcenna. Chociaż i tak poradził sobie fenomenalnie. - Podobno wesele bez bójki to nie wesele, więc wiesz... Można było się tego trochę spodziewać - co ciekawe, jego nie była jedyna, ale nie miał okazji Louvainowi kibicować, zbyt zajęty Lorraine, która próbowała rzucać swoje wile czary na niego i Maeve.
- O, o, o, ale wiesz co jest według mnie absurdalnie wręcz zabawne, odnośnie tego wesela? Nawet rozmawiałem o tym z Patrickiem w Windermere, bo to szczyt szczytów. Kojarzysz naszego drogiego aurora nad aurorami, Chestera Rookwooda? - uśmiechnął się do niej, robiąc nieznaczną pauzę, jako wstęp przed najlepszą częścią tego wszystkiego. - No więc wyobraź sobie, że jako ojciec panny młodej, w ogóle się nie pojawił. Może jego córka stwierdziła, że tym razem nie pozbędzie się niechcianego męża, a ojca który jej te śluby ustawiał - parsknął, bo w gruncie rzeczy ta sytuacja była tak absurdalna, że wręcz zabawna. Może Chester zwyczajnie mu umknął na tym weselu, ale nie zamierzał się tym przejmować, bo ta wersja brzmiała za dobrze.
- Spytać o listę? - odwrócił lekko twarz, by spojrzeć na nią z ukosa. - Proszę cię, gdzie w tym zabawa? - zapytał, teatralnie obruszając się o chociażby proponowanie czegoś takiego, ale zaraz się rozpogodził. - Mhm, jak umierać, to tylko przez samobójstwo. Zgodziłaś się, więc to sprawa wiążąca.